Czeka nas nowe oblicze Satyrykonu

Przed Satyrykonem wielkie zmiany: po 32 latach karierę zawodową kończy bowiem Elżbieta Pietraszko, szefowa Fundacji Kulturalno-Społecznej Satyrykon, oddana całym sercem wieloletnia organizatorka, bez której trudno sobie nawet wyobrazić to międzynarodowe wydarzenie. Co będzie dalej z Satyrykonem?
Rozmawiamy z Grzegorzem Szczepaniakiem, dyrektorem Legnickiego Centrum Kultury.

 

Proszę przypomnieć czym jest Satyrykon i jak ważny jest w świecie ten mający korzenie w Legnicy konkurs dla twórców satyry?

- Satyrykon ma w Legnicy nie tylko korzenie. Pozostając przy „botanicznej” nomenklaturze – ma w Legnicy także pień, konary, gałązki, liście, kwiaty i owoce. To najbardziej legnicka i najbardziej oryginalna impreza. Nikt nie ma Satyrykonu, tylko Legnica. I to ogromne szczęście, ale też obowiązek, by to wydarzenie chronić i rozwijać, dbać o nie. Oczywiście dziś Satyrykon to też element światowej kultury i nie chodzi tylko o to, że na konkurs spływają każdego roku tysiące prac ze wszystkich kontynentów. Nasza impreza jest ważna dla świata satyry przede wszystkim dlatego, że jest na bardzo wysokim poziomie artystycznym i edytorskim. Werdykty międzynarodowego Jury poruszają społeczność satyryków, wywołują żywe reakcje, dyskusje.
Rozmawiałem kiedyś z zagranicznym autorem, który ma ogromny dorobek, sporo nagród, jest cenionym artystą, a w Legnicy nigdy nie zaistniał. Zapytał mnie dlaczego tak jest? Poczułem się niezręcznie więc w odpowiedzi zaprosiłem go do obejrzenia naszej retrospektywnej wystawy, którą właśnie otwieraliśmy. Po godzinie wrócił i powiedział tylko, że już wszystko rozumie. Po prostu poziom jego prac nie był wystarczająco dobry, by zaistnieć na Satyrykonie. Dla wielu artystów samo tylko pojawienie się ich pracy na wystawie i w katalogu to ogromne osiągnięcie.

Satyrykon czekają duże zmiany. Po 32 latach karierę zawodową kończy Elżbieta Pietraszko, szefowa Fundacji Satyrykon i osoba tak oddana przez dziesiątki lat konkursowi, że bez niej trudno sobie w ogóle wyobrazić Satyrykon. Co będzie dalej?

- Pani Ela przez lata brała na swoje barki ogromną odpowiedzialność i wielki ciężar tworzenia Satyrykonu. Ukształtowała tę imprezę i to jej Satyrykon zawdzięcza swoją dzisiejszą pozycję, rangę. Pani Ela jest żywą legendą w świecie satyry, jest legendą legnickiej kultury. 32 lata pracy nad Satyrykonem sprawiły, że tak naprawdę to wydarzenie stało się poniekąd imprezą autorską. Decyzja pani Eli o odejściu kiedyś musiała być podjęta, to jest coś oczywistego, ale jednak nie dało się na to przygotować. Czeka nas więc trudny czas, bo z jednej strony należy chronić to dziedzictwo, które nam Elżbieta Pietraszko pozostawia, a z drugiej trzeba dbać też o rozwój Satyrykonu, bo – jestem tego pewien – dostałoby się nam od pani Eli, gdybyśmy ograniczyli się tylko do chronienia tego, co zostało zrobione i nie reagowali na to, że wszystko się wokół zmienia. Nowy pomysł na Satyrykon? To musi być przede wszystkim pomysł na ludzi, którzy się nim będą zajmować. Jeśli chcemy chronić dziedzictwo to musimy odejść od modelu imprezy autorskiej. Jest tylko jedna pani Ela, jest niezastąpiona i nie da się w prostej linii kontynuować jej pomysłu. Zwłaszcza, jeśli przyjdzie nowy autor i z całą pewnością będzie miał swój pomysł. Będzie chciał go realizować i jest groźba, że to, co było wcześniej, może mu po prostu przeszkadzać. Nowy autor Satyrykonu mógłby więc oznaczać tak naprawdę zupełnie nowy Satyrykon. A my nic o nim nie wiemy, nie znamy go. Nam natomiast zależy na rozwijaniu tej myśli, tej idei, którą stworzyła i na której budowała pani Ela. Zatem zdecydowaliśmy się na powołanie Rady Artystycznej Satyrykonu, bo głęboko wierzę w to, że grupa osób znających Satyrykon i myśl Elżbiety Pietraszko, osób, którym bez wątpienia na Satrykonie zależy to swego rodzaju bezpiecznik, który ustrzeże nas przed błędami w myśleniu o rozwoju i zapewni ciągłość tego projektu.

