Plenerów czar

W ciągu 40 lat wiele było pomysłów na rozszerzenie i ożywienie formuły Satyrykonu. Nietypowe wernisaże, nawet sesja naukowa. Były i plenery, za którymi wielu łza się w oku kręci…

wspomina Ewa Barciszewska

Satyrycy, zwłaszcza ci rysujący, okazali się… żądni integracji. Poza nielicznymi przypadkami nie znali się nawzajem osobiście – znali tylko swoje rysunki z łamów gazet. I to Legnica okazała się miejscem, w którym wreszcie mogli się spotkać Cebula z Kapustą, Jujka ze Stokiem  czy Zdrodowski z Rzeszutkiem. Widząc to zjawisko, które materializowało się w formie przygotowywanych nocami gazetek, „drukowanych” początkowo za pomocą spirytusowego powielacza, organizatorzy postanowili artystom w tej integracji nieco pomóc. Najpierw były to spotkania autorskie karykaturzystów w organizowanych ad hoc duetach czy tercetach, wspólne wyprawy satyryków do legnickich zakładów pracy (np. Browar czy Huta Miedzi) i wycieczki w różne ciekawe miejsca na całym Dolnym Śląsku. W końcu wykluły się z tego dwa albo trzy „plenery satyryczne”. Rysowników zaproszono do przyjazdu na parę dni przed otwarciem wystawy konkursowej i wywieziono w przyjemne miejsce, gdzie mogli się integrować przez jakiś czas do woli i swobodnie, zostawiając potem swoje dzieła do zbiorów powstającej Galerii Satyrykonu. Takie plenery odbyły się na pewno w Książu i Piotrowicach. Może jeszcze gdzieś, ale nie pamiętam…

Mirosław Zdrodowski - plon pleneru 1979 w Galerii Satyrykonu

Mirosław Zdrodowski – plon pleneru 1979 w Galerii Satyrykonu

Największą – pozaartystyczną – furorę na plenerze w Książu (1985) zrobili na pewno Pogorzelcy, czyli Tomek Rzeszutek (Szczecin) i Mirek Zdrodowski (Lublin). Młodzi artyści, zmęczeni ekscytującym, twórczym dniem, postanowili przed snem napić się jeszcze w swoim pokoju herbaty. Polskim, delegacyjnym zwyczajem nalali wodę do szklanki czy kubka i wsadzili do niej grzałkę. Obudzili się w kłębach dymu i nie było to dla nich specjalnie przyjemne. Straty popożarowe musieli – niestety – pokryć ze swoich satyrykonowych nagród.

Satyrykonowa gazetka 1978, nagrodzone w 1985 roku prace: Tomasz Rzeszutek i Mirosław Zdrodowski (kopia z katalogu, niestety, nie zachował się oryginał)

Satyrykonowa gazetka 1978, nagrodzone w 1985 roku prace: Tomasz Rzeszutek i Mirosław Zdrodowski (kopia z katalogu, niestety, nie zachował się oryginał)

Z pobytu w Piotrowicach, w 1987 r., utkwiło mi w pamięci zdarzenie innej zupełnie natury. Pierwszego wieczoru satyrycy, dziennikarze i inni jeszcze goście „integrowali się” do późna w jakimś wspólnym, większym pomieszczeniu. Był wśród nas Andrzej Garczarek – bardzo wówczas popularny poeta z gitarą, znany przede wszystkim z piosenki zaczynającej się od słów: Przyjaciół nikt nie będzie mi wybierał, wrogów poszukam sobie sam / Dlaczego, ku… m.. bez przerwy poucza ktoś, co robić mam… Jak na poetę i barda przystało zmontował dla siebie „estradę” złożoną ze stolika i stojącego na nim krzesła, no i zaczął się koncert, wspierany głosami i oklaskami słuchaczy. Po jakimś czasie świetnej zabawy z hukiem otworzyły się drzwi i do pomieszczenia wkroczyli dwaj albo trzej… milicjanci. Podobno to miejscowa ludność zawiadomiła ich o tej „pożałowania godnej, pijackiej burdzie”. W pierwszej kolejności nakazali artyście zejść na ziemię – dosłownie i w przenośni. Zanim zdążyli zażądać od niego dowodu osobistego podszedł do nich jeden z uczestników wieczoru, legniczanin, nazwijmy go Z. Ów Z pierwszy wyciągnął z kieszeni jakiś tajemniczy dokument, pokazał go funkcjonariuszom, coś cicho do nich powiedział i… zamknął za wycofującymi się i salutującymi mu drzwi. Po czym z miłym uśmiechem, gestem  zachęcił Garczarka do kontynuowania koncertu. Ci, którzy byli bliżej usłyszeli podobno cedzony przez zęby tekst: – Wyp…. stąd! I zapamiętajcie sobie, że dawno się tak kulturalnie nie bawiłem!

Wspomniane wydarzenia trafiły na łamy ówczesnych "Konkretów" (1987)

Wspomniane wydarzenia trafiły na łamy ówczesnych „Konkretów” (1987)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *