Roczne archiwum: 2014

Gdzie jest trzeci miś

HANULAK

O Monice Hanulak mówi się jako o jednej z najzdolniejszych polskich ilustratorek młodego pokolenia (choć to truizm obejmujący twór mocno już się rozwarstwiający). Znamy ją jako autorkę plakatu i projektu katalogu pierwszych „Skłonności do ostrości”, czyli „najpiękniejszej książki 2011 roku”. Tam mogliśmy zobaczyć fragmenty ilustracji do „Pampilia” i łatwo dostrzec, że to nie jedyny element łączący ze „Skłonnościami” obecną wystawę. Począwszy od ilustrowanej wraz z sześcioma innymi artystkami antologii wierszy Tuwima, żadna praca Moniki Hanulak nie przeszła bez echa, każda była wyzwaniem dla wydawców i podejmowała grę z czytelniczymi przyzwyczajeniami. A są to rzeczy bardzo różne – od autorskiej „Smoni” po szatę graficzną tekstu Kołakowskiego. W Galerii Satyrykon można będzie zobaczyć od początku do końca dwie z nich. I przeczytać – nie szkodzi, że jedna po francusku, wszak – jak pisze Anna Machwic-Adamkiewicz – dobry ilustrator na równi z autorem opowiada historię.

Dobrze wybrać się w zróżnicowanej wiekowo grupie, ze szczególnym uwzględnieniem najmłodszych. I nie dziwić się, jeśli to właśnie dzieci zwrócą nam uwagę na istotne niuanse i gromkim śmiechem rozwieją wątpliwości co do nadmiernej drastyczności niektórych scen. Bo takie właśnie są te ilustracje – nie maskują rzeczywistości, ale humorem (np. czarnym) oswajają również jej najciemniejsze strony. Nie ułatwiają, ale wręcz przeciwnie stawiają szereg rozmaitych wyzwań inteligencji różnych pokoleń. W zależności od wieku rozwiązania rozmaitych rebusów i zagadek, w tym tej tytułowej, wypadają oczywiście różnie. Niektóre skojarzenia pewnie lepiej roztrząsać już w dojrzalszym gronie. A ponieważ książki są dwie – dodajmy, że jest nie tylko czarno i strasznie, ale też kolorowo i smacznie…

Wystawa potrwa prawie do końca lutego, więc do wielu interesujących szczegółów zdążymy jeszcze wrócić. Na początek dwa linki – do wywiadu z Moniką Hanulak i dla rzucenia wystawy na szersze tło – do ostatnich wiadomości od kogoś, kto wie najlepiej, co w trawie polskiej ilustracji piszczy.

http://wyborcza.pl/1,94899,8098202,Ksiazki_ze_snow.html
http://www.miesiecznik.znak.com.pl/15230/nowe-szaty-graficzne-ksiazki-polskiej

No i może jeszcze dwa małe przykłady, jak Monikę Hanulak widzą na świecie.
http://www.vivavostok.org/monika-hanulak-1973/
http://toutelaculture.com/livres/jeunesse/boucle-dor-et-les-2-ours-de-zidrou-et-monika-hanulak/

Galeria Satyrykon, Legnica, Rynek 36
Monika Hanulak „Gdzie jest trzeci miś”
 6.01.2015 – 23.02.2015, godz.11.00-18.00

Zmarł Tadeusz Łunkiewicz

Za jego silnych, ale i światłych rządów w Wojewódzkim Domu Kultury w Legnicy zaczął się i przez wiele lat rozwijał się Satyrykon. Na przekór dziwnym i trudnym czasom. Przypomnijmy kawałek dawnej bajki :

Dobrze odżywiony ogrodnik – Łunk – pielęgnuje to drzewko z niezwykłą starannością. I nie żałuje darowanej mu w genach energii. Przystrzyga jak mu każą, podlewa i dolewa jak nie widzą. Sprowadza najlepsze szczepki ze wschodu i zachodu, południa i północy. Ze wszystkich stref klimatycznych… Wudekowskie pszczoło-ludki, acz wynędzniałe na poborach zasadniczych – zapylają jak mogą, aby latoś obrodziło. Robią to dla uciechy gawiedzi i ku zmartwieniu ludzi poważnych i na … miejscu. „Ogólnie się jednak powiada, wiecie, że Łunk i jego załoga mają jednakże, coraz lepsze efekty produkcyjne”
(„Opowieści o drzewie, ogrodniku i nie zakazanych owocach” Zbyszko Kiewicz, czyli Zbigniew Fuczkiewicz, Satyrykon 1985, katalog, zamiast wstępu).

