Archiwa kategorii: Aktualności

Werdykt Jury Satyrykonu 2020

P r o t o k ó ł posiedzenia Jury
Międzynarodowej Wystawy SATYRYKON – Legnica 2020
22 lutego 2020 r.

Jury w składzie:
przewodniczący  ROBERT SOWA (PL)

członkowie:

OLEG DERGACHOV (Kanada)
KATARZYNA KASIA
PAWEŁ KUCZYŃSKI
ALI MIRAEE (Iran)
ELŻBIETA PIETRASZKO
AGIM SULAJ (Włochy)

po obejrzeniu 2.703 prac 758  autorów z 56 krajów świata postanowiło przyznać następujące nagrody regulaminowe:

Grand Prix SATYRYKONU 2020 oraz nagroda pieniężna w wysokości 8.000 PLN – NORBERT SARNECKI (Polska) za pracę „Anomalie klimatyczne”

dział:  samotność 

  1. I nagroda, złoty medal oraz nagroda pieniężna w wysokości 6.000 PLN – KAROLINA GMITEREK (Polska) za pracę „Czuwanie”
  2. II nagroda, srebrny medal oraz nagroda pieniężna w wysokości 5.500 PLN – ANDREI POPOV (Rosja) za pracę ”Pingwin”
  3. III nagroda, brązowy medal oraz nagroda pieniężna w wysokości 5.000 PLN – VLADIMIR KAZANEVSKY (Ukraina) za pracę bez tytułu

oraz dwa równorzędne wyróżnienia po 4.000 PLN każde:

  1. ALIREZA PAKDEL  (Iran) za  pracę „Rodzina”
  2. ANDRZEJ POPIEL  (Polska) za  pracę „Suflerzy” 

dział:  żart i satyra

  1. I nagroda, złoty medal oraz nagroda pieniężna w wysokości 6.000 PLN – OLEKSY KUSTOVSKY (Ukraina) za pracę „Magnet”
  2. II nagroda, srebrny medal oraz nagroda pieniężna w wysokości 5.500 PLN – JUGOSLAV VLAHOVIĆ (Serbia) za pracę bez tytułu
  3. III nagroda, brązowy medal oraz nagroda pieniężna w wysokości 5.000 PLN – ILYA KATZ (Izrael) za pracę „Niespodzianka”

oraz dwa równorzędne wyróżnienia po 4.000 PLN każde:

  1. MELLO SILVANO  (Brazylia) za pracę „Podejrzani”
  2. MARZIYEH KHANIZADEH (Iran) za  pracę „Wilki w zasadzce”

Na tym protokół zakończono.

Norbert Sarnecki "Anomalie klimatyczne"

Norbert Sarnecki „Anomalie klimatyczne”

Karolina Gmiterek "Czuwanie"

Karolina Gmiterek „Czuwanie”

 Andrei Popov "Pingwin"

Andrei Popov „Pingwin”

Vladimir Kazanevsky - praca bez tytułu

Vladimir Kazanevsky – praca bez tytułu

Alireza Pakdel "Rodzina"

Alireza Pakdel „Rodzina”

Andrzej Popiel "Miejsce dla obywatela - suflerzy"

Andrzej Popiel „Miejsce dla obywatela – suflerzy”

Ilya Katz "Niespodzianka"

Ilya Katz „Niespodzianka”

Jugoslav Vlahovic - praca bez tytułu

Jugoslav Vlahovic – praca bez tytułu

Mello Silvano "Podejrzani"

Mello Silvano „Podejrzani”

Marziyeh Khanizadeh Abyaneh "Wilki w zasadzce"

Marziyeh Khanizadeh Abyaneh „Wilki w zasadzce”

 

SZEPTEM O ISTOCIE I NATURZE. O JOANNY CONCEJO NARRACJI OBRAZAMI

Joanna Concejo jest prawdziwą Europejką – urodziła się w Polsce, żyje od blisko dwudziestu lat we Francji, ma męża Rafaela, Hiszpana, warsztaty często prowadzi we Włoszech, gdzie wydano wiele z jej książek. Artystka wyposażona jest w cenną wiedzę o miejscu. Choć urodziła się w Słupsku, dzieciństwo i wczesną młodość spędziła w małej pomorskiej wiosce otoczonej gęstymi lasami, studiowała w Poznaniu – stolicy Wielkopolski, mieszka pod Paryżem – metropolii z prawdziwego zdarzenia, jednej ze stolic świata. Niezależnie od miejsca czuły kompas ustawia na człowieka, a może nawet bardziej na jego duszę, psyche, konstrukcję emocjonalną. Przypatruje się też z wielką uwagą relacjom człowieka z naturą: od jego ścisłej symbiozy z puszczą, przez troskliwą opiekę nad ukochanym ogrodem, po delikatną nitkę prawie niezauważalnie łączącą go z rośliną doniczkową czy zasuszonym liściem; od baśniowych pokrewieństw z łabędziami, przez zaskakującą komitywę z wilkiem, po osobność wspólnej egzystencji z kotem.

Szeptem. Szept jest wyciszonym sposobem artykulacji, przygaszoną, ale jakże znaczącą ekspresją. Szeptem, bo technika, którą Joanna Concejo ukochała, która jest jej znakiem rozpoznawczym, to przede wszystkim ołówek, ołówek i kredki. Szarość grafitu wydaje się nieco wycofana, z natury swej nienasycona, daleka od wyrazistości czerni. Kontur jest przez to zaledwie sygnałem, a nie stanowczą kategoryzacją. Podstawowe i najpierwsze narzędzie pracy rysownika niesie też skojarzenia z ulotnością. Wszak ołówek można w każdej chwili wymazać… Ołówek samorzutnie wprowadza walor zależny od twardości rysika, siły docisku ręki trzymającej narzędzie, a zatem decyduje o charakterze i sile śladu pozostawionego na papierze. W sposób naturalny niuansuje więc treści przedstawień budujących narrację wizualną książek ilustrowanych przez nasza artystkę. Nienasycenie tonu stanowi zarazem swoisty filtr, który rysunki Concejo w jakimś sensie oddala od widza w czasie. Jeśli dołożymy do tego świadomą archaizację – użycie papierów z metryką, pożółkłych zeszytów, niedzisiejsze stroje, upodobanie do rekwizytów z poprzedniej epoki, bajkowość, która siłą rzeczy odrealnia zdarzenia, odczucie przedstawianych scen jako zdarzeń minionych, albo właśnie ponadczasowych, wydaje się nieuniknione. Z rzadka tylko pojawiają się kolory. W przeważającej mierze one także są do pewnego stopnia wyciszone. Sepia starych papierów, wyblakłych stron rejestrujących to, co niegdyś. Zieleń – w niektórych książkach celowo wyrazista. Jest jej dużo, ma nieść skojarzenia z żywotnością natury, jej odwiecznością, potęgą, symbolicznie przecież także nadzieją (Zgubiona dusza). Czerwień ma podobną rolę asocjacji z materią pierwszą, pierwotną energią, domeną uczuć. Nie mogło jej oczywiście zabraknąć w Czerwonym Kapturku. W książce tej jest czerwień prawdziwym lejtmotywem. Nie tylko desygnuje dziewczynkę, ale jest najważniejszą nicią dosłownie i metaforycznie spajającą ją z wilkiem. Jej dukt obrazuje zmienność i bliskość relacji głównych bohaterów. Błękit jest kolorem pamięci, znikania. Jak w perspektywie powietrznej, stosowanej od renesansu, odległe plany ulegają charakterystycznemu przeniebieszczeniu. Sygnalizują światy, które powoli odchodzą w niebyt.

O naturze. Natura jest wszechobecna w ilustracjach Concejo. Wiele ze stworzonych przez nią kompozycji, funkcjonujących później jako rozkładówki w książkach, jest szczelnie wypełniona przez ostępy leśne (Czerwony Kapturek) lub plątaninę geranium (Zgubiona dusza), co skutkuje w warstwie wizualnej uczynieniem roślinności równorzędnymi bohaterami utworów. Czułość, z jaką artystka ukazuje pojedyncze kwiaty, gałązki, krzewinki, liście, aż do użycia utrwalonej obecności i materialności tychże w pierwszej autorskiej książce wydanej w Polsce Gdy dojrzeją porzeczki, poświadcza, jak niezbędne w jej imaginarium są wizerunki przedstawicieli flory. Ale i osobniki z królestwa fauny pojawiają się nieodzownie. To znowu równorzędni, a może i najważniejsi bohaterowie – dzikie łabędzie, wilk towarzyszący Czerwonemu Kapturkowi, niedźwiedź – Książę w cukierni, kot towarzysz Henryka z Kiedy dojrzeją porzeczki. W rysunkach zwierząt Concejo dostrzegam iście dürerowską precyzję, staranne nachylenie nad pojedynczym piórem ptaka, pojedynczym włosem z sierści czy futra, finezją kociego wąsa. Jej rysunek to odzwierciedlenie obserwacji i rzemiosła godnych rycin z atlasów ssaków, ornitologicznych czy entomologicznych. Wydaje się, że nomen-omen naturalnym pejzażem, w jakim rozgrywają się poszczególne sceny jest przyroda. Mało jest w rysunkach Concejo miasta. Nawet jeśli się już pojawia, to jest to fragment parku, skweru, trawnika. A kawiarenka (Książę w cukierni) jest raczej z tych staroświeckich.

O istocie. Używam tego pojęcia w obu ważnych znaczeniach: istoty rozumianej jako żywy osobnik, postać – od człowieka po zwierzęta, o których była mowa wyżej, ale też pojęcia istoty jako esencji, rdzenia, sedna rzeczy, zjawisk, emocji, relacji. Sekwencje obrazów Concejo to ciche traktaty o tym, co najważniejsze: o pamięci, o uczuciach, o ciekawości świata i o trudzie codzienności, o nieoczywistości naszych spostrzeżeń, o trwałości natury jako jedynym pewniku i niepewności ludzkich prawd i przekonań, o byciu z kimś, obok kogoś, dla kogoś i o samotności, która może, ale nie musi być dojmująca, o doniosłej roli niewielkich elementów naszej rzeczywistości i nieistotnym znaczeniu „wielkich spraw”. Okazuje się, że to niepozorne detale, które dzięki swej zegarmistrzowskiej technice artystka tak wiernie przedstawia, mają największą moc poruszania czułych strun, snucia opowieści o tym, co kształtuje naszą wizytę na ziemi.

Joanna Concejo jest na swój sposób zakładniczką rysowania. To przymus wewnętrzny i zewnętrzna ekspresja budująca światy przedstawione w jej książkach autorskich lub książkach z jej ilustracjami, w których o naturę i istotę idzie przede wszystkim.

Anita Wincencjusz-Patyna

JOANNA CONCEJO

Urodziła się w 1971 roku w Słupsku.

Dzieciństwo spędza na wsi grzecznie chodząc do szkoły i pomagając w pracach domowych. Wyjeżdża „do miasta” w wieku 15-tu lat żeby podjąć naukę w koszalińskim liceum plastycznym. Jest sumienną i pracowitą uczennicą:) Po maturze dostaje się na studia w Akademii
Sztuk Pięknych w Poznaniu, na Wydział Grafiki.
Po pierwszym roku wyjeżdża do Francji na „małą przerwę”, która okazuje się dwuletnia i wzbogaca ją o męża i córkę.
Wraca do Polski skończyć studia i w 1998 roku z dyplomem z rysunku i ilustracji w kieszeni osiada na stałe we Francji, gdzie między narodzinami syna, praniem i gotowaniem stara się znaleźć swoje miejsce w świecie sztuki. Zaczyna być zauważana dzięki instalacjom, kiedy to zostaje zaproszona
do udziału w Busan Biennale w Korei (2002). Rok później pokazuje swoje prace na wystawie sztuki współczesnej w Chelles (Francja). Następne lata dają jej jeszcze kilka możliwości wystaw (galeria „Plattform” w Berlinie, galeria „Public” w Paryżu), ale powoli, czy to z woli losu, czy przez własne niezdecydowanie, jej zapał gaśnie, nadgryziony prozą życia.
Przez parę lat jedynie „trochę rysuje”.
W 2004 roku wysyła swoje rysunki na Bologna Children’s Book Fair i zostaje zakwalifikowana na wystawę ilustratorów, to początek jej pracy w dziedzinie ilustracji książkowej. Od tej pory uczestniczy w wielu wystawach zbiorowych. Jej książki ukazują się we Włoszech, Francji, Hiszpanii, Szwajcarii, Polsce,Korei, Rumunii, Meksyku.

Współpracowała także z magazynami : „DPI” (Taiwan), „Tiny Pencils” (Wielka
Brytania), „Influencia” (Francja), „Kukbuk” (Polska).
Współpracuje z Wydawnictwem Literackim jako ilustratorka okładek do książek Olgi Tokarczuk.
Wydawnictwo Format wydaje książki z jej ilustracjami: „Książę w cukierni” z tekstem Marka Bieńczyka (Książka Roku Polskiej Sekcji IBBY 2013) i „Zgubiona dusza” z tekstem Olgi Tokarczuk (Wyróżnienie w kategorii „Fiction” w Bologna Ragazzi Award 2018).

Kalendarz SATYRYKON 2020

GALERIA SATYRYKON – STACJA ILUSTRACJA

Galeria Satyrykon w Legnicy to bardzo ważne miejsce na kulturalnej mapie Polski już choćby dlatego, że jako jedna z niewielu rodzimych placówek wystawienniczych poświęca swoją uwagę i przestrzeń szeroko rozumianej ilustracji i jej twórcom. W tej grupie szczególną atencją obdarza młodych artystów. Niekoniecznie debiutantów (choć są i tacy – Klaudia Kost, Grzegorz Myćka, Beata Filipowicz), bo to najczęściej już rozpoznawalne nazwiska. Jakkolwiek, przygotowując ich wystawy indywidualne, na swój sposób przyznaje im znak jakości. Wystawy wpisują się w cykle: „Spotkania z ilustracją”, „Najlepszy debiut Satyrykonu” oraz „HALO TU SZTUKA”, m. in. w ramach tego ostatniego goszczą w progach Galerii także uznani twórcy (Maria Ekier, Paweł Pawlak, Tomasz Broda, Magdalena Wosik, Jerzy Głuszek). Pokazy adresowane są do szerokiej publiczności – od młodzieży po seniorów, zorientowanych mniej lub bardziej, a być może po prostu zwabionych zaczepnym plakatem promującym wydarzenie.

Godna podkreślenia jest dbałość, z jaką w Galerii organizowane są te prezentacje, którym zawsze towarzyszy starannie opracowany, naturalnie ilustrowany folder z tekstem krytycznym sprawnego pióra. Bardzo często wystawę mocno akcentuje spotkanie z jej bohaterem, nierzadko też ma miejsce warsztat przeprowadzony przez zaproszonego artystę.

Nazwa Galerii zobowiązuje, więc i satyry znajdziemy tu sporo, ale wielce liryczna to satyra, tematy uczuciowe, klimaty nostalgiczne, choć temperatura najczęściej znacznie powyżej letniej. Świat obserwowany czułym okiem, choć różnorakie kwestie poruszane są także z okiem przymrużonym, a uchem wyostrzonym, bo i chwytliwy slogan się pojawia, i fraza dźwięczna na niejednym plakacie czy ilustracji prasowej, które od czasu do czasu też tu goszczą (Katarzyna Bogdańska, Grzegorz Myćka).

Dekada istnienia Galerii to i mało, i dużo zarazem. Dużo, bo żywot różnych instytucji nie jest obecnie zbyt stabilny. Mało, bo dziesięć lat dorobku to jeszcze niezbyt dostojny jubileusz. Ale przecie od dostojności raczej się tu stroni.

 

Anita Wincencjusz-Patyna

OKŁADKA Grzegorz Myćka  Moja wolność / My Freedom, 2016

OKŁADKA
Grzegorz Myćka Moja wolność / My Freedom, 2016

Joanna Rusinek  ilustracja z książki Rany Julek Agnieszki Frączek /  illustration from the book Rany Julek [Gosh, Julek!] by Agnieszka Frączek, 2013

Joanna Rusinek ilustracja z książki Rany Julek Agnieszki Frączek / illustration from the book Rany Julek [Gosh, Julek!] by Agnieszka Frączek, 2013

Emilia Dziubak Smakosz / Gourmet, 2011

Emilia Dziubak Smakosz / Gourmet, 2011

Marta Marszałek Jeździec / Rider, 2013

Marta Marszałek Jeździec / Rider, 2013

Beata Filipowicz  Szukam techno żony / Looking for a techno wife, 2017

Beata Filipowicz Szukam techno żony / Looking for a techno wife, 2017

Natalia Piramowicz-Odrowąż  Pogawędka / Chat, 2012

Natalia Piramowicz-Odrowąż Pogawędka / Chat, 2012

Magdalena Kozieł-Nowak  Narada / Powwow, 2018

Magdalena Kozieł-Nowak Narada / Powwow, 2018

Marcin Minor Fletnia Pana / Pan Pipes,  2018

Marcin Minor Fletnia Pana / Pan Pipes, 2018

Katarzyna Bogdańska  Siła natury ilustracja z czasopisma "Tufts Fletcher School Magazine" 2019 / Force of Nature from  "Tufts Fletcher School Magazine" 2019

Katarzyna Bogdańska Siła natury ilustracja z czasopisma „Tufts Fletcher School Magazine” 2019 / Force of Nature from „Tufts Fletcher School Magazine” 2019

Ola Woldańska-Płocińska  Pierwsze urodziny prosiaczka / Piglet’s First Birthday, 2010

Ola Woldańska-Płocińska Pierwsze urodziny prosiaczka / Piglet’s First Birthday, 2010

Maria Ekier  ilustracja z książki  Pan B. zdziwił się nieco ….Zbigniewa Naszkowskiego / illustration from the book  Mr B was a little surprised… by Zbigniew Naszkowski, 2016

Maria Ekier ilustracja z książki Pan B. zdziwił się nieco ….Zbigniewa Naszkowskiego / illustration from the book Mr B was a little surprised… by Zbigniew Naszkowski, 2016

Justyna Jędrysek  Tolerancja / Tolerance, 2017

Justyna Jędrysek Tolerancja / Tolerance, 2017

Jola Richter-Magnuszewska Zasypianka wigilijna do wiersza Andrzeja K. Torbusa, 2012 / Christmas Eve Lullaby  to a poem by Andrzej K. Torbus

Jola Richter-Magnuszewska Zasypianka wigilijna do wiersza Andrzeja K. Torbusa, 2012 / Christmas Eve Lullaby to a poem by Andrzej K. Torbus

Nic poważnego(?)

Koziel_Plakat

Od 29 października (wtorek) w legnickiej Galerii Satyrykon będzie można oglądać wystawę prac Magdaleny Kozieł-Nowak, pod przewrotnym tytułem „Nic poważnego (?)„.

Na wernisaż zapraszamy 8 listopada, o godz. 18.00. Wstęp na wystawę i wernisaż jest wolny.

Magdalena Kozieł – Nowak mieszka i pracuje w Jaworze. Ukończyła Akademię Sztuk Pięknych we Wrocławiu. Ilustruje i projektuje książki, tworzy również rysunek satyryczny. Od 2007 r. współpracuje z wieloma wydawnictwami, takimi jak m.in. Nasza Księgarnia, Literatura, Egmont, Wilga, WSiP, MAC Edukacja, a efektem tej pracy jest zilustrowanie kilkudziesięciu książek, za czym poszły sukcesy:
2014 r. – książka „Ksenia. O dziewczynce, która połykała literki i miała tylko jedną głowę” tekst: Marta Talacha, ilustracje: Magdalena Kozieł-Nowak, znalazła się na liście finałowej pierwszej edycji Międzynarodowego konkursu na projekt ilustrowanej książki dla dzieci ”Jasnowidze”.
2015 r. – Nagroda specjalna XVII Otwartego Międzynarodowego Konkursu na Rysunek Satyryczny DEBIUT w Zielonej Górze
2017 r. – książka „Dzieci z Bullerbyn” Astrid Lindgren, z ilustracjami Magdaleny Kozieł-Nowak, wydawnictwo Nasza Księgarnia, została nominowana przez Polskie Towarzystwo Wydawców Książek do tytułu Najpiękniejszej Książki Roku 2016.

