Archiwa kategorii: Aktualności

Nic poważnego(?)

Koziel_Plakat

Od 29 października (wtorek) w legnickiej Galerii Satyrykon będzie można oglądać wystawę prac Magdaleny Kozieł-Nowak, pod przewrotnym tytułem „Nic poważnego (?)„.

Na wernisaż zapraszamy 8 listopada, o godz. 18.00. Wstęp na wystawę i wernisaż jest wolny.

Magdalena Kozieł – Nowak mieszka i pracuje w Jaworze. Ukończyła Akademię Sztuk Pięknych we Wrocławiu. Ilustruje i projektuje książki, tworzy również rysunek satyryczny. Od 2007 r. współpracuje z wieloma wydawnictwami, takimi jak m.in. Nasza Księgarnia, Literatura, Egmont, Wilga, WSiP, MAC Edukacja, a efektem tej pracy jest zilustrowanie kilkudziesięciu książek, za czym poszły sukcesy:
2014 r. – książka „Ksenia. O dziewczynce, która połykała literki i miała tylko jedną głowę” tekst: Marta Talacha, ilustracje: Magdalena Kozieł-Nowak, znalazła się na liście finałowej pierwszej edycji Międzynarodowego konkursu na projekt ilustrowanej książki dla dzieci ”Jasnowidze”.
2015 r. – Nagroda specjalna XVII Otwartego Międzynarodowego Konkursu na Rysunek Satyryczny DEBIUT w Zielonej Górze
2017 r. – książka „Dzieci z Bullerbyn” Astrid Lindgren, z ilustracjami Magdaleny Kozieł-Nowak, wydawnictwo Nasza Księgarnia, została nominowana przez Polskie Towarzystwo Wydawców Książek do tytułu Najpiękniejszej Książki Roku 2016.

MAGDALENA KOZIEŁ-NOWAK NIE PĘKA

Trzy rzeczy są pewne: Magdalena Kozieł-Nowak lubi to, co robi – zwłaszcza ilustrowanie książek dla dzieci, codziennie dobrze się przy tym bawi* (szczęściara!) i w dodatku wcale nie pęka… przed klasyką. Wśród ponad trzydziestu książek, które ta twórczyni ma na koncie, znaleźć można bowiem adaptacje baśni Braci Grimm, Charlesa Perraulta czy Hansa Christiana Andersena, wiersze Jana Brzechwy i Juliana Tuwima, Doktora Dolittle Hugh Loftinga, a nawet Dzieci z Bullerbyn Astrid Lindgren. Baśnie na świecie, a Brzechwę i Tuwima w kraju ilustrowali przysłowiowi wszyscy, więc odniesień jest tu co niemiara. Doktor Dolittle zyskał swą powszechnie znaną postać dzięki wyobraźni jego twórcy – brytyjskiego autora książek dziecięcych, który sam wszak tę serię zilustrował, ale najlepszy weterynarz na świecie ma też przecież uwielbianą przez kolejne pokolenia polskich czytelników, rodzimą postać wykreowaną przez „ojca” Profesora Filutka – Zbigniewa Lengrena. Podobnie rzecz ma się z często reprodukowanymi w różnych wydaniach szwedzkimi ilustracjami Ilon Wiklund oraz polskimi „evergreenami” towarzyszącymi uwielbianej lekturze o dziarskiej szóstce z Bullerbyn autorstwa Hanny Czajkowskiej (I polskie wydanie w 1957 roku!). I co na to Magdalena Kozieł-Nowak? Cóż, bez tremy zaproponowała własne obrazowe interpretacje poczytnych klasyków i zmierzywszy się z tym wyzwaniem, tarczę dzierży wysoko. Być może dzieje się tak dlatego, że materia literacka, którą artystka najczęściej ilustruje, jest pogodna, optymistyczna, pokazuje albo atrakcyjny świat jego niedorosłych jeszcze, a często tych najmłodszych mieszkańców, albo świat, w którym z umiłowaniem dba się o zwierzęta i przyrodę, albo odczytuje na nowo baśnie – i to bez smrodku dydaktycznego, za to z przymrużeniem oka i atrakcyjną aktualizacją bajkowych rekwizytów i okoliczności akcji (niezawodna Zofia Stanecka – autorka Baśni dla młodszych i starszych wydanych przez Egmont w 2018 roku – jest więc sesja foto księżniczki, design lat 50. i 60. we wnętrzach pałacowych, współczesne stroje itp.). Może także dlatego, że światy te są niezwykle barwne, rozkładają strony książek na podobieństwo skrzydeł egzotycznych ptaków i wcale nie muszą być one o tropikalnej Afryce albo rafie koralowej, a jeśli są (Gadatliwy ptak Narina Rafała Witka albo najnowsza pozycja w dorobku Kozieł-Nowak Żółwik z oceanu Staneckiej), to jeszcze lepiej. Ich wielobarwność wywodzi się wprost z preferowanych przez ilustratorkę technik: akwareli gwaszu i kolażu – „Rysuję, maluję, wycinam, kleję, układam, wyrzucam i dodaję (…).”* Im więcej barw, tym piękniej, bo wszystkie zostały użyte przez nią z wielkim wyczuciem, godnym absolwentki Akademii Sztuk Pięknych (dyplom wrocławskiej uczelni na architekturze wnętrz, w Pracowni Malarstwa i Rysunku prof. Marka Jakubka w 2000 roku).

Magdalena lubi szczelnie wypełniać kompozycje – kapitalna rozkładówkowa scena wyścigu z materacami do Księżniczki na ziarnku grochu czy przedstawienie gęstego lasu, po którym spaceruje Czerwony Kapturek ze słuchawkami „ajfona” z logo żołędzia miast jabłka (obie ilustracje z Baśni Staneckiej) lub prawdziwy silva rerum walizki wuja Leona z antologii Naszej Księgarni Dobranocki na pogodę i niepogodę (2018), a wreszcie tłum przechodniów na ulicy metropolii w książce Gabrieli Rzepeckiej-Weiß Gdy Pola się zgubi (Wydawnictwo Dwukropek, 2018). Jeśli zostaje trochę pustej przestrzeni, to artystka szybko zapełnia ją deseniem: biało-czarną szachownicą, jodełką (uwielbia parkiety ułożone w ten wzór), kratą tkaninową, cętkami, ciapkami, kółkami i krzyżykami, misternie aranżowanymi liniami, które stają się już to falami morskimi, już to ściegiem dzianiny w swetrze Pana Maja, już to roślinną gęstwiną. To upodobanie do powtarzalności i multiplikacji buduje przy okazji specyficzną rytmiczność wielu z jej ilustracji. Bywa, że motywy z całostronicowej ilustracji wdzierają się na stronę obok, z założenia tekstową, jakby same już nie unosiły panującego ścisku. Ale nasza bohaterka, jeśli tylko chce i pasuje to do klimatu ilustrowanej sceny, potrafi też zostawić sporo niezapełnionej przestrzeni. Świetny przykład to chociażby dmuchawce ukazane nocną porą czy koza Fionka ze wspomnianych wcześniej Dobranocek.