Czy Rada Artystyczna Satyrykonu jest już ukształtowana?

- Tak. Zaczęliśmy od konsultacji tego pomysłu z Elżbietą Pietraszko. Sporo o tym dyskutowaliśmy, potem zastanawialiśmy się kogo zaprosić do współpracy. Wybraliśmy te osoby, z wszystkimi rozmawiałem i szybko doszliśmy do porozumienia. Rada się już ukonstytuowała i podjęła pierwsze decyzje dotyczące przyszłorocznego festiwalu.

Kto wszedł w jej skład?

- Zacznę od tego, kto nie wszedł. Uważałem, że w tym gronie powinna, wręcz musi być Elżbieta Pietraszko. Jestem przeciwnikiem rewolucji, pozostaję entuzjastą ewolucji, czyli rozwoju. Rewolucja to burzenie i tworzenie nowego na zgliszczach. Dla mnie to marnowanie zasobów. Decyzja pani Eli o odejściu to – niestety – groźba rewolucji dla Satyrykonu. Dlatego wydawało mi się, że obecność w Radzie pani Eli złagodzi to niebezpieczeństwo, pozwoli przejść przez okres zmian właśnie w sposób ewolucyjny. W tej analizie nie wziąłem jednak pod uwagę faktu, że dla autora może być problemem „gmeranie” przy jego rozwiązaniach. Pani Ela tę groźbę dostrzegła. Myślę, że ma świadomość tego, że na pewne rzeczy Rada będzie patrzeć inaczej, niż ona. To naturalne.  To Jej inne spojrzenie mogłoby wiązać się z dyskomfortem, mogłoby utrudnić dochodzenie do konsensusu, mogłoby spowalniać pracę Rady a – kto wie – może nawet ją blokować. Dlatego w lipcu tego roku, kiedy powoli przygotowywaliśmy się do pierwszego posiedzenia Rady, pani Ela poinformowała mnie, że zdecydowała się w niej nie zasiadać. Ostatecznie Rada jest więc czteroosobowa. Przewodniczącym został prof. Eugeniusz Skorwider, poza nim są w Radzie: Tomasz Broda i Justyna Jędrysek oraz przedstawiciel organizatora, w tym przypadku ja. Ten skład nie jest przypadkiem. Rada ma być wielopokoleniowa i taka jest. Wszystkie należące do niej osoby są od lat mocno zaangażowane w Satyrykon. Chcą pracować na rzecz festiwalu. Bardzo dziękuję im za odwagę, bo ciężar odpowiedzialności jest ogromny. Po pierwszym posiedzeniu Rady jestem ogromnym optymistą. Pracowało się znakomicie – wiem, że w tych osobach będziemy mieć wsparcie.

Jak będzie teraz wyglądał konkurs Satyrykonu i czym różnił od dotychczasowego?

- Satyrykon merytorycznie programuje teraz Rada. Ona buduje i zatwierdza regulamin, wskazuje temat, proponuje i zatwierdza skład Jury. W tym roku Rada dokonała też bardzo znaczących zmian jeśli chodzi o sam przebieg konkursu. Mamy czas pandemii, trzeba reagować, ale przyjęte rozwiązania wydają się dalekowzroczne, do kontynuowania także po tym, kiedy ten trudny dla nas wszystkich czas epidemii przejdzie do historii. Dotąd prace autorzy musieli do Legnicy przysyłać w oryginale. Od tego roku będą przysyłać je przez internet, w pliku i międzynarodowe Jury dokona selekcji prac na tej podstawie. Dopiero później autorzy prac najlepszych z najlepszych zostaną poproszeni o przesłanie oryginałów, by Jurorzy zdecydowali o rozdziale nagród na tradycyjnym posiedzeniu i w dotychczasowy sposób.

