Satyrykon jako rejestrator światowych i społecznych drgań

W piątek, 13 marca, w Sali Królewskiej Akademii Rycerskiej obradowało Jury Międzynarodowej Wystawy Satyrykon 2026 w składzie: Anita Wincencjusz-Patyna (przewodnicząca) oraz Saskia Gheysens (Belgia), Shahrokh Heidari (Francja), Nika Jaworowska-Duchlińska, Halit Kurtulmus Aytoslu (Turcja) i Paweł Płoski. Po wielu godzinach merytorycznych dyskusji poznaliśmy zwycięzców tegorocznej odsłony konkursu!

Wybór satyrykonowego zwycięzcy to zadanie równie ciekawe, co wymagające, a dosłownie chwilę po ogłoszeniu wyników i krótkiej konferencji jurorzy udawali się już w stronę Galerii Satyrykon na wernisaż wystawy Michała Tatarkiewicza „Nic śmiesznego”. Mimo licznych obowiązków związanych z pracą w komisji udało nam się jednak na moment zatrzymać ich i dowiedzieć się nieco więcej o tegorocznych artystyczno-satyrycznych trendach i motywacjach stojących za wyborem laureatów. Wysłuchał Michał Przechera.

Anita Wincencjusz-Patyna: Satyrykon nie traci charakteru papierka lakmusowego, rejestratora światowych i społecznych drgań. Obejrzeliśmy wiele diagnoz dotyczących współczesnego świata, szczególnie w kontekście wojen, które – niestety – toczą się dziś w coraz większej liczbie miejsc. Artyści pochylali się także nad ludzką kondycją, co zapewne wynikało z tematu tegorocznej edycji. „Strefę komfortu” najczęściej odnoszono właśnie do współczesnego człowieka – zarówno tego, który pozornie nie ma się czym martwić, jak i żyjącego w skrajnie trudnych warunkach z powodu katastrofy klimatycznej, wojennych kataklizmów czy społecznego wykluczenia wynikającego z biedy. Pojawiły się również prace nawiązujące do wszechobecnej sztucznej inteligencji oraz komentarze dotyczące młodego pokolenia. Muszę jednak przyznać, że własną strefę komfortu znaleźli też sami artyści. Mam przyjemność śledzić satyrykonowy konkurs od wielu lat i ukułam robocze określenie, że zbyt wiele prac cechowało się „lenistwem intelektualnym”. Były znakomite pod względem kreski i artystycznego wykonania, ale niezbyt odkrywcze, jeśli chodzi o spojrzenie na jakiś temat. W pewnym momencie obrad złapaliśmy się na tym, że nasze „nie” – oznaczające odrzucenie pracy na etapie selekcji – pojawiało się często i było zaskakująco zgodne. Przez dłuższą chwilę brakowało kciuków w górę. Warto było jednak spędzić długie godziny na selekcji, ponieważ liczący około stu grafik zestaw wybrany do wystawy jest imponujący. Już dziś możemy zagwarantować ciekawą wizualną przygodę, jaką będzie oglądanie ekspozycji. Są prace działające na zasadzie skrótu i błyskawicznej interpretacji, są też takie, które zachwycają detalem i zachęcają do uważnej, wizualnej lektury, rozwijając się w obłędną narrację.

Paweł Płoski: Mocno się głowiliśmy, a momentami nawet spieraliśmy o ostateczne decyzje, zwłaszcza przy wyborze laureatów. Każdy z jurorów ma przecież nieco odmienne poczucie humoru i inną wrażliwość. Ostateczny wybór ma więc charakter esencji, bo prace wybieraliśmy bardzo restrykcyjnie. „Strefa komfortu” jest dziś bardzo popularnym hasłem. Rysownicy podjęli temat, wiedząc, że silnie działa na odbiorców, budzi emocje. Mam więc poczucie, że w tej części konkursu spotkały się dwa żywe źródła: aktualny temat i naturalna potrzeba komentowania rzeczywistości. Na Satyrykonie dominuje jednak ilustracja o charakterze bardziej metaforycznym, a zdecydowanie za mało lekkiego dowcipu i żartów. Bardzo często prace skręcają w stronę gorzkiej satyry, właściwie stają się ilustracją prasową, diagnozującą raczej to, co złe albo zasmucające. Patrząc na wiele rysunków, częściej kręci się w oku łza, niż pojawia spontaniczny uśmiech.

