Paweł Kuczyński i jego „myszy, koty i ludzie” w Galerii Satyrykon

Od 4 sierpnia w Galerii Satyrykon czeka na Was wystawa Pawła Kuczyńskiego zatytułowana „myszy, koty i ludzie”. Wernisaż wystawy z udziałem autora ekspozycji – laureata Grand Prix Satyrykonu 2024 – odbędzie się w piątek, 7 sierpnia o godz. 18:00.

Urodzony w 1976 r. w Szczecinie jest absolwentem ASP w Poznaniu. W 2001 r. obronił dyplom w zakresie rysunku.
Od 2004 r. czynnie uczestniczył w konkursach
na rysunek satyryczny. Do dzisiaj zdobył ponad
160 nagród i wyróżnień.
Jest laureatem Grand Prix Satyrykonu 2024.
Obecnie zajmuje się głównie ilustracją prasową.

RYSUNKI I WĄSY WYSOKIEGO NAPIĘCIA, CZYLI PAWŁA KUCZYŃSKIEGO REALISTYCZNY SURREALIZM

 

Paweł Kuczyński, rocznik 1976, rysunkiem satyrycznym zaczął się parać jakieś dwie dekady temu. Właśnie wtedy, w 2005 roku, otrzymał „Eryka” – nagrodę Stowarzyszenia Polskich Artystów Karykatury jako odkrycie roku. Dwadzieścia lat to 7300 dni, a zważywszy, że od 2004 roku otrzymał on 170 nagród i wyróżnień, to mniej więcej co 40 dni ktoś, gdzieś Kuczyńskiemu laury przyznaje. Gremia krajowe ochoczo, ale i te zagraniczne (m.in. w Turcja, Włoszech, Belgii i Japonii) obsypują go grand-prixami, medalami, nagrodami specjalnymi i tymi regulaminowymi też. A to tylko dowód na to, że materia jego prac jest zrozumiała pod każdą szerokością geograficzną i w każdym kręgu kulturowym.
Z jednej bowiem strony ten absolwent grafiki poznańskiej uczelni artystycznej (niegdyś Akademii, teraz Uniwersytecie im. Magdaleny Abakanowicz) niczym Ezop, a po nim La Fontaine, którzy w swoich bajkach pod postacią zwierząt konstatowali odwieczne prawdy o ludziach, opowiada o nas, o was i o nich jak najbardziej też. Z drugiej strony wciela się w rasowego felietonistę, który regularnie, inteligentnie i celnie puentuje absurdy świata, w jakim przyszło nam
mierzyć się z przeciwnościami i wyzwaniami, swoimi małostkami i cudzymi megalomaniami. Z tą różnicą, że ten komentarz dostarcza w formie graficznej. I tu wygrywa w cuglach, bo nie potrzebuje tłumacza, o czym już była mowa.

 

 

Publiczność legnicka zna go bardzo dobrze, bo często pojawia się ze swoimi pracami na wystawach pokonkursowych międzynarodowego Satyrykonu. W Legnicy zdobył też nie jeden liść laurowy do swojego imponującego wieńca chwały. Teraz nadarza się okazja, żeby w jednym miejscu (Galeria Satyrykonu) zobaczyć kilkadziesiąt prac Kuczyńskiego i nacieszyć oczy, ale przede wszystkim usatysfakcjonować szare komórki, które zostaną pobudzone czasem do błyskawicznej asocjacji, czasem do niespodziewanych połączeń faktów, a znacznie częściej do słusznej refleksji nad słabnącą kondycją ludzkości.

Staranna kreska rysunków Kuczyńskiego precyzyjnie określa kogo i co, gdzie i kiedy oraz w jakich okolicznościach oglądamy. W sposobie obrazowania bohaterów i światów przedstawionych przypomina Rene Magritte’a – belgijskiego malarza surrealistę. Artysta w odpowiedzi na zasłyszaną o swojej twórczości opinię, że jest autorem surrealistycznych rysunków, stwierdził, że jest realistycznym ilustratorem naszych surrealistycznych czasów. Od
surrealistów niewątpliwie zaczerpnął zabawę skalą (olbrzymie szpilki w pracy Instrukcja), oniryczne pejzaże (np. w Czyścicielu, Latarni), zaskakujące hybrydy (szczotka-żagiel z Czyściciela, słuchawki w formie dwóch małych ptasich
klatek w Headphones) i transformacje (strony książki stające się falami morskimi w Oceanie, skały przybierające kształt fortepianu w Muzyce czy też biblioteczki we Wspinaczce). Te wizualne operacje budują jednocześnie fascynujące skróty myślowe, intrygujące metafory, zabawne skojarzenia. Kiedy starsza kobieta i wiekowy mężczyzna siedzą na dwóch końcach sofy, a nad nimi wisi na ścianie nie tylko klasyczny obrazek z nagą parą pod drzewem, na którym czyha wąż, ale i wizerunek szkieletu węża z jabłkiem w pysku, pole do interpretacji grzechu pierworodnego i próby odtworzenia rzeczywistego przebiegu biblijnej historii zostaje zaskakująco otwarte. 