Lunk_pas1maly

Zarówno ci, którzy znali Go osobiście, jak i wyłącznie z efektów pracy, dobrze o tym tutaj pamiętają. Na przekór upływowi czasu.

Lunk_pas_3maly

 

 

Zanim odejdzie do lamusa

Zanim wejdziemy w nowy rok i kolejną edycję Satyrykonu obejrzyjmy to raz jeszcze, a pierwszy raz (i ostatni) w internecie. Wystawa pokonkursowa Satyrykon 2014 w całości. Jeszcze raz bardzo dziękujemy „kobiecemu jury”, które ją wybrało i wszystkim wspaniałym uczestnikom.
Dzięki Państwa talentowi, wrażliwości i poczuciu humoru wypadło chyba całkiem nieźle?

Prace nagrodzone

Wystawa Satyrykon Legnica 2014

Satyrykon 2014 wystawa

Kalendarz i wernisaż czyli…

…jak dobrze być legniczaninem

Crihana_wernisaz_1

Takie chwile warto zapamiętać. W Galerii Satyrykon tłum złożony ze wszystkich pokoleń. W tłumie sporo dobrze znanych w Legnicy twarzy – urzędnicy, nauczyciele, stali bywalcy i tacy, którzy właśnie dziś zawitali tu po raz pierwszy. Multum zdjęć niemal natychmiast obiega lokalne serwisy prasowe.

Choć samego artysty nie ma, napisał liścik (czyta go dyrektor Szczepaniak) – ciepłe słowa o przyjaźni  i sprawności promocyjnej wszystkich legnickich sił, w wystawę i  kalendarz zaangażowanych.

Efekt? To najpiękniejszy kalendarz na świecie – pisze Robert Szecówka z Hamburga, ale jemu w końcu można zarzucać tendencyjność… Taki pomysł sprzedałby się nie tylko w jednym mieście, ale i w całym kraju – to już podsłuchane w tłumie trzeźwe słowa, z pewnością warte uwagi… Cieszmy się, że tu mieszkamy – kończy szefowa Satyrykonu, Ela Pietraszko, niespodziewanie wyrwana do odpowiedzi. Kilka płynących z serca zdań, z których każde – celniejsze i dowcipniejsze od poprzedniego – przyjmowane jest z coraz większym aplauzem. Czy ktoś to może nagrał, jeśli nie, wielka szkoda. Dla potomnych odnotujmy, że początek brzmiał: Czy ja mam jakieś kontakty z Crihaną?

Rzeczywistość idealna – sukces artystyczny, towarzyski i marketingowy? Łatwo się pogrążyć w usypiającym samozadowoleniu, ale Florian Doru Crihana nam na to nie pozwoli. Piękno stworzonej przez niego wizji Legnicy budzi zapomnianą dumę  i koi serce, ale też nigdy nie pozwala zapomnieć, jak wiele ten obraz łączy, ale i dzieli od rzeczywistości.