Inspiracje przychodzą do naszej artystki zewsząd. W pierwszej kolejności to po prostu świat naokoło, własne wspomnienia. Z pewnością napatrzyła się też w swoim dzieciństwie na dokonania twórców Polskiej Szkoły Ilustracji. A choćby się chciała wyprzeć, wszystko wskazuje na to, że jej najukochańszym mistrzem był Zdzisław Witwicki. Gdzieś też pobrzmiewają echa projektów Zbigniewa Rychlickiego czy Teresy Wilbik. Wspólne z nimi będzie dla Kozieł-Nowak zarówno umiłowanie koloru, jak i dynamizm, poczucie humoru, ale przede wszystkim chyba wielka sympatia, jaką darzy wykreowanych przez siebie bohaterów. W światy przedstawione w swych ilustracjach tchnęła dużo szczerego uczucia, co bodaj najlepiej właśnie widać w Dzieciach z Bullerbyn (Nasza Księgarnia, 2016). Po zrealizowaniu tego sporego ilustratorskiego przedsięwzięcia skonstatowała, że, choć wiele się zmienia, to „dzieci o każdej porze dnia i nocy zachowują się tak samo”*. Ta książka stała się dla niej zbiorem wspomnień z jej własnego dzieciństwa i wakacji spędzanych na wsi u ukochanej babci Marianny*. Bohaterów opowiadań cechuje zawadiackość, z ich twarzy rzadko kiedy schodzi uśmiech, a świat maleńkiej osady promieniuje ciepłem i takie właśnie są jej ilustracje, nie tylko zresztą do Dzieci z Bullerbyn. I choć Lisa, Britta, Anna, Lasse, Bosse i Olle na zawsze będą dla mnie mieli twarze narysowane przez Hannę Czajkowską, to muszę przyznać, że z dużą przyjemnością zagościłam w wielobarwnym Bullerbyn stworzonym przez naszą bohaterkę.     

Cechą wspólną ilustracji książkowych Magdaleny Kozieł-Nowak jest ich wielka dynamiczność. Postacie wydają się być tu w nieustannym ruchu, nawet jeśli przysiadły na chwilę w fotelu, na stole, walizie, gałęzi czy płocie. Siłą napędową jest też niewątpliwie humor. Komizm sytuacji, psikusy, zabawne perypetie – w nich artystka czuje się chyba najlepiej. Nie dziwi więc fakt, że z dobrym skutkiem próbuje swych sił także na polu rysunku satyrycznego (nagroda na Międzynarodowym Konkursie Rysunku Satyrycznego w Zielonej Górze w 2015).

Bardzo pracowita – prócz setek ilustracji książkowych także te dla czasopism. Lubi różnorodność, nie lubi się nudzić, więc zmienia style, rejestry, techniki. A na każdą nową książkę cieszy się… jak dziecko!

  Anita Wincencjusz-Patyna

  

*o czym można przeczytać na jej autorskim blogu Projekt Pchełka, dostępne online: http://magdakozielnowak.blogspot.com/

Nic poważnego(?)

MAGDALENA KOZIEŁ-NOWAK

29.10 – 28.12.2019

Galeria Satyrykon, Rynek 36

Wernisaż: 8.11.2019, godz.18:00

Satyrykon 2020 – regulamin

Print

SATYRYKON – Legnica  2020

regulamin

I. W a r u n k i     u c z e s t n i c t w a .

1.Międzynarodowa Wystawa SATYRYKON 2020 jest konkursem otwartym.

2.Przedmiotem konkursu są rysunki, grafiki oraz inne dzieła plastyczne i fotograficzne wykonane w dowolnej technice, będące oryginałami – powstałe w ostatnich dwóch latach (2019-2020)  i zakwalifikowane przez autorów do działów:

I -   temat: SAMOTNOŚĆ

II -  ŻART i SATYRA

(preferowane rysunki bez podpisu)

3. PRACE NAGRADZANE NA INNYCH KONKURSACH będą wyłączone z konkursu SATYRYKON.

4. Format prac – maximum A-3 (297 x 420 mm)

5. Prace należy składać lub przesyłać w opakowaniu zapobiegającym uszkodzeniu w terminie do dnia 3 lutego 2020 r. (data stempla pocztowego) na adres:

Międzynarodowa  Wystawa  SATYRYKON – Legnica 2020

Chojnowska 2

Akademia Rycerska

59-220 Legnica

Organizatorzy nie ponoszą odpowiedzialności za straty powstałe w transporcie. PROSIMY O NIEPRZESYŁANIE PRAC DROGĄ ELEKTRONICZNĄ, GDYŻ NIE BĘDĄ PRZYJMOWANE DO KONKURSU.

6. Udział w konkursie jest bezpłatny. Jednak warunkiem zwrotu prac jest przekazanie na rzecz Galerii Satyrykonu wskazanej przez Autora pracy (prac), co stanowić będzie rekompensatę za koszty przesyłki. W razie niewskazania, organizator może odesłać prace na KOSZT AUTORA. Szczegóły opłaty i zwrotu prac zostaną ustalone indywidualnie w korespondencji elektronicznej.

7. Do pracy należy dołączyć krótką notę biograficzną i wypełnioną kartę zgłoszenia (PROSZĘ WYPEŁNIAĆ PISMEM DRUKOWANYM). Autor wyraża zgodę na publiczne przetwarzanie przesłanych danych i rozpowszechnianie wizerunku.

 

II.  N a g r o d y

1.  Prace konkursowe kwalifikować do wystawy będzie międzynarodowe Jury.

2. Jury przyzna następujące nagrody regulaminowe:

* Grand Prix SATYRYKONU 2020 – szczerozłoty kluczyk oraz nagrodę pieniężną w wysokości  8.000  PLN

* 2 złote medale oraz nagrody pieniężne w wysokości 6.000 PLN każda

* 2 srebrne medale oraz nagrody pieniężne w wysokości 5.500 PLN każda

* 2 brązowe medale oraz nagrody pieniężne w wysokości 5.000 PLN każda

* 4 wyróżnienia po 4.000 PLN  każde

* nagroda dyrektora Legnickiego Centrum Kultury w wysokości 4.000 PLN za najlepszą fotografię

* nagroda Prezydenta Miasta Legnicy w wysokości 4.000 PLN

 

Organizatorzy przewidują również przyznanie dodatkowej nagrody dla laureata:
Autora NAJLEPSZEGO DEBIUTU oraz Autora STUDENCKIEGO DEBIUTU wraz z organizacja wystawy autorskiej w Galerii Satyrykon w ramach programu imprezy SATYRYKON 2020.

Prawo ostatecznego podziału nagród regulaminowych, zmiany ich wysokości lub ich nieprzyznania oraz nieprzyznania Grand Prix SATYRYKONU przysługuje Jury. Decyzje Jury są ostateczne.

Wyniki konkursu zostaną ogłoszone dnia 2 marca 2020 r. na stronie internetowej: www.satyrykon.pl

 

u w a g a !

NAGRODA PODLEGA OPODATKOWANIU ZGODNIE Z OBOWIĄZUJĄCYMI PRZEPISAMI. Warunkiem wypłacenia nagród pieniężnych autorom zagranicznym jest ich przyjazd na otwarcie wystawy, zgłoszenie się po ich odbiór do dnia 15 XII 2020 r. lub przekazanie na konto bankowe we wskazanej przez Autora walucie.

 

III. P r z y w i l e j e   u c z e st n i k ó w.

 

1. Autorzy prac zakwalifikowanych do wystawy otrzymają bezpłatnie katalog.

2. Organizatorzy zapewniają laureatom bezpłatny udział w imprezie SATYRYKON 2020  w dniach 19-21 VI 2020 r.

3. Prace nadesłane na konkurs po zakończeniu wystawy będą eksponowane w kraju i za granicą, a następnie zwrócone uczestnikom konkursu do końca 2021 r. PROSIMY AUTORÓW  O ZGŁASZANIE DO BIURA SATYRYKONU WSZELKICH ZMIAN ADRESOWYCH – ADRES ZWROTNY / TELEFON / E-MAIL.

 

IV. P o s t a n o w i e n i a     k o ń c o w e.

1. Autorzy nadesłanych prac udzielają organizatorom konkursu nieodpłatnie prawa do wystawiania, wykorzystywania na wszelkich polach eksploatacji dla celów reklamowych, zwielokrotniania  i wprowadzania do obrotu w formie katalogu SATYRYKONU.