Nika Jaworowska-Duchlińska: Artyści rzeczywiście często podejmowali wątki związane ze sztuczną inteligencją oraz uzależnieniem od telefonów – zarówno w kontekście młodych ludzi, jak i dorosłych. Pojawiło się także sporo prac o zabarwieniu wojennym, choć najczęściej ujmowanym w bardzo uniwersalny sposób. Te propozycje nie weszły jednak do ścisłej czołówki, ponieważ podobnych spojrzeń było bardzo wiele. Ten trend wciąż się utrzymuje, dlatego staraliśmy się wybierać prace, które nie miały swoich „dublerów” tematycznych i proponowały oryginalne, nieco inne spojrzenie na rzeczywistość. Zauważalne jest też odejście od czarnego humoru i groteski. Rozmawialiśmy o tym w trakcie obrad: niewiele prac wywołuje dziś ten głęboki, oczyszczający śmiech, pochodzący „z wnętrza”. Znacznie częściej pojawiała się nostalgiczna refleksja nad smutną, mroczną stroną ludzkiej natury i rzeczywistości, w której żyjemy. Jeśli chodzi o pulę prac, z której wyłanialiśmy laureatów, byliśmy dość zgodni. Więcej dyskusji pojawiło się przy ustalaniu ostatecznej kolejności. Staraliśmy się nawzajem uzasadniać swoje wybory argumentami, co zresztą bardzo pomagało w ustaleniu wspólnej decyzji. Choć zaczynaliśmy z różnych punktów i z różnymi wrażliwościami, finalnie doceniliśmy podobne kwestie.

Saskia Gheysens: Byłam w Legnicy już dwukrotnie – dziewięć lat temu na spotkaniu jury, a rok później na festiwalu. Bardzo dobrze wspominam te wizyty. Praca w jury zawsze jest świetnym doświadczeniem: towarzyszą jej ciekawe dyskusje, spotkania z życzliwymi ludźmi i oglądanie bardzo interesujących prac. W tegorocznych zwycięskich grafikach  najbardziej doceniam to, że wszystkie zawierają w sobie element humoru i sporo uśmiechu. Nie są przesadnie skomplikowane, dzięki czemu pozostają dostępne i zrozumiałe dla odbiorców. Podczas obrad zdarzało się, że polscy jurorzy musieli nam tłumaczyć niektóre rysunki – nie tylko ze względu na język, ale także na kontekst kulturowy, który nie zawsze był dla nas czytelny. Część prac miała też charakter bardziej polityczny i była silnie osadzona w polskich realiach. A przecież jest to festiwal międzynarodowy, dlatego ważne jest, aby przekaz był możliwie uniwersalny i zrozumiały dla różnych odbiorców. Tutaj najważniejsza jest zabawa i humor. Nie uważam, żeby w konkursie było zbyt dużo polityki, ale staraliśmy się unikać prac odnoszących się bezpośrednio do wojen czy konkretnych konfliktów. Tego w rzeczywistości mamy już wystarczająco dużo. Dlatego nie wybieraliśmy też prac dotyczących postaci politycznych, takich jak na przykład Donald Trump.

Sharokh Heidari: Dla mnie legnicki konkurs to numer jeden na świecie, konsekwentnie obejmujący wiele tematów i technik. Mam sporą skalę porównawczą, bo zasiadałem w jury około różnych międzynarodowych 20 konkursów. Wśród zgłoszeń pojawia się ogromna liczba pomysłów, a my staramy się wybierać te najczystsze i najbardziej klarowne. Szukamy takiej przestrzeni graficznej, której wcześniej nie widzieliśmy – momentu, w którym technika łączy się z ideą. Uważam nawet, że to właśnie idea jest ważniejsza niż sama technika. Niektóre prace są tak kreatywne, że niemal same proszą się o wybór. Inne wymagają znacznie dłuższej dyskusji, a czasem także tłumaczenia kontekstu i żartu. Problemem wielu współczesnych zmagań satyrycznych jest fakt, że artyści coraz częściej wspierają się sztuczną inteligencją; zdarza się nawet, że takie prace zdobywają nagrody. Na Satyrykonie funkcjonuje jednak surowy etap selekcji, a humor, którego szukamy w konkursie, pozostaje bardzo wyraźny. Muszę też dodać, że wielu doświadczonych, uznanych artystów nie wysyła dziś prac na konkursy. Część z nich jest już w podeszłym wieku, a poza tym oryginały są drogie – często mogą sprzedać je za wyższą cenę niż wynosi nagroda na jakimkolwiek festiwalu. Nie zmienia to jednak faktu, że wciąż otrzymujemy wiele świetnych prac, a ich ogólny poziom jest bardzo wysoki. Szczególnie spodobała mi się w tym roku otwarta kategoria żartu i satyry. Wielu artystów z Iranu chciałoby wziąć udział w konkursie, ale mają ogromne problemy z wysyłką prac. Z powodu wojny poczta jest bardzo droga – czasami koszt jednej przesyłki to nawet połowa miesięcznego wynagrodzenia – a logistyka bywa niezwykle trudna.

Halit Kurtulmuls Aytoslu: To mój drugi raz w Legnicy i pierwszy raz w jury. Brałem już udział w wielu pracach jurorskich, więc mam w tym pewne doświadczenie, choć muszę przyznać, że chyba bardziej podobało mi się bycie uczestnikiem. Ocenianie prac jest zupełnie innym doświadczeniem – trudniejszym i wiążącym się z dużo większą odpowiedzialnością. Mam też świadomość, że inne jury mogłoby wybrać zupełnie inne prace. Być może nawet my sami, gdybyśmy obradowali innego dnia, doszlibyśmy do innych rezultatów. Sztuki nie da się przecież zmierzyć ani ocenić w sposób całkowicie obiektywny.

Skip to content