Tegoroczny Satyrykon także był inny od poprzednich. Proszę opowiedzieć o tych zmianach.

- Zostały one wymuszone przez pandemię i wynikające z niej konsekwencje społeczne. Nie odbył się więc czerwcowy festiwal, ale wystawy były dostępne, tak jak zawsze. Udało się natomiast przeprowadzić finisaż trzech wystaw. Oczywiście grono zaproszonych gości ograniczyło się do Polaków i było to zaledwie kilku laureatów, niektórzy Jurorzy i członkowie Rady Artystycznej. Nie tak wyobrażaliśmy sobie tę imprezę, przede wszystkim ze względu na fakt, że był to ostatni Satyrykon „zrobiony” przez panią Elę. Ale też chcieliśmy rozbudować Satyrykon, zaprosić na festiwal gwiazdy sceny, wrócić do kabaretów, włączyć do satyrykonowej rodziny mistrzów stand up -u. Pomysłów było sporo, koronawirus przekreślił wszystkie. Nie poddamy się jednak i wrócimy z nimi. Mam nadzieję, że już w przyszłym roku.

Pana zdaniem forma wydarzenia powinna być skierowana do szerszego grona odbiorców. Co to znaczy?

- Chciałbym widzieć więcej Satyrykonu na ulicach Legnicy. Satyra to takie krzywe zwierciadło naszej rzeczywistości. Warto się w nim przejrzeć. Satyrycy niemal od razu reagują na to, co zmienia się w świecie, na nowości, na pojawiające się zjawiska, ale też na naszą codzienność, przywary, głupstwa, którymi naznaczone jest życie. Na rzeczy ważne, śmieszne, wprawiające w zadumę. Dlatego satyra dobrze się czuje w towarzystwie ludzi, bo opowiada tak naprawdę o nich, o nas. To sztuka, więc nie krępuje jej galeria czy sala muzeum i tam też powinna pozostać. Jednak nie tylko.

Są jednak wątpliwości co do finansowania wydarzenia.

- Nie użyłbym tu słowa „wątpliwości”.  Na organizację festiwalu potrzeba pieniędzy. To impreza o światowym zasięgu, zatem nie jest tania. Satyrykon jest możliwy, bo ma wsparcie władz miasta. Prezydent Tadeusz Krzakowski nie opuścił żadnego festiwalu. To zresztą też jest nasz wyróżnik, bo dla wielu gości, którzy są na Satyrykonie po raz pierwszy, jest czymś niezwykłym, dużym zaskoczeniem, że prezydent miasta jest w samym środku wydarzenia. Czują się w ten sposób wyróżnieni. To wsparcie to nie tylko obecność i prawdziwa troska, żywe zainteresowanie Satyrykonem. To przede wszystkim pieniądze. Wątpliwości zatem nie ma: Satyrykon jest, bo miasto przekazuje w dotacji dla LCK środki, które m.in. są podstawą tej imprezy. Bez nich by jej nie było.

Czy możemy już dziś zaprosić na przyszłoroczny Satyrykon?

- Posiedzenie Rady Artystycznej było w pewien sposób pierwszym akordem przyszłorocznego Satyrykonu. Wierzymy, że wydarzenie odbędzie się normalnie, ale wszystko zależy od sytuacji epidemiologicznej. Mam nadzieję, że pandemia zostanie pokonana i nic nie będzie stało na przeszkodzie, byśmy spotkali się na Satyrykonie z artystami ze świata, publicznością. O tym co nas czeka zdecydują też sprawy finansowe. Zaczęły się trudne czasy, kryzys jest faktem i trudniej dziś mówić o przyszłości. Ja zresztą wolę robić niż opowiadać. Dlatego zaczęliśmy przygotowywać przyszłoroczną imprezę, ale jest tam wiele pomysłów, które trzeba będzie na bieżąco weryfikować, bo dziś jeszcze nie wiadomo czy uda się je zrealizować. Co nas zatem czeka? Na pewno sporo pracy i – w co głęboko wierzę – najlepszy możliwy efekt tej pracy w czerwcu. A na szczegóły musimy poczekać.