2. Prace nagrodzone przechodzą na własność organizatorów i zostaną włączone do zbiorów Galerii Satyrykonu.

3. Ostateczną instancją decydującą o interpretacji regulaminu są organizatorzy wystawy.

4. Nadesłanie prac na konkurs jest jednoznaczne z wyrażeniem przez Autora zgody na warunki niniejszego regulaminu oraz na upowszechnianie wizerunku Autora w katalogu wystawy pokonkursowej.

5. Organizatorem Międzynarodowej Wystawy SATYRYKON – Legnica 2020 jest LEGNICKIE CENTRUM KULTURY (+4876 72-33-700; e-mail: lck@lck.art.pl), a współorganizatorem Fundacja Kulturalno-Społeczna Satyrykon (+4876 852-23-44; e-mail: satyrykon@wp.pl) – PL 59 220 Legnica, Chojnowska 2.

 

t e r m i n a r z

*     zamknięcie przyjmowania prac 3 II 2020 (data stempla pocztowego)

*     posiedzenie Jury 21-23  II 2020

*     wystawa konkursowa 6 VI – 30 VIII 2020

*     zwrot prac po cyklu wystaw 31 XII 2021

Satyrykon i SZPILE w Muzeum Karykatury

W czwartek (12.09) w Muzeum Karykatury w Warszawie odbyło się wręczenie Szpil Satyrykonu 2019, połączone z otwarciem Międzynarodowej Wystawy Satyrykon – Legnica 2019.
Tegoroczne Szpile otrzymali: Piotr Bukartyk (za trzymanie ręki na pulsie wydarzeń i komentowanie ich piosenkami radiowymi) i Andrzej Poniedzielski (za twórczy pesymizm).

Nagrodę osobiście odebrał Piotr Bukartyk z rąk szefowej Satyrykonu, Elżbiety Pietraszko oraz dyrektora Legnickiego Centrum Kultury, Grzegorza Szczepaniaka. Nieobecny był Andrzej Poniedzielski, który – nomen omen – występował w tym czasie na Dolnym Śląsku. Jednak by wynagrodzić nam swoją nieobecność, Poniedzielski napisał zabawne podziękowania:

Dziękuję za tę SZPILĘ,

Traktuję ją jako, owszem wyraz uznania ale i zobowiązania.

I zobowiązuję się do stosowania SZPILI owej zgodnie z przeznaczeniem.

Względem wiecznie nabrzmiewającego Balonu Głupoty.

Przybierającej w szczególnych przypadkach postać Dumy.

A w jeszcze szczególniejszych – Narodowej. „

Natomiast Piotr Bukartyk zapewnił, że nadal będzie zajmował się twórczością, która doprowadziła go do nagrody Szpili. – Tylko teraz, dzięki Szpilom, będę się czuł do tej twórczości wręcz zobowiązany – mówił Piotr Bukartyk, dziękując za wyjątkowe wyróżnienie.

Co ciekawe – w Muzeum Karykatury pojawił się w czwartek sam Stanisław Tym. Był laureatem Szpili Satyrykonu 2018, a w tym roku przyjechał pełnić rolę jednego z otwierających wystawę.

- Było nam niezmiernie miło. To był naprawdę wyjątkowy gość wernisażu – podkreśla Grzegorz Szczepaniak.
Relację z wręczenia Szpil i otwarcia wystawy pokazano w czwartkowy wieczór w ”Szkle Kontaktowym” telewizji TVN 24. Wręczenie Szpil i wieczorny udział w „Szkle…” powoli staje się już tradycją. Relację można obejrzeć tutaj: https://szklokontaktowe.tvn24.pl/od-kajfasza-do-aifasza,969277.html (http://www.tvn24.pl)

Nie tylko Andrzej Poniedzielski podzielił się wrażeniami z otrzymanej Szpili. Na krótką rozmowę z nami zgodził się Piotr Bukartyk:

Satyrykon: W tym roku otrzymał Pan Szpilę Satyrykonu 2019. Czy wiedział Pan, że w 2016 roku po raz pierwszy był Pan nominowany do Szpil, jednak wtedy Kapituła stwierdziła „jest młody, może poczekać”?

Piotr Bukartyk: Jestem młody już od tak dawna, że w sumie zdążyłem się  przyzwyczaić.

S: Niektórzy laureaci byli nominowani kilkukrotnie zanim otrzymali statuetkę, Panu udało się ją zdobyć przy drugim podejściu. Przypomnę: Szpilę Satyrykonu 2019 otrzymał Pan za trzymanie ręki na pulsie wydarzeń i komentowanie ich piosenkami radiowymi. Czy zawsze odnosi się Pan do bieżących wydarzeń w swojej twórczości?

B: Niekoniecznie w całej twórczości, ale podczas radiowych spotkań z redaktorem Mannem zdarza mi się komentować rzeczywistość okołopolityczną. Na dobrą sprawę nie mam sympatii politycznych, a wręcz przeciwnie -  wyłącznie antypatie i nimi się kieruję. Traktuję to wszystko jako fragment dość ponurego folkloru.

S: W kogo Pan wbija lub chciałby wbijać szpile w swoich utworach?

B: Tak naprawdę pisania piosenek jednorazowego użytku nie traktuję zbyt poważnie, ale jeśli już, to zwykle skupiam się na zjawiskach nie personach, choć oczywiście zdarzają się wyjątki. Ku mojemu zdumieniu, kilkakrotnie  docierały do mnie informacje o osobach zadowolonych z tego, że odnalazły się w piosence. Był też też jeden pan, który myślał, że to o nim, choć było zupełnie inaczej.

S: Czyli nie ważne jak Pan o nich mówi, ale ważne, że się mówi?

B: Może niektórzy z państwa ulegają złudzeniu, że dzięki temu przejdą do historii muzyki rozrywkowej jako fragment refrenu. Proszę źle mnie nie zrozumieć, nie jestem jakoś szczególnie zawzięty, po prostu twórczość traktuję jako możliwość  skomentowania coraz ciaśniej otaczającej mnie rzeczywistości. Piosenkami świata nie zmienię, ale skomentować zawsze można.

S: Krytycy i dziennikarze muzyczni wciąż na próżno próbują Pana nazwać, określić. Był  już Pan „poetą rocka”, „elektrycznym bardem”, a nawet otrzymał nominację do Fryderyków w kategorii dance & techno!

B: Oczywiście, że tak! Inspirują mnie różne style, więc  bywam różnie nazywany. W  jakiej szufladzie by mnie nie upychać, za każdym razem mam nadzieję trochę z niej wystawać.

S: A jakby się Pan określił?

B: Sam o sobie mówię – autor z własnym krzesłem. Jestem takim muzycznym stand up’erem tylko, że sit down’erem.

S: To wyjaśnia dlaczego z własnym krzesłem.

B: Tak, bo zwykle grywam  na siedząco.

Muzeum Karykatury wystawa pokonkursowa Satyrykon 2019 Muzeum Karykatury wystawa pokonkursowa Satyrykon 2019 Muzeum Karykatury wystawa pokonkursowa Satyrykon 2019 Muzeum Karykatury wystawa pokonkursowa Satyrykon 2019 Muzeum Karykatury wystawa pokonkursowa Satyrykon 2019 Muzeum Karykatury wystawa pokonkursowa Satyrykon 2019 Muzeum Karykatury wystawa pokonkursowa Satyrykon 2019 Muzeum Karykatury wystawa pokonkursowa Satyrykon 2019 Muzeum Karykatury wystawa pokonkursowa Satyrykon 2019 Muzeum Karykatury wystawa pokonkursowa Satyrykon 2019

fot. Ireneusz Sobieszczuk
źródło: Muzeum Karykatury im. Eryka Lipińskiego

Best of SATYRYKON w Lübbenau

Jesień w niemieckim mieście Lübbenau będzie pod znakiem Satyrykonu. Od września do listopada tego roku w ratuszu prezentujemy najlepsze prace w czterdziestoletniej historii najstarszego konkursu satyrycznego w Polsce.