MAGDALENA KOZIEŁ-NOWAK NIE PĘKA

Trzy rzeczy są pewne: Magdalena Kozieł-Nowak lubi to, co robi – zwłaszcza ilustrowanie książek dla dzieci, codziennie dobrze się przy tym bawi* (szczęściara!) i w dodatku wcale nie pęka… przed klasyką. Wśród ponad trzydziestu książek, które ta twórczyni ma na koncie, znaleźć można bowiem adaptacje baśni Braci Grimm, Charlesa Perraulta czy Hansa Christiana Andersena, wiersze Jana Brzechwy i Juliana Tuwima, Doktora Dolittle Hugh Loftinga, a nawet Dzieci z Bullerbyn Astrid Lindgren. Baśnie na świecie, a Brzechwę i Tuwima w kraju ilustrowali przysłowiowi wszyscy, więc odniesień jest tu co niemiara. Doktor Dolittle zyskał swą powszechnie znaną postać dzięki wyobraźni jego twórcy – brytyjskiego autora książek dziecięcych, który sam wszak tę serię zilustrował, ale najlepszy weterynarz na świecie ma też przecież uwielbianą przez kolejne pokolenia polskich czytelników, rodzimą postać wykreowaną przez „ojca” Profesora Filutka – Zbigniewa Lengrena. Podobnie rzecz ma się z często reprodukowanymi w różnych wydaniach szwedzkimi ilustracjami Ilon Wiklund oraz polskimi „evergreenami” towarzyszącymi uwielbianej lekturze o dziarskiej szóstce z Bullerbyn autorstwa Hanny Czajkowskiej (I polskie wydanie w 1957 roku!). I co na to Magdalena Kozieł-Nowak? Cóż, bez tremy zaproponowała własne obrazowe interpretacje poczytnych klasyków i zmierzywszy się z tym wyzwaniem, tarczę dzierży wysoko. Być może dzieje się tak dlatego, że materia literacka, którą artystka najczęściej ilustruje, jest pogodna, optymistyczna, pokazuje albo atrakcyjny świat jego niedorosłych jeszcze, a często tych najmłodszych mieszkańców, albo świat, w którym z umiłowaniem dba się o zwierzęta i przyrodę, albo odczytuje na nowo baśnie – i to bez smrodku dydaktycznego, za to z przymrużeniem oka i atrakcyjną aktualizacją bajkowych rekwizytów i okoliczności akcji (niezawodna Zofia Stanecka – autorka Baśni dla młodszych i starszych wydanych przez Egmont w 2018 roku – jest więc sesja foto księżniczki, design lat 50. i 60. we wnętrzach pałacowych, współczesne stroje itp.). Może także dlatego, że światy te są niezwykle barwne, rozkładają strony książek na podobieństwo skrzydeł egzotycznych ptaków i wcale nie muszą być one o tropikalnej Afryce albo rafie koralowej, a jeśli są (Gadatliwy ptak Narina Rafała Witka albo najnowsza pozycja w dorobku Kozieł-Nowak Żółwik z oceanu Staneckiej), to jeszcze lepiej. Ich wielobarwność wywodzi się wprost z preferowanych przez ilustratorkę technik: akwareli gwaszu i kolażu – „Rysuję, maluję, wycinam, kleję, układam, wyrzucam i dodaję (…).”* Im więcej barw, tym piękniej, bo wszystkie zostały użyte przez nią z wielkim wyczuciem, godnym absolwentki Akademii Sztuk Pięknych (dyplom wrocławskiej uczelni na architekturze wnętrz, w Pracowni Malarstwa i Rysunku prof. Marka Jakubka w 2000 roku).

Magdalena lubi szczelnie wypełniać kompozycje – kapitalna rozkładówkowa scena wyścigu z materacami do Księżniczki na ziarnku grochu czy przedstawienie gęstego lasu, po którym spaceruje Czerwony Kapturek ze słuchawkami „ajfona” z logo żołędzia miast jabłka (obie ilustracje z Baśni Staneckiej) lub prawdziwy silva rerum walizki wuja Leona z antologii Naszej Księgarni Dobranocki na pogodę i niepogodę (2018), a wreszcie tłum przechodniów na ulicy metropolii w książce Gabrieli Rzepeckiej-Weiß Gdy Pola się zgubi (Wydawnictwo Dwukropek, 2018). Jeśli zostaje trochę pustej przestrzeni, to artystka szybko zapełnia ją deseniem: biało-czarną szachownicą, jodełką (uwielbia parkiety ułożone w ten wzór), kratą tkaninową, cętkami, ciapkami, kółkami i krzyżykami, misternie aranżowanymi liniami, które stają się już to falami morskimi, już to ściegiem dzianiny w swetrze Pana Maja, już to roślinną gęstwiną. To upodobanie do powtarzalności i multiplikacji buduje przy okazji specyficzną rytmiczność wielu z jej ilustracji. Bywa, że motywy z całostronicowej ilustracji wdzierają się na stronę obok, z założenia tekstową, jakby same już nie unosiły panującego ścisku. Ale nasza bohaterka, jeśli tylko chce i pasuje to do klimatu ilustrowanej sceny, potrafi też zostawić sporo niezapełnionej przestrzeni. Świetny przykład to chociażby dmuchawce ukazane nocną porą czy koza Fionka ze wspomnianych wcześniej Dobranocek.

Inspiracje przychodzą do naszej artystki zewsząd. W pierwszej kolejności to po prostu świat naokoło, własne wspomnienia. Z pewnością napatrzyła się też w swoim dzieciństwie na dokonania twórców Polskiej Szkoły Ilustracji. A choćby się chciała wyprzeć, wszystko wskazuje na to, że jej najukochańszym mistrzem był Zdzisław Witwicki. Gdzieś też pobrzmiewają echa projektów Zbigniewa Rychlickiego czy Teresy Wilbik. Wspólne z nimi będzie dla Kozieł-Nowak zarówno umiłowanie koloru, jak i dynamizm, poczucie humoru, ale przede wszystkim chyba wielka sympatia, jaką darzy wykreowanych przez siebie bohaterów. W światy przedstawione w swych ilustracjach tchnęła dużo szczerego uczucia, co bodaj najlepiej właśnie widać w Dzieciach z Bullerbyn (Nasza Księgarnia, 2016). Po zrealizowaniu tego sporego ilustratorskiego przedsięwzięcia skonstatowała, że, choć wiele się zmienia, to „dzieci o każdej porze dnia i nocy zachowują się tak samo”*. Ta książka stała się dla niej zbiorem wspomnień z jej własnego dzieciństwa i wakacji spędzanych na wsi u ukochanej babci Marianny*. Bohaterów opowiadań cechuje zawadiackość, z ich twarzy rzadko kiedy schodzi uśmiech, a świat maleńkiej osady promieniuje ciepłem i takie właśnie są jej ilustracje, nie tylko zresztą do Dzieci z Bullerbyn. I choć Lisa, Britta, Anna, Lasse, Bosse i Olle na zawsze będą dla mnie mieli twarze narysowane przez Hannę Czajkowską, to muszę przyznać, że z dużą przyjemnością zagościłam w wielobarwnym Bullerbyn stworzonym przez naszą bohaterkę.     

Cechą wspólną ilustracji książkowych Magdaleny Kozieł-Nowak jest ich wielka dynamiczność. Postacie wydają się być tu w nieustannym ruchu, nawet jeśli przysiadły na chwilę w fotelu, na stole, walizie, gałęzi czy płocie. Siłą napędową jest też niewątpliwie humor. Komizm sytuacji, psikusy, zabawne perypetie – w nich artystka czuje się chyba najlepiej. Nie dziwi więc fakt, że z dobrym skutkiem próbuje swych sił także na polu rysunku satyrycznego (nagroda na Międzynarodowym Konkursie Rysunku Satyrycznego w Zielonej Górze w 2015).

Bardzo pracowita – prócz setek ilustracji książkowych także te dla czasopism. Lubi różnorodność, nie lubi się nudzić, więc zmienia style, rejestry, techniki. A na każdą nową książkę cieszy się… jak dziecko!

  Anita Wincencjusz-Patyna

  

*o czym można przeczytać na jej autorskim blogu Projekt Pchełka, dostępne online: http://magdakozielnowak.blogspot.com/

Nic poważnego(?)

MAGDALENA KOZIEŁ-NOWAK

29.10 – 28.12.2019

Galeria Satyrykon, Rynek 36

Wernisaż: 8.11.2019, godz.18:00

Satyrykon 2020 – regulamin

Print

SATYRYKON – Legnica  2020

regulamin

I. W a r u n k i     u c z e s t n i c t w a .

1.Międzynarodowa Wystawa SATYRYKON 2020 jest konkursem otwartym.