Crihana_wernisaz_3

Crihana_wernisaz_2

Crihana_wernisaz_4

Promocja kalendarza Satyrykonu 2015

Patrząc z perspektywy Legnicy, rok 2014 był rokiem Crihany. Cóż, nie co dzień trafia się miastu takie podsumowanie i mówienia o tym nigdy za wiele. Byłoby też miło, gdyby taki promocyjny rozmach mógł się przy innych satyrykonowych działaniach powtórzyć…

Część związanych z wystawą „Legnica. Satyryczne impresje” wrażeń będzie można zabrać z sobą w rok 2015 przy pomocy dwóch kalendarzy – satyrykonowego i Urzędu Miasta. Żeby było ciekawiej, ściśle współdziałający ze sobą wydawcy zdecydowali się na wybór według dwóch różnych, nie dublujących żadnego obrazu kluczy. Selekcja to zawsze intepretacja, więc dociekliwych kolejny powrót do dobrze już znanego tematu chyba nie znuży…

Promocja satyrykonowego kalendarza podczas wernisażu wystawy „Legnica. Satyryczne impresje” w Galerii Satyrykon,
12 grudnia 2014.
Początek o godz. 18.30, wstęp wolny. Zapraszamy!

kalendarz 2015 więcej

 

Legnica. Satyryczne impresje.

Chyba każde miasto w Europie pragnęłoby mieć takiego piewcę: niestrudzonego w obserwacji i badaniu historycznych źródeł, potrafiącego odłowić okruchy piękna z tego, co powszednie i szpetne, a na dodatek obdarzonego tak bardzo dającym do myślenia krytycznym spojrzeniem i ciętym dowcipem. Tak powstają wizje, które mają szansę nas przetrwać… Od czasu wspaniałej wystawy o Wenecji, poprzez Paryż, Stambuł, Ateny i Brugię Florian Doru Crihana stał się w portretowaniu miast prawdziwym specjalistą. Cieszy więc, że do tego elitarnego grona dołączyła również Legnica.

Artysta bywa u nas od lat. Sam też podkreśla, że tutaj też od nagród na Satyrykonie i poznania mecenasów propagujących jego twórczość w Europie do pewnego stopnia zaczęła się jego światowa  kariera. Jednak dokładność, wielostronność i głębia potraktowania tematu wynika nie tyle z tych pozaartystycznych przyczyn, ile z samej osobowości autora, a może i nieco (powiedzmy to nieskromnie) z „ducha miejsca”.

„Satyryczne impresje” to cykl czterdziestu obrazów, na których spotykamy większość ważnych miejsc Legnicy, można powiedzieć jej symboli. A więc teatr miejski, rynek, śledziówki, ratusz, biblioteka, piastowski zamek, park i przyległości, koszary, dworzec kolejowy… Pozornie nic nowego, a przecież  każdy, kto zna, bardzo się zdziwi… Niczym w dawnych wedutach mieszają się tutaj rzeczywistość i surrealistyczne szczegóły. Zarazem jednak jest to fantazja niezwykle konkretna.

Zadziwiające, jak wiele rzeczy, które mogą się wydawać pięknym zmyśleniem, kompozycyjnych ujęć, a nawet satyrycznych konceptów ma swoje źródła w rzeczywistości, zwłaszcza tej, jaką zapisały dawne „Gruss aus Liegnitz”. Jednak, co jeszcze ważniejsze, wszystkie te będące znakiem niezwykle dokładnego przyjrzenia się źródłom detale ulegają dalszym fascynującym przetworzeniom. Stają się pionkami w grze pełnej niekończących się finezyjnych dowcipów, porozumiewawczych mrugnięć oka i zagadek, a także podstawą skomplikowanej historycznej, czy wręcz historiozoficznej metafory. Można by też rzec, że to Legnica „idealna”. Bezczasowy świat pamięci, w którym nic nie ginie, choć często zmienia proporcje i w pozornej estetycznej harmonii współistnieją wszyscy antagoniści niegdysiejszych dramatów. Wszystko to, co w historycznym rozwoju wzajemnie się wypierało i wykluczało.

Rzecz charakterystyczna – owa sielska, fantastyczna i jakże chwilami egzotyczna Legnica bynajmniej nie kryje tego, że często mocno przypomina Wenecję, Paryż, Stambuł, portową Brugię, czy nawet Londyn. Analogie wynikają oczywiście z nastawienia patrzącego, ale też z uniwersalności ludzkich dążeń. To obraz mieszkających tutaj szalonych marzeń o nieosiągalnej przecież pełni. O sielskiej prowincji i stolicy, miejscu swojskim i egzotycznym, centrum warzywnictwa, rajskim ogrodzie, potędze przemysłowej i kurorcie, kolebce militarnych podbojów, kolonialnej potędze i szańcu kultury zarazem… Bo nasze miasto przerobiło wszystkie utopie nowożytnej Europy (i ich konsekwencje), a ich niebezpieczny sens przeziera z tych sielskich obrazów niczym napotkana w Arkadii czaszka. Albo satyryczna armatka ukryta w kwiatach.

„Legnickie impresje” to obraz każdego właściwie miejsca w Europie Środkowej, które doświadczało zmian przynależności państwowej , wpływu mocarstwowych ambicji i utopii totalitarnych systemów, historia świata w ogóle i historia historii. Po części opowieść o  przemijaniu, opowiedziana jednak – rzecz charakterystyczna  – bez ruin.  Tu – jak na inżyniera od wody przystało – „ wszystko płynie”. A także przetapia się, przesypuje i przerasta. To opowieść o świecie, który nieustannie się odnawia i rozsadza stare formy.

Można by ksenofobicznie narzekać, że mało tu prawdziwie naszych, polskich śladów… Bo też ostatnie kilkadziesiąt lat to chwila – biorąc pod uwagę wieki historii. Ale zarazem to właśnie nasze najważniejsze zbiorowe, współczesne przeżycia – socrealistyczne wyburzenia w centrum miasta, powodzie, ostatni huragan – są źródłem najistotniejszych historiozoficznych metafor. I bardzo wiele tu z wszystkich tych, którzy to miasto i jego przeszłość pokochali i o tym opowiedzieli. O zeppelinach, hodowanych tutaj niegdyś ogórkach, znaczeniu kolei i dworca, tramwajach na rynku, fabryce fortepianów, hucie i metalurgii, Rosjanach i „Kwadracie”… Można się nawet chwilami domyślić, kto jakie idee zaszczepił.

Jest tu wreszcie i Satyrykon, wierny legnicki sojusznik Don Kichota, obrońca idei niepopularnych i „niepoważnych” jak odpustowe wiatraczki. Jak choćby sprawienie swojemu miastu zamiast zwykłego reklamowego prospektu dziwacznej garści satyrycznych impresji…

(ba, notka do kalendarza Satyrykonu 2015)

Florian Doru Crihana urodził się w 1958 roku w Galati, w Rumunii. Ukończył studia na Wydziale Architektury Okrętów (1984), ale od końca lat 80 zajmuje się malarstwem satyrycznym. W 1990 roku w Legnicy na Satyrykonie zdobył jedną z pierwszych swoich nagród i nawiązał artystyczne kontakty, które zapoczątkowały jego europejską karierę. W ramach Satyrykonu Florian Doru Crihana był laureatem  wielu nagród (1993, 1994, 1998, 2000, 2001, 2003, 2005, 2006, w tym trzykrotnie zdobywcą złotego medalu i Nagrody Prezydenta Legnicy), jurorem  (1999, 2013), bohaterem zbiorowych i indywidualnych wystaw (1999 „Rysunek satyryczny”, 2011 „Wenecja”, 2014 „Legnica. Satyryczne impresje”) i katalogów. Wiele jego prac znajduje się również w zbiorach Galerii Satyrykonu.

Zanim przestał brać udział w konkursach Florian Doru Crihana zdobył 80 międzynarodowych nagród, jego prace znajdują się w muzeach, zaś ostatnio najbardziej jest znany jako autor monumentalnych malarskich cykli poświęconych miejscom i kulturowym zjawiskom (np. wieża Eiffla, Titanic), które razem składają się w niepowatrzalną wizję nowożytnej historii.

4 lata Galerii Satyrykon

4_lata_GS_2

Czy zawsze trzeba odnotowywać tylko okrągłe jubileusze? Cztery lata to przecież również całkiem sporo. Tyle minęło, od czasu, gdy Satyrykon, po 33 latach istnienia, zyskał własną galerię.

