Słodkie Furie

Mam stary czarny telefon. Ma on piękny kształt i jest głośny jak stado diabłów. Kiedyś rozbrzmiewał w moim domu, teraz – w czasach telefonii cyfrowej jest jedynie ozdobą. Jednocześnie jest dla mnie swego rodzaju symbolem – określa trafnie to, co robię. Bo sztuka powinna być jak stary telefon – mocna w formie i głośna. Wyrazista. Szukam form, znaków, faktur, zbieram stare litery, odkładam każdy interesujący skrawek papieru, nieudaną odbitkę graficzną, malutkie rysunki. Nigdy nie wiadomo kiedy zadebiutują jako dzieło. Głośno i wyraźnie. Tak napisała o sobie Monika Starowicz na stronie Furgalerii (skądinąd jedna z miłych sercu stron). Taki jest tegoroczny plakat Legnica Cantat. Krzyczy. Albo raczej przywołuje na myśl całą potęgę muzyki chóralnej. Żółć, czerwień, czerń – ulubione kolory artystki. Jeśli plakat – jak to kiedyś powiedziała – ma niczym barwny motyl przysiadać na słupie ogłoszeniowym, to ten jest trochę jak rusałka pawik, tyle że dużo bardziej demoniczny.

plakat47 zm1

W sugestywnym obrazie kolorystycznie rozpiętego między niebem i piekłem chóru najbardziej jednak intryguje jeszcze coś innego. Oprócz samego, kojarzącego się z kreską i plamą z przeszłości rysunku (wyraźny cytat), zwłaszcza na tym tle widoczne – bogactwo tekstylnych faktur. Czy właśnie tak, nie za pomocą związanych ze śpiewem symboli, ale raczej można by rzec w synestezyjny sposób, przez odwołanie do wzroku, a przede wszystkim do dotyku sugeruje artystka bogactwo dźwiękowych niuansów – „barwy” i faktury głosów? To trafne i rzeczywiście znakomicie uruchamia wyobraźnię.

Ciekawe są też te śpiewaczki. Nie zwiodą nas ich słodkie buźki, fryzurą przypominają raczej Meduzę albo charakteryzujące się podobnymi atrybutami Furie. Oczka niby skromnie spuszczone, ale w co też mogą nas zamienić ich głosy…

Monika Starowicz, adiunkt w pracowni plakatu prof. Romana Kalarusa na katowickiej ASP, pracuje przede wszystkim na zamówienie, ale podkreśla, że nauczono ją, by cenić się i szanować swoją własną indywidualność. Gdy klient próbuje ingerować w formę plakatu, lepiej zrezygnować ze zlecenia. Wśród jej projektów znajdziemy np. plakat z okazji Niemieckiego Roku Polskich Nieudaczników na zlecenie berlińskiego Związku Polskich Nieudaczników. Najczęściej tworzy dla Krzysztofa Dydo i przyjaciół. Jakże miło, że legnicki Cantat znalazł się w tak szacownym gronie.

ba