Publiczność w Legnicy jest bardziej wymagająca

Maciej Zembaty…1980…1983…1990

Zaprzyjaźniony z Andrzejem Tomiałojciem Maciej Zembaty od początku lat 70. bywał w Legnicy dość często. W ramach Satyrykonu pojawił się trzy razy. W 1980, w 1983, a potem po dłuższej przerwie w 1990. Pierwszy raz się jawi dosyć tajemniczo. Apetyt na satyrykonowy kabareton zaczynano rozbudzać w legniczanach już w styczniu. Jednak choć zapowiadano i Tey i Wały Jagiellońskie, Studio 202 i Jonasza Koftę, o Zembatym jakoś nie było mowy. Tym niemniej później się okazało, że czyniono zakusy, by uczynić go „piszącym uczestnikiem satyrycznego pleneru”. Trudno oprzeć się wrażeniu, że nieco przytłumiła go barwna indywidualność Jonasza Kofty. Ten odbywał liczne spotkania, wprawił w osłupienie pracowników Zakładów Przemysłu Odzieżowego ELPO, którzy „nie podporządkowali się regułom gry kabaretowej, co utrudniło odbiór skomplikowanych językowo niektórych sekwencji słownych” i zażądali zwrotu pieniędzy, a na balu „wyśpiewywał swoje i nie swoje piosenki”. Zembaty na pewno wystąpił na otwartym spotkaniu dla legnickiej publiczności i na kończącym Satyrykon zamkniętym recitalu. „Ballady do słów Cohena oraz własne kompozycje spotkały się z entuzjastycznym przyjęciem przez obie grupy odbiorców”.

Maciej Zembaty 1980, fot.Staszek Celoch

Maciej Zembaty 1980, fot.Staszek Celoch

Wspomina Ewa Barciszewska:
„Dyskoteka Satyrykonu” na zakończenie imprezy w 1980 r. odbyła się w hotelu „Cuprum” i jej główną atrakcją miał być występ Macieja Zembatego – bez cenzury, w wąskim gronie osób zaproszonych, w formie przerywników biesiady i zabawy tanecznej. Wśród dyskotekowych gości rysownicy, organizatorzy, szef wydziału propagandy KW PZPR (!) i kabareciarze, którzy jeszcze nie wyjechali, m.in. Jonasz Kofta i Tadeusz Drozda ze swoimi muzykami. Po kilku piosenkach Zembatego nagle na parkiet wychodzi Jonasz, zabiera mu mikrofon i zaczyna swój znany numer, który brzmi mniej więcej tak: Kochani, przed laty napisałem piosenkę, którą dzisiaj w każdej knajpie, od morza do Tatr, mogę za 100 zł zamówić u każdego klezmera, u każdej kapeli i tańczyć przy niej do upadłego. Teraz zaśpiewam ją dla was, a wy, proszę, tańczcie, bawcie się! No i zaczyna się „To była blondynka…”. Natychmiast na parkiet wyciągnął mnie Wojtek Grzymała a Jonasz pozwolił nam nawet podśpiewywać do mikrofonu w charakterze chórku.

Zabawa rozkręcała się coraz bardziej, bo ad hoc przyjęto zasadę, że u każdego obecnego na sali artysty można zamówić… coś do tańca. W pewnym momencie czyjeś zamówienie przyjął Zembaty, ale zanim zaczął śpiewać wstał, rozejrzał się po sali i głośno zapytał: „Czy ta impreza naprawdę jest zamknięta i mogę śpiewać tekst nieocenzurowany?” Po uzyskaniu potwierdzenia zaczął piosenkę Jacka Kleyffa  „Sejm kalek”. Przy refrenie „stuk puk laską w podłogę, sejm, sejm wyraża zgodę…” i rytmicznych oklaskach oczy wszystkich zwróciły się na… towarzysza sekretarza, który – biedaczek – sam nie wiedział, jak się zachować: śmiać się i klaskać z innymi, może wyjść? Siedział w efekcie tych swoich ideologicznych rozterek z bardzo głupią miną, zastygłym na ustach półuśmieszkiem i nerwowo skubał widelcem coś na swoim talerzu. A bal obok i wokół niego trwał…”

Jonasz Kofta, Konkrety, 1980; Maciej Zembaty, Satyrykon 1983, fot. Franciszek Grzywacz

Jonasz Kofta, Konkrety, 1980; Maciej Zembaty, Satyrykon 1983, fot. Franciszek Grzywacz

W 1983 Zembaty przyjechał wraz z Johnem Porterem z programem „Jest czwarta nad ranem”. Pomagałem w opracowywaniu tych piosenek. Wprawdzie nie przepadałem za Cohenem, ale humor Maćka tak mnie ujął, że nie miałem serca mu odmówić. Byłem zdumiony, że w głębokiej komunie pozwolono na program, podczas którego mogliśmy sobie zapalić jointa i poczuć się jak hipisi – wspominał tamten czas John Porter. 9 i 10 marca na występy w klubie Hutnik (na 19.00 i 22.00) „ludziska walili tłumnie” jak donosił rzecznik prasowy Satyrykonu Krzysztof Kucharski. „Maciek Zembaty nie dał nam żadnego tekstu, ale jest naprawdę bardzo miły” informowała nieoficjalna satyrykonowa gazetka.

Satyrykonowa gazetka,  1983; Konkrety, 1983

Satyrykonowa gazetka, 1983; Konkrety, 1983

Po występie w 1990 roku w udzielonym przez Zembatego „Rzeczpospolitej” wywiadzie pojawił się niespodziewanie następujący fragment: Publiczność w Legnicy jest jednak znacznie bardziej wymagająca od publiczności w Chicago i wie, co się w Polsce święci. Nawiązujemy kontakt w pół słowa. W Stanach, przez sam fakt, że jest się z Polski, stanowi się już atrakcję i spełnienie oczekiwań. Tam naszą publicznością są ludzie, którzy wyjechali z Polski 10, 15, 30 lat temu. Dlatego po najaktualniejszych polskich dowcipach zapada martwa cisza. Wobec reprezentantów Polonii trzeba się odwoływać do tego, co pamiętają. W naszej prasie często pojawiają się głosy, że artysta X odbył tournée po Stanach Zjednoczonych. To dobrze brzmi. Na ogół oznacza przejazdy po dwa tysiące kilometrów dziennie, żeby wystąpić w jakiejś salce parafialnej albo w prywatnym mieszkaniu dla dwudziestu osób. Zresztą teraz, wraz z wymienialnością złotówki, różnica pomiędzy tym, co można zarobić w Chicago, a Legnicy znacznie się zmniejszyła. Dziś trzeba szukać sposobu nie na to, aby aluzyjnie dotknąć jakiegoś problemu, tylko żeby naprawdę – poprzez żart i inteligentną refleksję – odkryć jego istotę. To już jest o wiele trudniejsze. (cytat z wywiadu za http://culture.pl/pl/tworca/maciej-zembaty)

Legnica też o Macieju Zembatym pamięta. W tym roku, podczas ceremonii otwarcia Satyrykonu (16 czerwca, godzina 17.00) „pod Filipem” zostanie odsłonięta poświęcona artyście tablica pamiątkowa.