Wystawa ma charakter retrospektywny, ukazuje wybrane prace artystów pochodzących z całego świata, które były nagradzane na Satyrykonie w latach 1979 – 2019. Są to prace, które mają wymiar ponadczasowy, są zwierciadłem, w którym odbija się współczesny świat. Wiele rysunków ma także odniesienie do sytuacji politycznej w Polsce i na świecie, prace odnoszą się również do szeroko komentowanych spraw społecznych, często kontrowersyjnych. Best of Satyrykon ukazuje sedno legnickiego konkursu, jest obrazem zmian, jakie dokonywały się przez minione 40 lat w dziedzinie satyry.

Otwarcie wystawy miało miejsce w miniony czwartek 5 września w SPREEWALDALTELIER, które mieście się w budynku ratusza Lübbenau,przy ulicy Kirchplatz 1.

Wystawa trwa od 6 września do 10 listopada. Można ją oglądać w godzinach otwarcia ratusza.

Serdecznie zapraszamy na spotkanie z legnickim festiwalem!

Wystawę można obejrzeć tutaj: BEST OF SATYRYKON 1979-2019

 DSC_0548 DSC_0555 DSC_0560

Szpile Satyrykonu 2019 przyznane!

Satyrykonowi od początku towarzyszyły działania wykraczające poza sztuki plastyczne. Do tej tradycji nawiązuje również niniejsza, stosunkowo „młoda” w porównaniu z 42-letnią tradycją imprezy, inicjatywa nagradzania niepokornych inspirujących Osobowości.

Wyboru laureatów dokonuje Kapituła Szpil Satyrykonu, reprezentująca polskie środowiska opiniotwórcze. Kapituła w składzie: ARTUR ANDRUS, MAGDA CZAPIŃSKA, JERZY KISIELEWSKI, JAROSŁAW MIKOŁAJEWSKI, HENRYK SAWKA i GRZEGORZ SZCZEPANIAK w wyniku głosowania wyłoniła zwycięzców:

PIOTR BUKARTYK za trzymanie ręki na pulsie wydarzeń i komentowanie ich piosenkami radiowymi (2019)

ANDRZEJ PONIEDZIELSKI za twórczy pesymizm (2019)

Brązową statuetkę SZPILI (blisko półtorakilogramowej wagi) w formie damskiego buta, „szpilki” zaprojektował artysta rzeźbiarz LESZEK MICHALSKI.

Szpila Satyrykonu 2019 dla Piotra Bukatryka

Szpila Satyrykonu 2019 dla Piotra Bukatryka

Szpila Satyrykonu 2019 dla Andrzeja Poniedzielskiego

Szpila Satyrykonu 2019 dla Andrzeja Poniedzielskiego

 

Wręczenie nagród Laureatom SZPIL odbędzie się 12 września podczas otwarcia Międzynarodowej Wystawy Satyrykon – Legnica 2019 w Muzeum Karykatury w Warszawie.

Ilustracje do czytania

Plakat B1_

Czarny sen dyrektora artystycznego babskiego pisma: naczelna wciska nam artykuł o żylakach. Dzizas! Gorzej by było chyba tylko o łupieżu. Przed oczami przelatują wam widoki obolałych kończyn dotkniętych tą mało estetyczną przypadłością. Przypominają się medyczne tablice poglądowe, które widzieliście czekając w przychodniach na korytarzach. Otwieracie Internet, a tam: żylaki-mutanty, megażylaki, gigażylaki. Straszą, psują apetyt i nie dają zasnąć. Ich posiadacze wstydliwie ukrywają je przed światem, zasłaniają, noszą długie suknie i płaszcze do ziemi. Nie ma miejsca dla żylaków w świecie pięknych, wypełnionych botoksem i silikonem ludzi z okładek i rozkładówek lajfstajlowych pism. Nie pasują do reklamy perfum, źle wyglądają w towarzystwie cappuccino i sojowego latte. I bądź tu, człowieku, dyrektorem artystycznym takiego magazynu. Wujku Dobra Rado, co robić? Jak to co? Zadzwonić do Kasi Bogdańskiej! Tak, tylko Kasia Bogdańska ze swoją subtelną linią, metaforą, gamą kolorów i kobiecą wrażliwością, zrobi nam z tego wizję tak piękną, że żylaki jak rośliny zmysłowo wplatają się w damskie pończochy (Czy może to są rajstopy? Sorry, nigdy się tego nie nauczę). Bogdańska sprawi, że przestaniemy bać się gabinetów lekarskich, aparatury medycznej i wykresów EKG, pokaże nam marzenia i tęsknoty za naturą czystą tak, że sami zaczynamy marzyć i tęsknić i zaraz kombinujemy, jak by tu się wyrwać z Mordoru. Te wnętrza postaci wypełnione pejzażami, pływające w indiańskiej łodzi po jeziorach, wciągające woń lasu, obejmujące ramionami łańcuchy górskie, mogłyby reklamować najbardziej wyrafinowane oferty biur podróży. – Pani Kasiu, prosimy last minute z tą dziewczyną z wiosłami! Chciałoby się z nią popływać w tym obrazku, gdzie z kart książki wynurza się pejzaż w zieleniach i fioletach, a na niebie fruwają latawce i balony. I koniecznie proszę dorzucić to pudełeczko, z którego wyskakuje ten cudowny, rajski ogród, zapach aż kręci w nosie. Nawet te pani płyny do mycia pachną naturą i mogłyby sobie rosnąć w tych zielnikach jak u Dürera, ogrodach jak u Mehoffera i dżunglach pełnych zwierzyny jak u Celnika Rousseau. Nic dziwnego, że dyrektorzy artystyczni pism i magazynów dzwonią do Bogdańskiej. Dzwonią z ”Wysokich Obcasów” i ”The Washington Post”, z ”Newsweeka” i ”Harvard Magazine”, „Magazynu Znak”, „Gazety Wyborczej” i wielu innych. Teraz zadzwonili z Legnicy, z Galerii Satyrykonu, bo młoda ilustratorka, absolwentka Wydziału Malarstwa warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych, tam właśnie zaprezentuje swoje prace publikowane we wspomnianych periodykach. Będzie bajecznie, magicznie, zielono i pachnąco, będzie pluskać woda, szumieć las, nad głowami będą nam fruwać tajemnicze owady, indiańska dziewczyna zaprosi nad do łodzi, a nasze ciała oplotą fantastyczne okazy najpiękniejszych żylaków na świecie.

Tomasz Broda

Termin: 03.09.2019 – 26.10.2019

Wernisaż: 13.09.2019, g. 18:30

Miejsce: Galeria Satyrkon, Rynek 36

Katarzyna Bogdańska studiowała na Wydziale Malarstwa na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, gdzie nadal mieszka i pracuje. Ilustruje dla prasy w kraju i za granicą. W przyszłym roku, w Stanach Zjednoczonych ukaże się pierwsza zilustrowana przez nią książka dla dzieci. Jej ilustracje były wyróżniane na międzynarodowych konkursach, a wzór z leśnym runem został nagrodzony złotem w 2017 roku przez 3×3 The Magazine of Contemporary Illustration. Przez kilka lat współpracowała z tygodnikiem Wysokie Obcasy, większość prac na wystawie to właśnie owoce tej współpracy. Ilustracje jej autorstwa były publikowane również w: The Boston Globe, The Washington Post, ProPublica, The Atlantic, Harvard Magazine, Fletcher Magazine, Politico, Yes! Magazine, Gazeta Wyborcza, Magazyn Znak, Podróże Ekstra, Magazyn Usta, Newsweek, Gaga, Kosmos dla dziewczynek (i reszty świata).