2.Przedmiotem konkursu są rysunki, grafiki oraz inne dzieła plastyczne i fotograficzne wykonane w dowolnej technice, będące oryginałami – powstałe w ostatnich dwóch latach (2019-2020)  i zakwalifikowane przez autorów do działów:

I -   temat: SAMOTNOŚĆ

II -  ŻART i SATYRA

(preferowane rysunki bez podpisu)

3. PRACE NAGRADZANE NA INNYCH KONKURSACH będą wyłączone z konkursu SATYRYKON.

4. Format prac – maximum A-3 (297 x 420 mm)

5. Prace należy składać lub przesyłać w opakowaniu zapobiegającym uszkodzeniu w terminie do dnia 3 lutego 2020 r. (data stempla pocztowego) na adres:

Międzynarodowa  Wystawa  SATYRYKON – Legnica 2020

Chojnowska 2

Akademia Rycerska

59-220 Legnica

Organizatorzy nie ponoszą odpowiedzialności za straty powstałe w transporcie. PROSIMY O NIEPRZESYŁANIE PRAC DROGĄ ELEKTRONICZNĄ, GDYŻ NIE BĘDĄ PRZYJMOWANE DO KONKURSU.

6. Udział w konkursie jest bezpłatny. Jednak warunkiem zwrotu prac jest przekazanie na rzecz Galerii Satyrykonu wskazanej przez Autora pracy (prac), co stanowić będzie rekompensatę za koszty przesyłki. W razie niewskazania, organizator może odesłać prace na KOSZT AUTORA. Szczegóły opłaty i zwrotu prac zostaną ustalone indywidualnie w korespondencji elektronicznej.

7. Do pracy należy dołączyć krótką notę biograficzną i wypełnioną kartę zgłoszenia (PROSZĘ WYPEŁNIAĆ PISMEM DRUKOWANYM). Autor wyraża zgodę na publiczne przetwarzanie przesłanych danych i rozpowszechnianie wizerunku.

 

II.  N a g r o d y

1.  Prace konkursowe kwalifikować do wystawy będzie międzynarodowe Jury.

2. Jury przyzna następujące nagrody regulaminowe:

* Grand Prix SATYRYKONU 2020 – szczerozłoty kluczyk oraz nagrodę pieniężną w wysokości  8.000  PLN

* 2 złote medale oraz nagrody pieniężne w wysokości 6.000 PLN każda

* 2 srebrne medale oraz nagrody pieniężne w wysokości 5.500 PLN każda

* 2 brązowe medale oraz nagrody pieniężne w wysokości 5.000 PLN każda

* 4 wyróżnienia po 4.000 PLN  każde

* nagroda dyrektora Legnickiego Centrum Kultury w wysokości 4.000 PLN za najlepszą fotografię

* nagroda Prezydenta Miasta Legnicy w wysokości 4.000 PLN

 

Organizatorzy przewidują również przyznanie dodatkowej nagrody dla laureata:
Autora NAJLEPSZEGO DEBIUTU oraz Autora STUDENCKIEGO DEBIUTU wraz z organizacja wystawy autorskiej w Galerii Satyrykon w ramach programu imprezy SATYRYKON 2020.

Prawo ostatecznego podziału nagród regulaminowych, zmiany ich wysokości lub ich nieprzyznania oraz nieprzyznania Grand Prix SATYRYKONU przysługuje Jury. Decyzje Jury są ostateczne.

Wyniki konkursu zostaną ogłoszone dnia 2 marca 2020 r. na stronie internetowej: www.satyrykon.pl

 

u w a g a !

NAGRODA PODLEGA OPODATKOWANIU ZGODNIE Z OBOWIĄZUJĄCYMI PRZEPISAMI. Warunkiem wypłacenia nagród pieniężnych autorom zagranicznym jest ich przyjazd na otwarcie wystawy, zgłoszenie się po ich odbiór do dnia 15 XII 2020 r. lub przekazanie na konto bankowe we wskazanej przez Autora walucie.

 

III. P r z y w i l e j e   u c z e st n i k ó w.

 

1. Autorzy prac zakwalifikowanych do wystawy otrzymają bezpłatnie katalog.

2. Organizatorzy zapewniają laureatom bezpłatny udział w imprezie SATYRYKON 2020  w dniach 19-21 VI 2020 r.

3. Prace nadesłane na konkurs po zakończeniu wystawy będą eksponowane w kraju i za granicą, a następnie zwrócone uczestnikom konkursu do końca 2021 r. PROSIMY AUTORÓW  O ZGŁASZANIE DO BIURA SATYRYKONU WSZELKICH ZMIAN ADRESOWYCH – ADRES ZWROTNY / TELEFON / E-MAIL.

 

IV. P o s t a n o w i e n i a     k o ń c o w e.

1. Autorzy nadesłanych prac udzielają organizatorom konkursu nieodpłatnie prawa do wystawiania, wykorzystywania na wszelkich polach eksploatacji dla celów reklamowych, zwielokrotniania  i wprowadzania do obrotu w formie katalogu SATYRYKONU.

2. Prace nagrodzone przechodzą na własność organizatorów i zostaną włączone do zbiorów Galerii Satyrykonu.

3. Ostateczną instancją decydującą o interpretacji regulaminu są organizatorzy wystawy.

4. Nadesłanie prac na konkurs jest jednoznaczne z wyrażeniem przez Autora zgody na warunki niniejszego regulaminu oraz na upowszechnianie wizerunku Autora w katalogu wystawy pokonkursowej.

5. Organizatorem Międzynarodowej Wystawy SATYRYKON – Legnica 2020 jest LEGNICKIE CENTRUM KULTURY (+4876 72-33-700; e-mail: lck@lck.art.pl), a współorganizatorem Fundacja Kulturalno-Społeczna Satyrykon (+4876 852-23-44; e-mail: satyrykon@wp.pl) – PL 59 220 Legnica, Chojnowska 2.

 

t e r m i n a r z

*     zamknięcie przyjmowania prac 3 II 2020 (data stempla pocztowego)

*     posiedzenie Jury 21-23  II 2020

*     wystawa konkursowa 6 VI – 30 VIII 2020

*     zwrot prac po cyklu wystaw 31 XII 2021

Satyrykon i SZPILE w Muzeum Karykatury

W czwartek (12.09) w Muzeum Karykatury w Warszawie odbyło się wręczenie Szpil Satyrykonu 2019, połączone z otwarciem Międzynarodowej Wystawy Satyrykon – Legnica 2019.
Tegoroczne Szpile otrzymali: Piotr Bukartyk (za trzymanie ręki na pulsie wydarzeń i komentowanie ich piosenkami radiowymi) i Andrzej Poniedzielski (za twórczy pesymizm).

Nagrodę osobiście odebrał Piotr Bukartyk z rąk szefowej Satyrykonu, Elżbiety Pietraszko oraz dyrektora Legnickiego Centrum Kultury, Grzegorza Szczepaniaka. Nieobecny był Andrzej Poniedzielski, który – nomen omen – występował w tym czasie na Dolnym Śląsku. Jednak by wynagrodzić nam swoją nieobecność, Poniedzielski napisał zabawne podziękowania:

Dziękuję za tę SZPILĘ,

Traktuję ją jako, owszem wyraz uznania ale i zobowiązania.

I zobowiązuję się do stosowania SZPILI owej zgodnie z przeznaczeniem.

Względem wiecznie nabrzmiewającego Balonu Głupoty.

Przybierającej w szczególnych przypadkach postać Dumy.

A w jeszcze szczególniejszych – Narodowej. „

Natomiast Piotr Bukartyk zapewnił, że nadal będzie zajmował się twórczością, która doprowadziła go do nagrody Szpili. – Tylko teraz, dzięki Szpilom, będę się czuł do tej twórczości wręcz zobowiązany – mówił Piotr Bukartyk, dziękując za wyjątkowe wyróżnienie.

Co ciekawe – w Muzeum Karykatury pojawił się w czwartek sam Stanisław Tym. Był laureatem Szpili Satyrykonu 2018, a w tym roku przyjechał pełnić rolę jednego z otwierających wystawę.

- Było nam niezmiernie miło. To był naprawdę wyjątkowy gość wernisażu – podkreśla Grzegorz Szczepaniak.
Relację z wręczenia Szpil i otwarcia wystawy pokazano w czwartkowy wieczór w ”Szkle Kontaktowym” telewizji TVN 24. Wręczenie Szpil i wieczorny udział w „Szkle…” powoli staje się już tradycją. Relację można obejrzeć tutaj: https://szklokontaktowe.tvn24.pl/od-kajfasza-do-aifasza,969277.html (http://www.tvn24.pl)

Nie tylko Andrzej Poniedzielski podzielił się wrażeniami z otrzymanej Szpili. Na krótką rozmowę z nami zgodził się Piotr Bukartyk:

Satyrykon: W tym roku otrzymał Pan Szpilę Satyrykonu 2019. Czy wiedział Pan, że w 2016 roku po raz pierwszy był Pan nominowany do Szpil, jednak wtedy Kapituła stwierdziła „jest młody, może poczekać”?

Piotr Bukartyk: Jestem młody już od tak dawna, że w sumie zdążyłem się  przyzwyczaić.

S: Niektórzy laureaci byli nominowani kilkukrotnie zanim otrzymali statuetkę, Panu udało się ją zdobyć przy drugim podejściu. Przypomnę: Szpilę Satyrykonu 2019 otrzymał Pan za trzymanie ręki na pulsie wydarzeń i komentowanie ich piosenkami radiowymi. Czy zawsze odnosi się Pan do bieżących wydarzeń w swojej twórczości?

B: Niekoniecznie w całej twórczości, ale podczas radiowych spotkań z redaktorem Mannem zdarza mi się komentować rzeczywistość okołopolityczną. Na dobrą sprawę nie mam sympatii politycznych, a wręcz przeciwnie -  wyłącznie antypatie i nimi się kieruję. Traktuję to wszystko jako fragment dość ponurego folkloru.

S: W kogo Pan wbija lub chciałby wbijać szpile w swoich utworach?

B: Tak naprawdę pisania piosenek jednorazowego użytku nie traktuję zbyt poważnie, ale jeśli już, to zwykle skupiam się na zjawiskach nie personach, choć oczywiście zdarzają się wyjątki. Ku mojemu zdumieniu, kilkakrotnie  docierały do mnie informacje o osobach zadowolonych z tego, że odnalazły się w piosence. Był też też jeden pan, który myślał, że to o nim, choć było zupełnie inaczej.

S: Czyli nie ważne jak Pan o nich mówi, ale ważne, że się mówi?

B: Może niektórzy z państwa ulegają złudzeniu, że dzięki temu przejdą do historii muzyki rozrywkowej jako fragment refrenu. Proszę źle mnie nie zrozumieć, nie jestem jakoś szczególnie zawzięty, po prostu twórczość traktuję jako możliwość  skomentowania coraz ciaśniej otaczającej mnie rzeczywistości. Piosenkami świata nie zmienię, ale skomentować zawsze można.

S: Krytycy i dziennikarze muzyczni wciąż na próżno próbują Pana nazwać, określić. Był  już Pan „poetą rocka”, „elektrycznym bardem”, a nawet otrzymał nominację do Fryderyków w kategorii dance & techno!

B: Oczywiście, że tak! Inspirują mnie różne style, więc  bywam różnie nazywany. W  jakiej szufladzie by mnie nie upychać, za każdym razem mam nadzieję trochę z niej wystawać.

S: A jakby się Pan określił?

B: Sam o sobie mówię – autor z własnym krzesłem. Jestem takim muzycznym stand up’erem tylko, że sit down’erem.

S: To wyjaśnia dlaczego z własnym krzesłem.

B: Tak, bo zwykle grywam  na siedząco.

Muzeum Karykatury wystawa pokonkursowa Satyrykon 2019 Muzeum Karykatury wystawa pokonkursowa Satyrykon 2019 Muzeum Karykatury wystawa pokonkursowa Satyrykon 2019 Muzeum Karykatury wystawa pokonkursowa Satyrykon 2019 Muzeum Karykatury wystawa pokonkursowa Satyrykon 2019 Muzeum Karykatury wystawa pokonkursowa Satyrykon 2019 Muzeum Karykatury wystawa pokonkursowa Satyrykon 2019 Muzeum Karykatury wystawa pokonkursowa Satyrykon 2019 Muzeum Karykatury wystawa pokonkursowa Satyrykon 2019 Muzeum Karykatury wystawa pokonkursowa Satyrykon 2019

fot. Ireneusz Sobieszczuk
źródło: Muzeum Karykatury im. Eryka Lipińskiego

Best of SATYRYKON w Lübbenau

Jesień w niemieckim mieście Lübbenau będzie pod znakiem Satyrykonu. Od września do listopada tego roku w ratuszu prezentujemy najlepsze prace w czterdziestoletniej historii najstarszego konkursu satyrycznego w Polsce.

Wystawa ma charakter retrospektywny, ukazuje wybrane prace artystów pochodzących z całego świata, które były nagradzane na Satyrykonie w latach 1979 – 2019. Są to prace, które mają wymiar ponadczasowy, są zwierciadłem, w którym odbija się współczesny świat. Wiele rysunków ma także odniesienie do sytuacji politycznej w Polsce i na świecie, prace odnoszą się również do szeroko komentowanych spraw społecznych, często kontrowersyjnych. Best of Satyrykon ukazuje sedno legnickiego konkursu, jest obrazem zmian, jakie dokonywały się przez minione 40 lat w dziedzinie satyry.

Otwarcie wystawy miało miejsce w miniony czwartek 5 września w SPREEWALDALTELIER, które mieście się w budynku ratusza Lübbenau,przy ulicy Kirchplatz 1.

Wystawa trwa od 6 września do 10 listopada. Można ją oglądać w godzinach otwarcia ratusza.

Serdecznie zapraszamy na spotkanie z legnickim festiwalem!

Wystawę można obejrzeć tutaj: BEST OF SATYRYKON 1979-2019

 DSC_0548 DSC_0555 DSC_0560

Szpile Satyrykonu 2019 przyznane!

Satyrykonowi od początku towarzyszyły działania wykraczające poza sztuki plastyczne. Do tej tradycji nawiązuje również niniejsza, stosunkowo „młoda” w porównaniu z 42-letnią tradycją imprezy, inicjatywa nagradzania niepokornych inspirujących Osobowości.

Wyboru laureatów dokonuje Kapituła Szpil Satyrykonu, reprezentująca polskie środowiska opiniotwórcze. Kapituła w składzie: ARTUR ANDRUS, MAGDA CZAPIŃSKA, JERZY KISIELEWSKI, JAROSŁAW MIKOŁAJEWSKI, HENRYK SAWKA i GRZEGORZ SZCZEPANIAK w wyniku głosowania wyłoniła zwycięzców:

PIOTR BUKARTYK za trzymanie ręki na pulsie wydarzeń i komentowanie ich piosenkami radiowymi (2019)

ANDRZEJ PONIEDZIELSKI za twórczy pesymizm (2019)

Brązową statuetkę SZPILI (blisko półtorakilogramowej wagi) w formie damskiego buta, „szpilki” zaprojektował artysta rzeźbiarz LESZEK MICHALSKI.

Szpila Satyrykonu 2019 dla Piotra Bukatryka

Szpila Satyrykonu 2019 dla Piotra Bukatryka

Szpila Satyrykonu 2019 dla Andrzeja Poniedzielskiego

Szpila Satyrykonu 2019 dla Andrzeja Poniedzielskiego

 

Wręczenie nagród Laureatom SZPIL odbędzie się 12 września podczas otwarcia Międzynarodowej Wystawy Satyrykon – Legnica 2019 w Muzeum Karykatury w Warszawie.

Ilustracje do czytania

Plakat B1_

Czarny sen dyrektora artystycznego babskiego pisma: naczelna wciska nam artykuł o żylakach. Dzizas! Gorzej by było chyba tylko o łupieżu. Przed oczami przelatują wam widoki obolałych kończyn dotkniętych tą mało estetyczną przypadłością. Przypominają się medyczne tablice poglądowe, które widzieliście czekając w przychodniach na korytarzach. Otwieracie Internet, a tam: żylaki-mutanty, megażylaki, gigażylaki. Straszą, psują apetyt i nie dają zasnąć. Ich posiadacze wstydliwie ukrywają je przed światem, zasłaniają, noszą długie suknie i płaszcze do ziemi. Nie ma miejsca dla żylaków w świecie pięknych, wypełnionych botoksem i silikonem ludzi z okładek i rozkładówek lajfstajlowych pism. Nie pasują do reklamy perfum, źle wyglądają w towarzystwie cappuccino i sojowego latte. I bądź tu, człowieku, dyrektorem artystycznym takiego magazynu. Wujku Dobra Rado, co robić? Jak to co? Zadzwonić do Kasi Bogdańskiej! Tak, tylko Kasia Bogdańska ze swoją subtelną linią, metaforą, gamą kolorów i kobiecą wrażliwością, zrobi nam z tego wizję tak piękną, że żylaki jak rośliny zmysłowo wplatają się w damskie pończochy (Czy może to są rajstopy? Sorry, nigdy się tego nie nauczę). Bogdańska sprawi, że przestaniemy bać się gabinetów lekarskich, aparatury medycznej i wykresów EKG, pokaże nam marzenia i tęsknoty za naturą czystą tak, że sami zaczynamy marzyć i tęsknić i zaraz kombinujemy, jak by tu się wyrwać z Mordoru. Te wnętrza postaci wypełnione pejzażami, pływające w indiańskiej łodzi po jeziorach, wciągające woń lasu, obejmujące ramionami łańcuchy górskie, mogłyby reklamować najbardziej wyrafinowane oferty biur podróży. – Pani Kasiu, prosimy last minute z tą dziewczyną z wiosłami! Chciałoby się z nią popływać w tym obrazku, gdzie z kart książki wynurza się pejzaż w zieleniach i fioletach, a na niebie fruwają latawce i balony. I koniecznie proszę dorzucić to pudełeczko, z którego wyskakuje ten cudowny, rajski ogród, zapach aż kręci w nosie. Nawet te pani płyny do mycia pachną naturą i mogłyby sobie rosnąć w tych zielnikach jak u Dürera, ogrodach jak u Mehoffera i dżunglach pełnych zwierzyny jak u Celnika Rousseau. Nic dziwnego, że dyrektorzy artystyczni pism i magazynów dzwonią do Bogdańskiej. Dzwonią z ”Wysokich Obcasów” i ”The Washington Post”, z ”Newsweeka” i ”Harvard Magazine”, „Magazynu Znak”, „Gazety Wyborczej” i wielu innych. Teraz zadzwonili z Legnicy, z Galerii Satyrykonu, bo młoda ilustratorka, absolwentka Wydziału Malarstwa warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych, tam właśnie zaprezentuje swoje prace publikowane we wspomnianych periodykach. Będzie bajecznie, magicznie, zielono i pachnąco, będzie pluskać woda, szumieć las, nad głowami będą nam fruwać tajemnicze owady, indiańska dziewczyna zaprosi nad do łodzi, a nasze ciała oplotą fantastyczne okazy najpiękniejszych żylaków na świecie.

Tomasz Broda

Termin: 03.09.2019 – 26.10.2019

Wernisaż: 13.09.2019, g. 18:30

Miejsce: Galeria Satyrkon, Rynek 36

Katarzyna Bogdańska studiowała na Wydziale Malarstwa na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, gdzie nadal mieszka i pracuje. Ilustruje dla prasy w kraju i za granicą. W przyszłym roku, w Stanach Zjednoczonych ukaże się pierwsza zilustrowana przez nią książka dla dzieci. Jej ilustracje były wyróżniane na międzynarodowych konkursach, a wzór z leśnym runem został nagrodzony złotem w 2017 roku przez 3×3 The Magazine of Contemporary Illustration. Przez kilka lat współpracowała z tygodnikiem Wysokie Obcasy, większość prac na wystawie to właśnie owoce tej współpracy. Ilustracje jej autorstwa były publikowane również w: The Boston Globe, The Washington Post, ProPublica, The Atlantic, Harvard Magazine, Fletcher Magazine, Politico, Yes! Magazine, Gazeta Wyborcza, Magazyn Znak, Podróże Ekstra, Magazyn Usta, Newsweek, Gaga, Kosmos dla dziewczynek (i reszty świata).

Na wystawie w Galerii Satyrykon oprócz Runa jest jeszcze kilka ilustracji, które dostały wyróżnienia w międzynarodowych konkursach – „Piersi pod ochroną” i ”Żylaki” – wyróżnienia w konkursie 3×3 The Magazine of Contemporary Illustration 2017, „Force of Nature” zakwalifikowało się na wystawę World Illustration Awards 2019 w Londynie.

kb5

Animacje filmowe Wiesława Zięby w Galerii Satyrykon

Wiesław Zięba
Grafik, satyryk, rysownik, reżyser filmów animowanych. Debiutował w 1972 w tygodniku „Szpilki”. W tym samym roku rozpoczął pracę w Studiu Filmów Rysunkowych w Bielsku-Białej, a od roku 1983 w Studiu Miniatur Filmowych w Warszawie. Od 1980 roku reżyseruje filmy w oparciu o własne scenariusze, plastykę i animację. Jest również autorem filmów reklamowych. Stale współpracuje
jako ilustrator podręczników szkolnych z Wydawnictwem Szkolnym i Pedagogicznym. Od 2015 jest ekspertem Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej. Został nagrodzony, m.in.: nagrodą tygodnika „Film” za najlepszy debiut reżyserski roku 1980, w filmie krótkometrażowym, nagrodą Jury Dziecięcego za film „David i Sandy” na 10. Ogólnopolskim Festiwalu Filmów i Widowisk Telewizyjnych Poznań
(1988). Za film „Magiczna Gwiazda” (2004) otrzymał nagrody w Kairze (Egipt), Niszu (Serbia) i Gdyni. W 2008 roku otrzymał nagrodę Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego Srebrny
Medal „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”.

zięba

Wiesław Zięba „Tajemnice wiklinowej zatoki” i „David & Sandy”

