Wygrać Satyrykon to jak zostać królem strzelców ligi hiszpańskiej

Urodzony w 1979 roku w irańskim Teheranie artysta zdobył Grand Prix tegorocznej edycji Satyrykonu – stworzona przez niego praca „Komuniści!” błyskawicznie przykuła uwagę jurorów, a jej polityczny wydźwięk był głośno komentowany zarówno przez komisję, jak i miłośników satyry. Seyed Ali Miraee osobiście odebrał tę niesamowicie ważną dla niego nagrodę, a podczas pierwszej wizyty w Legnicy poświęcił nam kilka minut: w krótkiej rozmowie nawiązał do początków znajomości z Satyrykonem, trudności związanych z rozśmieszaniem ludzi w niedemokratycznym kraju i reakcji rodzimych mediów na jego osiągnięcie. Wysłuchał Michał Przechera (LCK).

Jesteś po raz pierwszy w Legnicy. Polska kojarzy ci się z czymś szczególnym?

- Polska w kwestii rysunków, grafik i, przede wszystkim, projektowania plakatów jest bardzo znana i ma swój własny styl, który wpływa na artystów na całym świecie poprzez prezentowanie swojej bogatej perspektywy. Odwiedzenie galerii sztuki i możliwość uczestnictwa w Satyrykonie w kraju o tak bogatych tradycjach jest dla mnie ekscytujące. To także bardzo miłe, że nagrodą w tym konkursie jest symboliczny złoty klucz do miasta.

Kiedy dowiedziałeś się o Satyrykonie? To rozpoznawalny konkurs wśród irańskich artystów?

- Możecie w to nie uwierzyć, ale byłem zaledwie czternastolatkiem, gdy w magazynie rysowników Kayhan zobaczyłem regulamin Satyrykonu – ta sytuacja miała miejsce w 1993 roku. Irańscy artyści doceniają polską sztukę graficzną, a konsekwencją tego jest fakt, że legnicka impreza to w moim kraju rozpoznawalne wydarzenie. Gdy miałem 27 lat, zdobyłem główną nagrodę na festiwalu w Rumunii; w kolejnych latach udawało mi się odnosić również inne sukcesy, jednak najczęściej nie spotykałem się z gratulacjami kolegów po fachu. Gdy otrzymałem Grand Prix Satyrykonu, ich reakcja była jednak całkowicie inna. Jeden ze znajomych powiedział mi wtedy, że na przestrzeni 42 edycji tego festiwalu to pierwsza sytuacja, gdy główną nagrodę zgarnął artysta spoza Europy, a ten triumf można porównać do zostania królem strzelców piłkarskiej ligi hiszpańskiej.

Jak dowiedziałeś się się o otrzymaniu Grand Prix Satyrykonu?

- Telefonicznie – Sajjad Rafei, kolejny z Irańczyków wyróżnionych na Satyrykonie, zadzwonił z dobrymi informacjami. To niesamowite – w ubiegłym roku, dokładnie 12 czerwca, dostałem od niego SMS-a o wygraniu przeze mnie cypryjskiego festiwalu. Odpowiedziałem mu, że chciałbym, żebyśmy w przyszłości pojechali razem do Polski – do dziś mam tę wiadomość na telefonie. I jestem zaskoczony tempem urzeczywistnienia tych planów, bo moje marzenie spełniło się już dokładnie rok później.

Teraz możesz świętować, jednak w 2020 roku czeka cię spore wyzwanie: będziesz partycypował w pracach satyrykonowego jury.

- Uczestniczyłem już w tej roli w innych wydarzeniach związanych z rysunkiem, jak chociażby na festiwalu w Meksyku. Ocenianie prac na tak prestiżowej imprezie jak Satyrykon traktuję jak honor i wyróżnienie w mojej karierze – rywalizują tu najlepsi artyści z całego świata i możliwość pracy w jury odbieram jako niezwykle atrakcyjny sprawdzian.

Tegoroczny Satyrykon nieodłącznie kojarzy się z twoją pracą „Komuniści!” prezentującą połączenie twarzy Józefa Stalina i Kim Dzong Una. Obawiasz się czasami konsekwencji takich odważnych artystycznie i politycznie zestawień?

- Bardzo zaskoczyły mnie reakcje w Iranie. Współpracuję tam z dwoma reformatorskimi gazetami – jedna z nich odmówiła publikacji tej pracy ze względu na pewne „kwestie natury politycznej”. Finalnie „Komuniści!” zostali zaprezentowani w drugim z wydawnictw, które już czterokrotnie było zakazane – aktualna sytuacja tego pisma znów prezentuje się nieciekawie. Gdy artysta wygrywa nagrodę na międzynarodowym, prestiżowym festiwalu, gazety i agencje prasowe odnotowują to osiągnięcie. Mój międzynarodowy sukces spotkał się z reakcjami mediów, ale – pomimo poważania dla tej nagrody – nikt nie odważył się się na opublikowanie tej pracy. Nie zdecydował się na to nawet angielski oddział najbardziej renomowanej strony dotyczącej karykatury, który kierowany jest przez rząd. Jedyną gazetą, która wydrukowała moją grafikę był Ghanoon. To ciekawe, że ten tytuł został zamknięty – z innych powodów – kilka dni później.

Polityka towarzyszy nam na każdym kroku. Uważasz, że satyra może być efektywną bronią w walce z niesprawiedliwością rządzących?

- Wtrącanie do więzienia artystów satyrycznych udowadnia, że w tych społeczeństwach polemika z niesprawiedliwością jest efektywna. Spójrzcie tylko, co dzieje się w krajach Środkowego Wschodu – to najlepszy dowód na potwierdzenie moich słów.

Co sprawia, że chcesz rozśmieszać innych?

- We współczesnym świecie obserwujemy coraz więcej zmagań pomiędzy sprzecznościami. Na przykład dziś, pomimo szeroko rozpowszechnionych mediów społecznościowych i mediów w ogóle, ludzie czują się coraz bardziej samotni. Religijne rządy i komunistyczne reżimy jednoczą się i nie obchodzi ich opinia publiczna – to wygląda tak, jakby ludzkie szyderstwa nie były dla nich istotne. I te wszystkie sprzeczności stają się dla mnie najbardziej intensywnie prowokujące do śmiechu i rozśmieszania innych.

Ironia i czarny humor mogą zmienić świat na lepsze?

- Nie jestem przekonany, czy to możliwe, żeby zmieniać świat przez humor, ale w ten sposób na pewno możemy uczynić go bardziej znośnym. Gdy byłem dzieckiem, głośno śpiewałem, by przezwyciężyć strach przed samotnością i ciemnością. Teraz tę rolę pełni dla mnie rysowanie.

Pochodzisz z Iranu. Jak istotne w kontekście artystycznym jest twoje obywatelstwo?

- Aktualna sytuacja w moim kraju wpływa na artystów w podobny sposób, jak wyglądało to w krajach wschodniego bloku. Rządy niedemokratycznych państw niebezpośrednio, ale poważnie, oddziałują na twórców. Wyrażanie swoich koncepcji i poleganie na humorze to przykłady tego fenomenu – zarówno w literaturze, jak i w sztukach wizualnych czy performatywnych.

Zdjęcia Piotr Krzyżanowski