Na wystawie w Galerii Satyrykon oprócz Runa jest jeszcze kilka ilustracji, które dostały wyróżnienia w międzynarodowych konkursach – „Piersi pod ochroną” i ”Żylaki” – wyróżnienia w konkursie 3×3 The Magazine of Contemporary Illustration 2017, „Force of Nature” zakwalifikowało się na wystawę World Illustration Awards 2019 w Londynie.

kb5

Animacje filmowe Wiesława Zięby w Galerii Satyrykon

Wiesław Zięba
Grafik, satyryk, rysownik, reżyser filmów animowanych. Debiutował w 1972 w tygodniku „Szpilki”. W tym samym roku rozpoczął pracę w Studiu Filmów Rysunkowych w Bielsku-Białej, a od roku 1983 w Studiu Miniatur Filmowych w Warszawie. Od 1980 roku reżyseruje filmy w oparciu o własne scenariusze, plastykę i animację. Jest również autorem filmów reklamowych. Stale współpracuje
jako ilustrator podręczników szkolnych z Wydawnictwem Szkolnym i Pedagogicznym. Od 2015 jest ekspertem Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej. Został nagrodzony, m.in.: nagrodą tygodnika „Film” za najlepszy debiut reżyserski roku 1980, w filmie krótkometrażowym, nagrodą Jury Dziecięcego za film „David i Sandy” na 10. Ogólnopolskim Festiwalu Filmów i Widowisk Telewizyjnych Poznań
(1988). Za film „Magiczna Gwiazda” (2004) otrzymał nagrody w Kairze (Egipt), Niszu (Serbia) i Gdyni. W 2008 roku otrzymał nagrodę Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego Srebrny
Medal „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”.

zięba

Wiesław Zięba „Tajemnice wiklinowej zatoki” i „David & Sandy”

Metaliczne łzy nad zachodem słońca

Pełnometrażowe kino dla dzieci z połowy lat 80 cechowała mroczna wyobraźnia, wiodąca młodego widza w rejony psychodelii. To były bajki, na których ze strachu wchodziło się pod fotel kinowy i mówiąc na marginesie, tak właśnie spędziłam swój pierwszy seans. Zupełnie inaczej było z filmami Wiesława Zięby: jasnymi, pełnymi przygód, lecz sławiącymi takie wartości, jak przyjaźń, pomoc i solidarność. Nie chodziło tu tylko o wzmacnianie ich pomiędzy dziećmi, lecz także budowanie sympatii międzygatunkowej, jak w przypadku szczura i piżmaka z „Tajemnic wiklinowej zatoki”, a nawet międzyplanetarnej, jak w przypadku Ziemian (chłopca, psa i orła) oraz ufoludka zmuszonego ukryć drogocenną perłę. Naczelna zasada zaangażowania, współpracy i wzajemnego wsparcia pomagała bohaterom przebrnąć przez wszelkie stające na drodze przeszkody. A nas przekonywała, że pokonanie ich jest możliwe, choćby to były: powodzie, nadchodząca zima, myśliwi na safari albo żądny złota zły kapitalista.

Dlatego te filmy nazywa się polską wersją Kina Nowej Przygody. Jak pisał Michał Oleszczyk: „To była ta sama Nowa Przygoda, którą rozkręcili Spielberg, Indiana Jones, „Piramida strachu” i tuziny innych miłości, szmaragdów i krokodyli – eskapizm opływającej w dostatki Ameryki, chłeptany przez wychudzone demoludy jak najsłodsza ambrozja. Nieprzypadkowo więc jedną z figurek, jaką Dawid odnajdywał w tajemniczej świątyni, był sam, błyskawicznie rozpoznawalny, E.T.” Oczywiście Nowa Przygoda w polskiej, wówczas wyposzczonej wersji.

Najpierw jednak Wiesław Zięba pracował w Studiu Filmów Rysunkowych w Bielsku-Białej, gdzie wprawiał się w animacji, pracując przy najbardziej kultowych polskich dobranockach, takich jak „Reksio”, „Bolek i Lolek” czy „Wyprawa profesora Gąbki” oraz tych mniej znanych, lecz niezwykle wyrazistych jak „Wariacje Trąbla” czy „Pampalini. Łowca zwierząt”. Równolegle realizował autorskie animacje krótkometrażowe, najczęściej o charakterze groteski czy filmowego żartu, gdyż komizm zawsze był jego domeną. Wszak debiutował, jak zresztą wielu wybitnych twórców animacji – że wspomnę tylko Maxa Fleischera, Emila Cohla i Zenona Wasilewskiego – jako karykaturzysta. Jego pierwsze rysunki satyryczne pojawiły się w „Szpilkach” w tym samym 1972 roku, gdy rozpoczął pracę jako animator. Ślady tego rodzaju myślenia są widoczne w wielu projektach postaci jego autorstwa, lecz widać też ich wpływ na rysunki Edwarda Lutczyna, z którym współpracował przy „Davidzie & Sandy”. Komiksowa poetyka przerysowania sylwetki i gestu, kadrowanie „okienkami”, które rozszerzają się lub zwężają na ekranie, a przede wszystkim moc szczegółów widocznych na drugim i trzecim planie – to cechy, jakich wtedy próżno by szukać w filmie animowanym. Postaci unoszą się zamknięte w bańkach mydlanych jakby wyjęte żywcem z disney’owskiej animacji. Pamiętam, że jako dziecko najbardziej zachwycałam się postaciami z kosmosu – wirujące zielonkawe obwarzanki złożone z pierścieni przypominały mi kostiumy Pi i Sigmy, „Przybyszy z Matplanety”, tyle że tu świeciły czerwonymi ślepiami, emitując fale, które zaburzały ludzkie postrzeganie, a w maszyny wpuszczały wirusy. Jak śpiewa w tym filmie Seweryn Krajewski: „każde ufo jest krasnalem z dawnych lat”, ale najmłodsi nie dają się zwieść tym słowom, wiedząc, że kosmici płacząc metalicznymi łzami, zwiastują świat, jaki dopiero ma nadejść. Wówczas wydawało się, że będzie nim po prostu kapitalizm, naśladowanie amerykańskich wzorców, ale miało się okazać inaczej.

