Szpile Satyrykonu 2016 przyznane

W tym roku laureatami zostali: Joanna Kołaczkowska – talent na miarę Ireny Kwiatkowskiej. Mistrzyni improwizacji i wbijania szpil tam gdzie trzeba  i Wojciech Młynarski ponieważ Jego teksty znowu są nam potrzebne jak tlen.(…) Nie straciły na aktualności i pomagają nam przetrwać kolejną paranoję. Oboje zaś również za to, co robią dla naszej coraz bardziej smutnej Ojczyzny.

Laureatów wyłoniła Kapituła, w skład której weszli:
Artur Andrus
Magda Czapińska
Magda Piekarska
Janusz Weiss
Grzegorz Szczepaniak

nominowani byli:
Piotr Bukartyk – mimo że jest młody, może poczekać.

Jacek Fedorowicz, którego kultura i inteligentny dowcip nieodmiennie zachwycają.

Joanna Kołaczkowska, talent na miarę Ireny Kwiatkowskiej. Mistrzyni improwizacji i wbijania szpil tam gdzie trzeba. Osobowość wieloraka i absolutnie nieprzewidywalna. Kolosalny wdzięk.

Jan Koza Znakomity rysownik, publikujący w „Polityce” i na stronie Wyborcza.pl. Od kilku dobrych lat wierci nam w brzuchu swoją szpilą, pokazując współczesną Polskę z perspektywy jej obywateli może nie gorszego, ale z pewnością drugiego sortu. To nie celebryci i politycy z pierwszych stron gazet są bohaterami jego rysunków, ale pracownicy spożywczych marketów, starzejące się singielki, bezrobotni, zmęczeni sobą kochankowie, a często prawdziwe ofiary losu, które mogą liczyć jedynie na ciężką i słabo płatną pracę w firmie, której szef – już gratis – zadba o złą atmosferę wśród pracowników. Żyją z dnia na dzień, z poczuciem, że ani ich głos, ani oni sami nie mają najmniejszego znaczenia. Śnią im się raje podatkowe, do których nigdy nie będą mieli wstępu, Konstytucji wprawdzie nie czytali, ale oglądali jej ekranizację, a podczas seksu zamiast myśleć o Polsce, mają przed oczami 500 złotych na dziecko. W gorzkie, śmieszno-smutne raporty Kozy z codzienności, polityka wkrada się jednak coraz częściej. Rośnie mur na granicy z Unią Europejską, policja puka do drzwi przeciętnego obywatela, bo sąsiedzi donieśli, że ukrywa uchodźców, a rząd planuje po zakazie antykoncepcji i aborcji zakazać także kalendarzyka. Jak nam jeszcze zakażą Kozy, zrobi się naprawdę smutno.

Zenon Laskowik –  wybitny artysta kabaretowy, na którym czas nie odcisnął swojego piętna. To człowiek „urodzony na scenie” i dla sceny. Już samo jego pojawienie się wywołuje wśród publiczności salwy śmiechu.

Rafał Madajczak Twórca „ASZdziennika” każdego dnia serwuje nam uzdrawiającą dawkę śmiechu, pozwalającą wziąć w nawias całą otaczającą nas, nie tylko (choć przede wszystkim) polityczną rzeczywistość. Tajemniczy pomór koni w Janowie kwituje newsem: „Ostatnie konie opuściły Janów Podlaski. Minister Jurgiel: <<Ich miejsce zajmą jednorożce i pegazy>>”. Media niepokoi milczenie Agaty Dudy? Madajczak zakłada konto na Twitterze TuPierwszaDama, na którym może wyrażać swoje poglądy. Polacy mają opłacać abonament wraz z rachunkiem za prąd? Na „ASZdzienniku” pojawia się wiadomość: „Efekt TVP. Producenci energii dostali już trzy miliony wniosków o odłączenie od prądu”. Najzabawniejsze i najstraszniejsze zarazem jest to, że Madajczak często tylko w niewielkim stopniu deformuje rzeczywistość. A niekiedy nawet i ta drobna ingerencja jest całkowicie zbędna. Widząc newsy na „ASZdzienniku” opatrzone słowem „PRAWDA”, jak ten z komentarzem posła PIS „Z gwałtów rodzą się dobrzy Polacy”, można zastanawiać się, co jest bardziej szalone – pomysł Madajczaka czy świat, który z jego pomocą opisuje. A robi to ze świadomością kreatora nowych mediów, który doskonale zna przyzwyczajenia ich użytkowników – teksty są ultrakrótkie, a szpile kryją się już w samych tytułach.

