Legnica. Satyryczne impresje.

Chyba każde miasto w Europie pragnęłoby mieć takiego piewcę: niestrudzonego w obserwacji i badaniu historycznych źródeł, potrafiącego odłowić okruchy piękna z tego, co powszednie i szpetne, a na dodatek obdarzonego tak bardzo dającym do myślenia krytycznym spojrzeniem i ciętym dowcipem. Tak powstają wizje, które mają szansę nas przetrwać… Od czasu wspaniałej wystawy o Wenecji, poprzez Paryż, Stambuł, Ateny i Brugię Florian Doru Crihana stał się w portretowaniu miast prawdziwym specjalistą. Cieszy więc, że do tego elitarnego grona dołączyła również Legnica.

Artysta bywa u nas od lat. Sam też podkreśla, że tutaj też od nagród na Satyrykonie i poznania mecenasów propagujących jego twórczość w Europie do pewnego stopnia zaczęła się jego światowa  kariera. Jednak dokładność, wielostronność i głębia potraktowania tematu wynika nie tyle z tych pozaartystycznych przyczyn, ile z samej osobowości autora, a może i nieco (powiedzmy to nieskromnie) z „ducha miejsca”.

„Satyryczne impresje” to cykl czterdziestu obrazów, na których spotykamy większość ważnych miejsc Legnicy, można powiedzieć jej symboli. A więc teatr miejski, rynek, śledziówki, ratusz, biblioteka, piastowski zamek, park i przyległości, koszary, dworzec kolejowy… Pozornie nic nowego, a przecież  każdy, kto zna, bardzo się zdziwi… Niczym w dawnych wedutach mieszają się tutaj rzeczywistość i surrealistyczne szczegóły. Zarazem jednak jest to fantazja niezwykle konkretna.

Zadziwiające, jak wiele rzeczy, które mogą się wydawać pięknym zmyśleniem, kompozycyjnych ujęć, a nawet satyrycznych konceptów ma swoje źródła w rzeczywistości, zwłaszcza tej, jaką zapisały dawne „Gruss aus Liegnitz”. Jednak, co jeszcze ważniejsze, wszystkie te będące znakiem niezwykle dokładnego przyjrzenia się źródłom detale ulegają dalszym fascynującym przetworzeniom. Stają się pionkami w grze pełnej niekończących się finezyjnych dowcipów, porozumiewawczych mrugnięć oka i zagadek, a także podstawą skomplikowanej historycznej, czy wręcz historiozoficznej metafory. Można by też rzec, że to Legnica „idealna”. Bezczasowy świat pamięci, w którym nic nie ginie, choć często zmienia proporcje i w pozornej estetycznej harmonii współistnieją wszyscy antagoniści niegdysiejszych dramatów. Wszystko to, co w historycznym rozwoju wzajemnie się wypierało i wykluczało.

Rzecz charakterystyczna – owa sielska, fantastyczna i jakże chwilami egzotyczna Legnica bynajmniej nie kryje tego, że często mocno przypomina Wenecję, Paryż, Stambuł, portową Brugię, czy nawet Londyn. Analogie wynikają oczywiście z nastawienia patrzącego, ale też z uniwersalności ludzkich dążeń. To obraz mieszkających tutaj szalonych marzeń o nieosiągalnej przecież pełni. O sielskiej prowincji i stolicy, miejscu swojskim i egzotycznym, centrum warzywnictwa, rajskim ogrodzie, potędze przemysłowej i kurorcie, kolebce militarnych podbojów, kolonialnej potędze i szańcu kultury zarazem… Bo nasze miasto przerobiło wszystkie utopie nowożytnej Europy (i ich konsekwencje), a ich niebezpieczny sens przeziera z tych sielskich obrazów niczym napotkana w Arkadii czaszka. Albo satyryczna armatka ukryta w kwiatach.

„Legnickie impresje” to obraz każdego właściwie miejsca w Europie Środkowej, które doświadczało zmian przynależności państwowej , wpływu mocarstwowych ambicji i utopii totalitarnych systemów, historia świata w ogóle i historia historii. Po części opowieść o  przemijaniu, opowiedziana jednak – rzecz charakterystyczna  – bez ruin.  Tu – jak na inżyniera od wody przystało – „ wszystko płynie”. A także przetapia się, przesypuje i przerasta. To opowieść o świecie, który nieustannie się odnawia i rozsadza stare formy.

Można by ksenofobicznie narzekać, że mało tu prawdziwie naszych, polskich śladów… Bo też ostatnie kilkadziesiąt lat to chwila – biorąc pod uwagę wieki historii. Ale zarazem to właśnie nasze najważniejsze zbiorowe, współczesne przeżycia – socrealistyczne wyburzenia w centrum miasta, powodzie, ostatni huragan – są źródłem najistotniejszych historiozoficznych metafor. I bardzo wiele tu z wszystkich tych, którzy to miasto i jego przeszłość pokochali i o tym opowiedzieli. O zeppelinach, hodowanych tutaj niegdyś ogórkach, znaczeniu kolei i dworca, tramwajach na rynku, fabryce fortepianów, hucie i metalurgii, Rosjanach i „Kwadracie”… Można się nawet chwilami domyślić, kto jakie idee zaszczepił.

Jest tu wreszcie i Satyrykon, wierny legnicki sojusznik Don Kichota, obrońca idei niepopularnych i „niepoważnych” jak odpustowe wiatraczki. Jak choćby sprawienie swojemu miastu zamiast zwykłego reklamowego prospektu dziwacznej garści satyrycznych impresji…

(ba, notka do kalendarza Satyrykonu 2015)

Florian Doru Crihana urodził się w 1958 roku w Galati, w Rumunii. Ukończył studia na Wydziale Architektury Okrętów (1984), ale od końca lat 80 zajmuje się malarstwem satyrycznym. W 1990 roku w Legnicy na Satyrykonie zdobył jedną z pierwszych swoich nagród i nawiązał artystyczne kontakty, które zapoczątkowały jego europejską karierę. W ramach Satyrykonu Florian Doru Crihana był laureatem  wielu nagród (1993, 1994, 1998, 2000, 2001, 2003, 2005, 2006, w tym trzykrotnie zdobywcą złotego medalu i Nagrody Prezydenta Legnicy), jurorem  (1999, 2013), bohaterem zbiorowych i indywidualnych wystaw (1999 „Rysunek satyryczny”, 2011 „Wenecja”, 2014 „Legnica. Satyryczne impresje”) i katalogów. Wiele jego prac znajduje się również w zbiorach Galerii Satyrykonu.

Zanim przestał brać udział w konkursach Florian Doru Crihana zdobył 80 międzynarodowych nagród, jego prace znajdują się w muzeach, zaś ostatnio najbardziej jest znany jako autor monumentalnych malarskich cykli poświęconych miejscom i kulturowym zjawiskom (np. wieża Eiffla, Titanic), które razem składają się w niepowatrzalną wizję nowożytnej historii.