Z dzisiejszej perspektywy to świat „Wiklinowej Zatoki”, choć zupełnie inaczej zbudowany, wydaje się przyszłościowy. Skupiony na życiu zwierząt, ściśle zależnym od warunków naturalnych, pogody i wynikającym ze zmian pór roku, nazwalibyśmy dziś filmem ekologicznym. Wczucie się w potrzeby i problemy zwierząt, tłumaczenie, czym różni się piżmak od nutrii i bobra to początki współczesnej antropozoologii. Wrażliwość, jaką rozbudza portretując zwyczajne zjawiska niczym niezwykłe fenomeny przyrody, przypomina świeże spojrzenia dziecka, które pierwszy raz widzi mgłę, ulewę czy księżyc w pełni. Jednocześnie reżyser nigdy nie pozwala nam zapomnieć, że to, co oglądamy, zostało narysowane lub namalowane na papierze. Dlatego różnicuje techniki, łącząc kreskówkowe postaci: klasycznego, żartobliwego szczura czy obwiedzionego białą konturówką kreta z bardziej realistycznym piżmakiem, a wszystko to na malarskim tle sitowia czy podziemnych nor zwierząt. Oglądając „Tajemnicę…” błądzę wzrokiem po całym kadrze, bo niemal w każdym ujęciu jest na to czas, a Zięba nie pozwala widzowi doszczętnie zatopić się w historii. Zostawia dystans między spojrzeniem a jego celem, mnożąc faktury, wzory i rodzaje rysunku w pojedynczej scenie. Rysuje słoje na drewnie i stawia na środku surrealistyczny dzban. Oddaje mokry piasek na brzegu, jednocześnie zupełnie odrealniając jednolitą, płaską powierzchnię rzeki, rozdzielającej bohaterów i wprowadzającej stałe napięcie samym faktem, że wciąż płynie. Dzięki temu, obraz w „Tajemnicy Wiklinowej Zatoki” wciąż jest pełen kontrastów, których granicą z jednej strony jest abstrakcja: np. w scenach, gdy komiksowe oczy bohaterów wypełniają cały kadr. Z drugiej zaś buduje nastrojowy realizm choćby w akwarelowej scenie wschodu słońca, gdy nad zatoką szybują sznury gęgających ptaków. Jednocześnie jest tu miejsce na absurdalny żabi chór, parafrazujący operowe arie. A także na popartowy, bluesowy wideoklip, w którym faluje mur z kolorowych cegieł a solarny okrąg przypomina hipisowski ornament.

I to właśnie słońce pojawia się w obu filmach jako dwa różne byty: w „Tajemnicy Wiklinowej Zatoki” gaśnie jak żar niedopałka w zielonkawym horyzoncie wody, w „Davidzie & Sandy” obiecuje ten wymarzony, oranżowo-złoty zachód z pocztówek, kojarzący się wtedy z Zachodem.

Amerykański sen polskiej animacji ogląda się dziś już z uśmiechem. Dużo bliżej mieszkają wciąż szczerbate gryzonie: Archibald, Serafin i Szafir. Teraz razem z nimi oglądamy nasz zachód.

Adriana Prodeus

 

 

Wygrać Satyrykon to jak zostać królem strzelców ligi hiszpańskiej

Urodzony w 1979 roku w irańskim Teheranie artysta zdobył Grand Prix tegorocznej edycji Satyrykonu – stworzona przez niego praca „Komuniści!” błyskawicznie przykuła uwagę jurorów, a jej polityczny wydźwięk był głośno komentowany zarówno przez komisję, jak i miłośników satyry. Seyed Ali Miraee osobiście odebrał tę niesamowicie ważną dla niego nagrodę, a podczas pierwszej wizyty w Legnicy poświęcił nam kilka minut: w krótkiej rozmowie nawiązał do początków znajomości z Satyrykonem, trudności związanych z rozśmieszaniem ludzi w niedemokratycznym kraju i reakcji rodzimych mediów na jego osiągnięcie. Wysłuchał Michał Przechera (LCK).

Jesteś po raz pierwszy w Legnicy. Polska kojarzy ci się z czymś szczególnym?

- Polska w kwestii rysunków, grafik i, przede wszystkim, projektowania plakatów jest bardzo znana i ma swój własny styl, który wpływa na artystów na całym świecie poprzez prezentowanie swojej bogatej perspektywy. Odwiedzenie galerii sztuki i możliwość uczestnictwa w Satyrykonie w kraju o tak bogatych tradycjach jest dla mnie ekscytujące. To także bardzo miłe, że nagrodą w tym konkursie jest symboliczny złoty klucz do miasta.

Kiedy dowiedziałeś się o Satyrykonie? To rozpoznawalny konkurs wśród irańskich artystów?

- Możecie w to nie uwierzyć, ale byłem zaledwie czternastolatkiem, gdy w magazynie rysowników Kayhan zobaczyłem regulamin Satyrykonu – ta sytuacja miała miejsce w 1993 roku. Irańscy artyści doceniają polską sztukę graficzną, a konsekwencją tego jest fakt, że legnicka impreza to w moim kraju rozpoznawalne wydarzenie. Gdy miałem 27 lat, zdobyłem główną nagrodę na festiwalu w Rumunii; w kolejnych latach udawało mi się odnosić również inne sukcesy, jednak najczęściej nie spotykałem się z gratulacjami kolegów po fachu. Gdy otrzymałem Grand Prix Satyrykonu, ich reakcja była jednak całkowicie inna. Jeden ze znajomych powiedział mi wtedy, że na przestrzeni 42 edycji tego festiwalu to pierwsza sytuacja, gdy główną nagrodę zgarnął artysta spoza Europy, a ten triumf można porównać do zostania królem strzelców piłkarskiej ligi hiszpańskiej.

Jak dowiedziałeś się się o otrzymaniu Grand Prix Satyrykonu?

- Telefonicznie – Sajjad Rafei, kolejny z Irańczyków wyróżnionych na Satyrykonie, zadzwonił z dobrymi informacjami. To niesamowite – w ubiegłym roku, dokładnie 12 czerwca, dostałem od niego SMS-a o wygraniu przeze mnie cypryjskiego festiwalu. Odpowiedziałem mu, że chciałbym, żebyśmy w przyszłości pojechali razem do Polski – do dziś mam tę wiadomość na telefonie. I jestem zaskoczony tempem urzeczywistnienia tych planów, bo moje marzenie spełniło się już dokładnie rok później.

Teraz możesz świętować, jednak w 2020 roku czeka cię spore wyzwanie: będziesz partycypował w pracach satyrykonowego jury.

- Uczestniczyłem już w tej roli w innych wydarzeniach związanych z rysunkiem, jak chociażby na festiwalu w Meksyku. Ocenianie prac na tak prestiżowej imprezie jak Satyrykon traktuję jak honor i wyróżnienie w mojej karierze – rywalizują tu najlepsi artyści z całego świata i możliwość pracy w jury odbieram jako niezwykle atrakcyjny sprawdzian.

Tegoroczny Satyrykon nieodłącznie kojarzy się z twoją pracą „Komuniści!” prezentującą połączenie twarzy Józefa Stalina i Kim Dzong Una. Obawiasz się czasami konsekwencji takich odważnych artystycznie i politycznie zestawień?

- Bardzo zaskoczyły mnie reakcje w Iranie. Współpracuję tam z dwoma reformatorskimi gazetami – jedna z nich odmówiła publikacji tej pracy ze względu na pewne „kwestie natury politycznej”. Finalnie „Komuniści!” zostali zaprezentowani w drugim z wydawnictw, które już czterokrotnie było zakazane – aktualna sytuacja tego pisma znów prezentuje się nieciekawie. Gdy artysta wygrywa nagrodę na międzynarodowym, prestiżowym festiwalu, gazety i agencje prasowe odnotowują to osiągnięcie. Mój międzynarodowy sukces spotkał się z reakcjami mediów, ale – pomimo poważania dla tej nagrody – nikt nie odważył się się na opublikowanie tej pracy. Nie zdecydował się na to nawet angielski oddział najbardziej renomowanej strony dotyczącej karykatury, który kierowany jest przez rząd. Jedyną gazetą, która wydrukowała moją grafikę był Ghanoon. To ciekawe, że ten tytuł został zamknięty – z innych powodów – kilka dni później.

Polityka towarzyszy nam na każdym kroku. Uważasz, że satyra może być efektywną bronią w walce z niesprawiedliwością rządzących?

- Wtrącanie do więzienia artystów satyrycznych udowadnia, że w tych społeczeństwach polemika z niesprawiedliwością jest efektywna. Spójrzcie tylko, co dzieje się w krajach Środkowego Wschodu – to najlepszy dowód na potwierdzenie moich słów.

Co sprawia, że chcesz rozśmieszać innych?

- We współczesnym świecie obserwujemy coraz więcej zmagań pomiędzy sprzecznościami. Na przykład dziś, pomimo szeroko rozpowszechnionych mediów społecznościowych i mediów w ogóle, ludzie czują się coraz bardziej samotni. Religijne rządy i komunistyczne reżimy jednoczą się i nie obchodzi ich opinia publiczna – to wygląda tak, jakby ludzkie szyderstwa nie były dla nich istotne. I te wszystkie sprzeczności stają się dla mnie najbardziej intensywnie prowokujące do śmiechu i rozśmieszania innych.

Ironia i czarny humor mogą zmienić świat na lepsze?

- Nie jestem przekonany, czy to możliwe, żeby zmieniać świat przez humor, ale w ten sposób na pewno możemy uczynić go bardziej znośnym. Gdy byłem dzieckiem, głośno śpiewałem, by przezwyciężyć strach przed samotnością i ciemnością. Teraz tę rolę pełni dla mnie rysowanie.

Pochodzisz z Iranu. Jak istotne w kontekście artystycznym jest twoje obywatelstwo?

- Aktualna sytuacja w moim kraju wpływa na artystów w podobny sposób, jak wyglądało to w krajach wschodniego bloku. Rządy niedemokratycznych państw niebezpośrednio, ale poważnie, oddziałują na twórców. Wyrażanie swoich koncepcji i poleganie na humorze to przykłady tego fenomenu – zarówno w literaturze, jak i w sztukach wizualnych czy performatywnych.

Zdjęcia Piotr Krzyżanowski

Quarks, elephants & Pierogi: Poland in 100 words

TWAROGI, SŁONIE I PIEROGI – POLSKIE PANOPTIKUM MAGDY BURDZYŃSKIEJ

 quarks-elephants-pierogi-okladki

Kulturę polską sportretować w stu słowach wydaje się być wystarczająco karkołomnym przedsięwzięciem, ale Magda Burdzyńska dokonała niemożliwego – zilustrowała te wszystkie słowa. Wyzwanie było to nie lada, zwłaszcza w przypadkach, kiedy wyraz „żółć” trzeba było oddać w gamie barwnej, którą sama artystka zawęziła w projekcie do czerwieni, różu, zieleni, czerni i bieli. O ile ekwiwalenty obrazowe bociana, lasu czy kina wyobraźnia podsuwa nam błyskawicznie, co nie znaczy wcale, że skojarzenia ilustratorki, absolwentki malarstwa krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych im. Jana Matejki (dyplom obroniony w 2002 roku), poszły tą samą drogą, co nasze. Las Burdzyńska sprowadziła otóż do jednego tylko drzewa za to z plątaniną lnianopodobną i dziwnymi naroślami, kino natomiast prezentuje u niej człowiek z kamerą, a wcale nie ekran w ciemnej sali. Tych sto „wizerunków” słów niejednokrotnie wynikało z treści haseł, z dużym humorem i znawstwem napisanych przez Mikołaja Glińskiego, Matthew Daviesa i Adama Żuławskiego, do zaskakującej publikacji portalu Culture.pl wydanej przez Instytut Adama Mickiewicza (2018). Książka przygotowana po angielsku (adresowana do obcokrajowców na całym świecie) nosi intrygujący tytuł Quarks, Elephants and Pierogi. Poland in 100 Words i usiłuje wycisnąć esencję polskości z charakterystycznych słów – ich brzmienia („gżegżółka”), rejestru („malusieńko”), słodkich asocjacji („miód”), poważnych konotacji („polon”) czy kontekstu historycznego („powstanie”). Niełatwy zestaw, a artystka udźwignęła wizualnie także takie słowa jak: „i”, „decyzja”, „czas”, a nawet „cześć”.

Okładka w stylu glamour –  na pudrowo różowym tle złote lśniące litery tytułu i kształtny pierożek w promienistej potrójnej glorii – Pierre i Gilles  byliby zachwyceni! Na początku i końcu książki znalazły się świetne rozkładówki przypominające wyklejki, z patternem utworzonym z motywu jakby żywcem wyjętego z podręcznika do fonetyki (w którym ryciny zawsze przywoływały skojarzenia ze schematami anatomicznymi). Jest i alonż (uroczo zwany przedłużką) z czerwoną rzeką języka meandrującą w fantastycznym krajobrazie, nad którym na podobieństwo ptaków szybują pojedyncze sylwetki czarnych liter. Do publikacji dołączono także plakat z wyobrażeniem słowa „miłość”.

Wszystkie całostronicowe ilustracje do haseł rygorystycznie poddane zostały kompozycji tonda. Artystka wypełnia koła scenkami rodzajowymi (kapitalne paniusie do hasła „herbata” lub mężczyzna, pewnie Tadeusz, robiący selfie z rzeźbą portretową Adama Mickiewicza do hasła „pan”), powiększonymi pojedynczymi motywami („filiżanka”, „ziemniak”), dowcipnymi („miś” – bohater) lub eleganckimi portretami („posłanka”, „żubr”), surrealistycznym pejzażem („granica”) czy wręcz abstrakcją („apsik”, „piwo”). Umiejętności i talent Burdzyńskiej sprawiły, że projektantka bez trudu i odważnie żongluje stylizacjami, odwołując się zarówno do tradycji, jak i do współczesności. Często zahacza o „new look” powszechny w sztuce użytkowej lat 50. i 60. minionego stulecia, serwuje psychodelię, by za kilka stron sięgnąć do konstruktywizmu, inspiruje się sztuką prymitywną, ludową i wycinankami Matisse’a, ilustracją modową i street artem, rysunkiem satyrycznym i abstrakcją organiczną. Kompozycje artystki różnią się między sobą stopniem rygoru oraz intensywności graficznej. Ta niejednorodność świetnie koresponduje z rozmaitością rodzimych zwyczajów, tradycji, polskim wczoraj i dziś, charakterem i charakterkiem narodowym. Uczta dla oczu – pyszna to pozycja, nie tylko ze względu na tytułowe wiktuały. Smacznego życzy

 Anita Wincencjusz – Patyna

Bez tytułu Bez tytułu1 Bez tytułu2 Bez tytułu3 Bez tytułu4

Śrut nocnej ciszy…

Bartosz Bienias – Najlepszy Debiut Satyrykonu 2019 oraz laureat nagrody legnickich dziennikarzy im. Andrzeja Waligórskiego

Reguły wyboru laureata dziennikarskiej nagrody Satyrykonu im. Andrzeja Waligórskiego są równie pokręcone, jak barwna i już 42.letnia historia tego legnickiego festiwalu żartu i satyry. Już sam fakt, że jurorem może być każdy żurnalista, który pojawi się przy stole z rozłożonymi rysunkami, wydaje się dziwaczny. Jednak ewenementem na skalę światową (porównywalnym jedynie z międzynarodowym zasięgiem i sławą Satyrykonu) jest fakt, że to jurorzy z własnej kieszeni płacą za prawo do wybrania laureata! Na szczęście opłata nie należy do wygórowanych i od 27 lat jest niezmienna.

Nie inaczej było i w tegorocznej edycji. W kilkunastoosobowym gronie wybieraliśmy wyłącznie spośród dzieł polskich artystów. Warunek postawiony pracy laureata także był niezmienny. Musiała odpowiadać dewizie patrona, by „nie kopać leżącego, nie huśtać się na wiszącym, ale tępić głupotę we wszystkich jej przejawach”. A że wybieraliśmy w momencie głośnego medialnie, a zarządzonego centralnie, zmasowanego odstrzału dzików, to stało się! Wskazaliśmy na pracę „Dzik”, choć jej tytuł i autora poznaliśmy już po dokonaniu wyboru. Zaskakująco zgodnie jurorom wpadł w oko i przypadł do gustu czarny humor tej pracy opatrzonej żartobliwą parafrazą pierwszych słów znanej kolędy („Śrut nocnej ciszy…”). Fakt, że dzików nie strzela się śrutem, a zapewne nie robi się tego także nocą, nie miał w tej sytuacji znaczenia. Ważniejszy był ponury i syntetyczny dowcip tej pracy oraz fakt, że w tej szeroko komentowanej sprawie „głos się rozchodzi”. W tym przypadku głos
protestu autora pracy.

Co ciekawsze wybrana praca nie była jedyną wykorzystującą ten autorski pomysł. Jurorzy wybrali ją tylko dlatego, że postanowili nagrodzić jedną z nadesłanych na konkurs prac, choć równie dobrze mogli dziennikarskim laurem obdarzyć cały kolędowy tryptyk. Na stole leżały bowiem także dwie inne prace laureata o podobnym charakterze. Był zatem martwy, zapewne wigilijny karp i „Cicha noc, śnięta noc”, ale też spadające bomby na bliskowschodnie miasto opatrzone komentarzem „Dzisiaj w Betlejem”. Krótko, syntetycznie i na temat.

W ten właśnie sposób debiutant legnickiego konkursu, 26.letni Bartosz Bienias, absolwent liceum plastycznego w Nowym Wiśniczu i student wydziału grafiki Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie, został laureatem starszej od niego o rok dziennikarskiej nagrody Satyrykonu. W czerwcu, podczas wystawienniczej kulminacji wydarzenia, będzie miał okazję pokazać w Legnicy także inne swoje prace. Nie tylko plakatowe grafiki o podobnie gorzkiej wymowie ekologicznej, społecznej i antywojennej, ale też czarno-białe fotografie z pewnej kuchni, po obejrzeniu których najpewniej stracicie apetyt na wyżerkę. Ten zestaw fotografii przywołuje skojarzenia z filmowymi dokonaniami powojennego włoskiego neorealizmu chętnie operującego estetyką brudu i brzydoty, dowodzi także umiejętności komentowania przedstawianego mikroświata, a przy okazji reporterskich zdolności autora.

Ekspozycję uzupełnią także inne, nie mniej mroczne (także dosłownie) zdjęcia zaskakująco bezludnego nocnego Krakowa i jego fascynującej architektury oraz zestaw fotografii dowodzących skłonności do eksperymentu i sięgania po szlachetne techniki sprzed grubo ponad stu lat, takich jak nieprzewidywalna w ostatecznym efekcie guma chromianowa. Nieprzewidywalna, bo każda sporządzona w tej technice fotograficzna odbitka jest subtelnie inna, a zatem także wyjątkowa. Fotografia, serigrafia, owo malowanie światłem i eksperymenty z tym związane, to od ponad dziesięciu lat główny nurt zainteresowań młodego artysty. Plakaty i grafiki to już plastyczny dorobek ostatnich lat powiązany bezpośrednio z obranym kierunkiem studiów.

Grzegorz Żurawiński

Bartosz Bienias "Dzik"

Bartosz Bienias „Dzik”

Bartosz Bienias jest absolwentem Liceum Plastycznego w Nowym Wiśniczu. Studiuje na Uniwersytecie Pedagogicznym na Wydziale Grafiki w Krakowie. Pasjonat fotografii.

Niesamowicie skromny człowiek, wciąż nie mógł uwierzyć, że na Satyrykonie spotkało go takie wyróżnienie. Jest tak skromny, że… chciał zrezygnować z autorskiej wystawy!

- Zawsze, kiedy informuję artystę, że zdobył nagrodę Satyrykonu i proponuję mu wystawę, spotykam się z wielką euforią! Tymczasem pan Bartosz Bienias, laureat aż dwóch nagród Satyrykonu 2019: na najlepszy debiut i nagrody dziennikarzy, odpowiedział mi, że… nie czuje się jeszcze na taką wystawę gotowy! Coś takiego nie zdarzyło się nigdy w historii Satyrykonu! Na szczęście ten młody twórca, student z Krakowa, dał się jakoś przekonać, że powinien wykorzystać swoje 5 minut. Na wystawie jego prac zobaczymy nie tylko świetne plakaty, ale też fotografie młodego artysty, wykonane w dawno zapomnianej technice GUMA, którą pan Bartosz, bodaj jako jedyny w Polsce, nadal się fascynuje – mówi Elżbieta Pietraszko.

Na szczęście artysta dał się przekonać i do wystawy oraz do krótkiej rozmowy z nami:

Satyrykon: Satyrykonowy debiut – co zmotywowało Cię do wzięcia udziału w Satyrykonie?

Bartosz Bienias: Do uczestnictwa w konkursie zachęcił mnie mgr Mateusz Rafalski, mój wykładowca serigrafii. To on pokazał mi czym jest Satyrykon i zachęcił do wzięcia w nim udziału.

S: Student grafiki, absolwent ceramiki, pasjonat fotografii…. czego jeszcze nie wiemy o Bartoszu Bieniasie? Albo – która z tych dziedzin najbardziej Cię „pociąga”?

B: Myślę że fascynacja fotografią nie ustępuje, choć ostatnimi czasy kieruję się w kierunku grafiki. Jest to środek wyrazu w pełni kreowany przez twórcę, dający sporą dowolność w tworzeniu i wyrażaniu siebie oraz swoich poglądów.

S: Chciałbyś związać swoją przyszłość właśnie z grafiką?

B: Myślę że tak, choć gdybym wiedział co czeka na mnie w przyszłości pewnie kupił bym już dziś los na loterii. Myślę że takim losem na loterii jest właśnie grafika, którą teraz odkrywam. Być może w przyszłości okaże się że właśnie ten los był wygranym.

S: Seria prac „Dzik”, „Karp” oraz „Dzisiaj w Betlejem” – dotyka głośno komentowanych w mediach spraw. I połączenie ich z kolędami….  – dosyć mocny środek przekazu, szczególnie teraz, gdy pojawiła się fala krytyki wobec kościoła. Czy o taki efekt Ci chodziło? Czy też Twoje intencje są zupełnie inne?

B: Jest to niewątpliwie środek przekazu który może wywoływać kontrowersje. Zamierzone połączenie tych tematów niestety czasem wywiera niezamierzony efekt. Część osób mylnie odbiera prace jako szpilkę w stronę instytucji kościoła. Prace mają na celu między innymi napiętnowanie zachowań osób utożsamiających się z rodzimą w naszym kraju wiarą, postępujących wbrew jej przykazom i wskazówkom. Czy nie jesteśmy cyniczni podpisując się pod przykazaniem którego nie przestrzegamy? Czy nie jesteśmy śmieszni odwracając wzrok od spraw w których powinniśmy interweniować? Często śmiejemy się z postępowania Dewotki Ignacego Krasickiego nie widząc jej w sobie. Muszę zaznaczyć w tym miejscu że choć to w dzisiejszych czasach mało popularne, jestem osobą wierzącą. 

Bartosz Bienias z dyplomem przygotowanym przez ubiegłorocznego debiutanta Janka Janowskiego

Bartosz Bienias z dyplomem przygotowanym przez ubiegłorocznego debiutanta Janka Janowskiego

 

Artykuł opublikowany w Gazecie Wrocławskiej

Artykuł opublikowany w Gazecie Wrocławskiej

 

Wystawa prac Bartosza Bieniasa

Termin: 11 VI – 27 VII 2019
Miejsce: Satyrykon, Rynek 36
Wstęp wolny