Wojciech Młynarski, któremu należą się wszystkie nagrody świata za to, co napisał. Jego twórczość od ponad pół wieku pomaga nam przetrwać kolejne paranoje i robić swoje. Zaproponowano  Szpilę za całokształt  i za zdrowy rozsądek. (…)
Jego teksty znowu są nam potrzebne jak tlen.Odkrywają je kolejne pokolenia Polaków. Nie straciły na aktualności i pomagają nam przetrwać kolejną paranoję. Mamy szansę podziękować Mu za Wszystko. Spieszmy się kochać Wojciecha Młynarskiego…

Kabaret Mumio: trzech artystów o znakomitym poczuciu humoru, wspaniałych zdolnościach aktorskich. To, co (…) ważne, to fakt, że nie zajmują się bieżącymi wydarzeniami politycznymi, tylko pure nonsensem, dowcipem abstrakcyjnym, więc ponadczasowym.

Cezary Nowak (czyli Cezik) - gigant internetu. Za żart muzyczny najwyższej próby, który dociera do setek tysięcy internautów. Za wymyślenie i wmówienie odbiorcom istnienia gliwickiej grupy „Bezbarwni”, za wywiad ze Stingiem.

Katarzyna Piasecka: za to, że umie mówić i nie waha się używać słów. Za to, że umie pokazać naszą moralność w taki sposób, że można się szczerze uśmiechnąć, nawet solidnie z niej pośmiać a nie jej bać, czy przed nią uciekać. Za to, że nie boi się facetów i za to, że nie boi się facetek. Za to, że ma w nosie politykę i za to wreszcie jaką jest „stendaperką” i „kabareciarką” (cudzysłowy ze względu na nowomowę – przyp. autor wypowiedzi) i że tak skutecznie zapracowała na swoje nazwisko (włącznie z imieniem) i swoją osobowość na każdym kroku udowadniając, że w zasadzie nic nikomu nie zawdzięcza a jeśli nawet to po stokroć się odwdzięczyła.

Maciej Stuhr, spełnia w 100% wszystkie warunki: „otwarty umysł, poczucie humoru, dystans do siebie i do świata oraz chodzenie pod prąd fasadowej poprawności i wątpliwej normalności” Ma odwagę mówić to, co myśli. Uroczy artysta i przyzwoity człowiek.
i po raz drugi:
za to, że umie mówić i tę umiejętność wykorzystuje mówiąc jak jest nawet jeśli nie jest tak fajnie jak byśmy chcieli, żeby było. Za to, że umie tak mówić, by dotrzeć do różnych odbiorców równie skutecznie – słyszą go więc zarówno ci, którzy spijają każde słowo z jego ust, jak i ci, którzy najchętniej w ogóle by go nie słuchali. Za to, że jest taktownie bezpardonowy i wypełnia misję szpil w sposób wzorcowy wieloma swymi ważnymi rolami jak i wypowiedziach znacznie bardziej prywatnych. Za to wreszcie jakim jest aktorem i że tak skutecznie zapracował na swoje nazwisko (włącznie z imieniem) i swoją osobowość na każdym kroku udowadniając, że w zasadzie nic nikomu nie zawdzięcza a jeśli nawet to po stokroć się odwdzięczył.

Przemysław Wojcieszek Reżyser głośnego „Made in Poland” wraca po kilku latach przerwy do teatru „Hymnem narodowym”, opowieścią o Polsce podzielonej na konserwatystów i liberałów, zwolenników PiS-u i KOD-u. Portretuje demony, które straszą nas w koszmarnych snach – Antoniego (Macierewicza), opętanego na punkcie smoleńskiej katastrofy, Krystynę (Pawłowicz), nieustającej w próbach uformowania narodu w zastęp zgodnie śpiewający pieśni maryjne czy Braci (Kaczyńskich), których nawet śmierć nie jest w stanie rozłączyć. „Hymn” w swojej krótkiej karierze zdążył pozbawić telewizyjnego „Pegaza” skrzydeł (program z Wojcieszkiem został zdjęty z anteny przez rzekome „problemy techniczne”, a tak naprawdę przez protest prezesa TVP przeciwko obrazie uczuć wciąż jeszcze nadto gorących i nazbyt nabrzmiałych). Na „Hymnie” publiczność śmieje się gromko, jakkolwiek gorzki jest to śmiech. Widownia legnickiego Teatru Modrzejewskiej wciąż jest pełna dzięki silnej w narodzie potrzebie aplikowania sobie terapeutycznej szpili, celem chwilowego choćby znieczulenia, pozwalającego znieść spełniające się na naszych oczach przekleństwo, jakie niesie ze sobą konieczność życia w ciekawych czasach.