Metaliczne łzy nad zachodem słońca

Pełnometrażowe kino dla dzieci z połowy lat 80 cechowała mroczna wyobraźnia, wiodąca młodego widza w rejony psychodelii. To były bajki, na których ze strachu wchodziło się pod fotel kinowy i mówiąc na marginesie, tak właśnie spędziłam swój pierwszy seans. Zupełnie inaczej było z filmami Wiesława Zięby: jasnymi, pełnymi przygód, lecz sławiącymi takie wartości, jak przyjaźń, pomoc i solidarność. Nie chodziło tu tylko o wzmacnianie ich pomiędzy dziećmi, lecz także budowanie sympatii międzygatunkowej, jak w przypadku szczura i piżmaka z „Tajemnic wiklinowej zatoki”, a nawet międzyplanetarnej, jak w przypadku Ziemian (chłopca, psa i orła) oraz ufoludka zmuszonego ukryć drogocenną perłę. Naczelna zasada zaangażowania, współpracy i wzajemnego wsparcia pomagała bohaterom przebrnąć przez wszelkie stające na drodze przeszkody. A nas przekonywała, że pokonanie ich jest możliwe, choćby to były: powodzie, nadchodząca zima, myśliwi na safari albo żądny złota zły kapitalista.

Dlatego te filmy nazywa się polską wersją Kina Nowej Przygody. Jak pisał Michał Oleszczyk: „To była ta sama Nowa Przygoda, którą rozkręcili Spielberg, Indiana Jones, „Piramida strachu” i tuziny innych miłości, szmaragdów i krokodyli – eskapizm opływającej w dostatki Ameryki, chłeptany przez wychudzone demoludy jak najsłodsza ambrozja. Nieprzypadkowo więc jedną z figurek, jaką Dawid odnajdywał w tajemniczej świątyni, był sam, błyskawicznie rozpoznawalny, E.T.” Oczywiście Nowa Przygoda w polskiej, wówczas wyposzczonej wersji.

Najpierw jednak Wiesław Zięba pracował w Studiu Filmów Rysunkowych w Bielsku-Białej, gdzie wprawiał się w animacji, pracując przy najbardziej kultowych polskich dobranockach, takich jak „Reksio”, „Bolek i Lolek” czy „Wyprawa profesora Gąbki” oraz tych mniej znanych, lecz niezwykle wyrazistych jak „Wariacje Trąbla” czy „Pampalini. Łowca zwierząt”. Równolegle realizował autorskie animacje krótkometrażowe, najczęściej o charakterze groteski czy filmowego żartu, gdyż komizm zawsze był jego domeną. Wszak debiutował, jak zresztą wielu wybitnych twórców animacji – że wspomnę tylko Maxa Fleischera, Emila Cohla i Zenona Wasilewskiego – jako karykaturzysta. Jego pierwsze rysunki satyryczne pojawiły się w „Szpilkach” w tym samym 1972 roku, gdy rozpoczął pracę jako animator. Ślady tego rodzaju myślenia są widoczne w wielu projektach postaci jego autorstwa, lecz widać też ich wpływ na rysunki Edwarda Lutczyna, z którym współpracował przy „Davidzie & Sandy”. Komiksowa poetyka przerysowania sylwetki i gestu, kadrowanie „okienkami”, które rozszerzają się lub zwężają na ekranie, a przede wszystkim moc szczegółów widocznych na drugim i trzecim planie – to cechy, jakich wtedy próżno by szukać w filmie animowanym. Postaci unoszą się zamknięte w bańkach mydlanych jakby wyjęte żywcem z disney’owskiej animacji. Pamiętam, że jako dziecko najbardziej zachwycałam się postaciami z kosmosu – wirujące zielonkawe obwarzanki złożone z pierścieni przypominały mi kostiumy Pi i Sigmy, „Przybyszy z Matplanety”, tyle że tu świeciły czerwonymi ślepiami, emitując fale, które zaburzały ludzkie postrzeganie, a w maszyny wpuszczały wirusy. Jak śpiewa w tym filmie Seweryn Krajewski: „każde ufo jest krasnalem z dawnych lat”, ale najmłodsi nie dają się zwieść tym słowom, wiedząc, że kosmici płacząc metalicznymi łzami, zwiastują świat, jaki dopiero ma nadejść. Wówczas wydawało się, że będzie nim po prostu kapitalizm, naśladowanie amerykańskich wzorców, ale miało się okazać inaczej.

Z dzisiejszej perspektywy to świat „Wiklinowej Zatoki”, choć zupełnie inaczej zbudowany, wydaje się przyszłościowy. Skupiony na życiu zwierząt, ściśle zależnym od warunków naturalnych, pogody i wynikającym ze zmian pór roku, nazwalibyśmy dziś filmem ekologicznym. Wczucie się w potrzeby i problemy zwierząt, tłumaczenie, czym różni się piżmak od nutrii i bobra to początki współczesnej antropozoologii. Wrażliwość, jaką rozbudza portretując zwyczajne zjawiska niczym niezwykłe fenomeny przyrody, przypomina świeże spojrzenia dziecka, które pierwszy raz widzi mgłę, ulewę czy księżyc w pełni. Jednocześnie reżyser nigdy nie pozwala nam zapomnieć, że to, co oglądamy, zostało narysowane lub namalowane na papierze. Dlatego różnicuje techniki, łącząc kreskówkowe postaci: klasycznego, żartobliwego szczura czy obwiedzionego białą konturówką kreta z bardziej realistycznym piżmakiem, a wszystko to na malarskim tle sitowia czy podziemnych nor zwierząt. Oglądając „Tajemnicę…” błądzę wzrokiem po całym kadrze, bo niemal w każdym ujęciu jest na to czas, a Zięba nie pozwala widzowi doszczętnie zatopić się w historii. Zostawia dystans między spojrzeniem a jego celem, mnożąc faktury, wzory i rodzaje rysunku w pojedynczej scenie. Rysuje słoje na drewnie i stawia na środku surrealistyczny dzban. Oddaje mokry piasek na brzegu, jednocześnie zupełnie odrealniając jednolitą, płaską powierzchnię rzeki, rozdzielającej bohaterów i wprowadzającej stałe napięcie samym faktem, że wciąż płynie. Dzięki temu, obraz w „Tajemnicy Wiklinowej Zatoki” wciąż jest pełen kontrastów, których granicą z jednej strony jest abstrakcja: np. w scenach, gdy komiksowe oczy bohaterów wypełniają cały kadr. Z drugiej zaś buduje nastrojowy realizm choćby w akwarelowej scenie wschodu słońca, gdy nad zatoką szybują sznury gęgających ptaków. Jednocześnie jest tu miejsce na absurdalny żabi chór, parafrazujący operowe arie. A także na popartowy, bluesowy wideoklip, w którym faluje mur z kolorowych cegieł a solarny okrąg przypomina hipisowski ornament.

I to właśnie słońce pojawia się w obu filmach jako dwa różne byty: w „Tajemnicy Wiklinowej Zatoki” gaśnie jak żar niedopałka w zielonkawym horyzoncie wody, w „Davidzie & Sandy” obiecuje ten wymarzony, oranżowo-złoty zachód z pocztówek, kojarzący się wtedy z Zachodem.

Amerykański sen polskiej animacji ogląda się dziś już z uśmiechem. Dużo bliżej mieszkają wciąż szczerbate gryzonie: Archibald, Serafin i Szafir. Teraz razem z nimi oglądamy nasz zachód.

Adriana Prodeus