 

Osobna część ekspozycji ukazuje prace pozostające w kocio-mysim uniwersum. Kogóż tu nie znajdziemy. Jest KOTmonauta uzależniony od kłębka wełny jak astronauta od tlenu i rakiety – Plaz in Space, jest psyKOTerapeuta, który
pacjenta/pacjentkę mysz poddaje testowi własnych ślinianek, jako że w łapach dzierży gotowe do akcji nóż i widelec – w pracy Terapia, jest wreszcie KOTfesjonał, w którym w roli spowiednika występuje pozornie tylko milutki pręgowany,
a w roli spowiadającej biała myszka – Pure Soul. W rysunku Modlitwa trzy gryzonie nawet nie uświadamiają sobie, że przedposiłkowy rytuał za chwilę okaże się modlitwą przedśmiertną, bowiem apetycznie i elegancko wyeksponowany ser jest w istocie okrutną przynętą umieszczoną w łapce na myszy.
Nieodparcie komiczne (tragikomiczne?) jest mysie konsylium lekarskie deliberujące nad kondycją kociego pacjenta leżącego w szpitalnym łóżku – Chory kotek. Ciekawe tylko, czy zastanawiają się one nad terapią, czy może wręcz
przeciwnie. Z kolei dreszcz niepokoju towarzyszy odbiorowi pracy Dostawca, w której mysi gastrokurier zamierza doręczyć potrawę do mieszkania, za uchylonymi drzwiami którego widać tylko cień. Niestety wyraźnie rozpoznawalna
jest w nim kocia sylwetka. Trudno nie zrozumieć, że sam dostawca stał się zamówieniem. Na swój sposób podobną sytuację widzimy w pracy Hamak. Oto królowa życia – myszka z drinkiem z palemką wyleguje się w hamaku
rozpostartym między dwoma… kotami. Z jej perspektywy pewnie nie widać, że ten hamak to w rzeczywistości serweta dwóch smakoszy tylko chwilowo zahipnotyzowanych wahadłowym ruchem. Wielki ładunek liryczny niesie z kolei
rysunek Moustache Trap. Oto stada niewątpliwie rozświergotanych ptaszków przysiadły na drutach wysokiego napięcia. Ptaszęta także nie śledzą, gdzie linie te mają swój początek – no, przecież na pyszczku słodkiego dachowca,
który z niewinną miną przysiadł przy swojej miseczce. Ta za chwilę już nie będzie pusta.

 

 

Osobną grupę tematyczną stanowią prace, które orbitują wokół książki, a raczej jej potencjału poznawczego i wyobraźniotwórczego. Dziecko karmione przez zaczytaną matkę ssie miast piersi róg książki – Edukacja. Latarnia wydaje się być na równi zainteresowana fabułą, sądząc z przekrzywionego snopu światła, co pogrążony w lekturze i w fotelu mężczyzna na nadmorskim urwisku, najwyraźniej jakiś potomek Sienkiewiczowskiego latarnika. Ułożone w stos woluminy stają się portem, z którego możliwa jest każda, nawet najdalsza wyprawa – Podróż. A upór, wytrwałość i odwaga pozwala pokonać każdy szczyt, nawet stromą skałę-niekończący się regał wypełniony książkami w pracy Wspinaczka. Rysunki Pawła Kuczyńskiego, niezwykle przyjemne w formie, najczęściej zwodzą swoją poprawnością, czystością, porządkiem kompozycyjnym, spokojnym konturem i harmonijną kolorystyką. Ich zawartość treściowa burzy samopoczucie, bo z reguły podsuwa gorzkie prawdy, wypierane mechanizmy, niewygodne fakty. O ileż cieplej na sercu, gdy wyobrażamy sobie poczciwego Mikołaja w czerwonym płaszczu wrzucającego przez komin prezenty. Scena, w której na dachach domów w grudniowy wieczór pojawia się armia ubogich chińskich rolniczek i rolników nie ma już nic z pocztówkowej świątecznej atmosfery. Ale od tego właśnie jest satyra. Jej ostrze wędruje w bezczelnie wypięte brzuchy grubych myszy, ale też w najmniej spodziewane kierunki, nie pozwalając, by telefony komórkowe stały się naszymi klapkami na oczy. 

Anita Wincencjusz-Patyna

Przejdź do treści