10 grudnia 2010 r. Galeria Satyrykon zainaugurowała swe istnienie wystawą Marcina Bondarowicza i promocją kalendarza „Literaturity show” Tomasza Brody. Od tego momentu doroczna promocja kalendarza stała się już tradycją i zorganizowaliśmy  tu grubo ponad 20 wystaw.

IMG_0243_pasek

Kropla drąży skałę… Te krople to:  Marcin Bondarowicz, Tomasz Broda, Florian Doru Crihana, Oleg Dergaczow, Stanisław Gajewski, Sławomir Gruca, Klaudia Kost, Małgorzata Lazarek, Magdalena Nowak, Maciej Olender, Leszek Ołdak, Grzegorz Pietkiewicz,  Hanna Pyrzyńska-Piłat, Marek Rybicki, Norbert Sarnecki, Sabina Sokół, Natalia Stachura, Grzegorz Szumowski, Maciej Trzepałka, Bartłomiej Trzos, Madgalena Wosik, Michaił Zlatkowsky, Zenon Żyburtowicz, o uczestnikach wystaw innych zaprzyjaźnionych konkursów, wybitnych twórcach filmu animowanego i komiksu,  George van Raemdoncku czy  Jeanie Cocteau już nie wspominając. Młodzi i starsi, malarze, rysownicy i fotografowie, twórcy komiksu i rzeźbiarze. Czy wystarczy by – jak to nam w 2010 w euforii życzono – Galerię Satyrykon uznać za ważną wizytówkę miasta i Mekkę artystów? Każdego roku, nie tylko w czerwcu, zdarza się tu kilka naprawdę wspaniałych dni.

4_lata_GS

W 2010 zima była już śnieżna i mroźna, przyjaciele jednak nie zawiedli i przybyli na otwarcie. Wierzymy, że w tym roku za dwa dni (piątek 12 grudnia) będzie podobnie.

kalendarz 2015 zaproszenie

Ci wspaniali Bułgarzy!

(przy okazji  wystawy w Muzeum Karykatury)

Z zainteresowaniem czekaliśmy na tę  wystawę. Ze zdumieniem wysłuchaliśmy audycji o niej. Pojawiły się miłe słowa o Legnicy i Satyrykonie – dziękujemy. Ale słuchając pytań prowadzącego audycję zdaliśmy sobie sprawę, że z legnickiej perspektywy wygląda to zupełnie inaczej! Bułgaria, jej dowcip i rysunek satyryczny egzotyczne, nieznane lub niezrozumiałe? Wolne żarty!

audycja o wystawie Karykatura bułgarska

Muzeum Karykatury o swojej wystawie

Począwszy od 1985 roku byli na każdej satyrykonowej wystawie. W połowie lat 80. byli prawdziwą potęgą – np. w 1986 roku do wystawy zakwalifikowało się 25 rysowników bułgarskich.
Ałły i  Czawdara Georgiewych, Valentina Georgieva, Rumena Dragostinova, Ivailo Tsvetkova (i wielu innych)  w Legnicy przedstawiać nie trzeba, ponieważ są oni autorami najbardziej kojarzonych z Satyrykonem dzieł i do nich często trafiały najważniejsze nagrody. Myśl o zbiorowej wystawie po  prostu nasuwała się sama  (ta ze zbiorów Domu Humoru i Satyry w Gabrowie odbyła się w 2010).

W Galerii Satyrykonu mamy prace blisko 90 wspaniałych artystów tej narodowości (niektórych – w wieloletnim przekroju). Przy tej okazji przypomnijmy na razie maleńki fragment.

 

Satyrykon 2012

Valeri Alexandrov Satyrykon 2012

Satyrykon 2005

Stefan Despodov Satyrykon 2005

Satyrykon 2009 (brązowy medal)

Rumen Dragostinov Satyrykon 2009 (brązowy medal)

Satyrykon 2008 (Grand Prix)

Valentin Georgiev Satyrykon 2008 (Grand Prix)

Satyrykon 1986 (nagroda redakcji "Szpilek")

Ałła i Czawdar Georgiewi Satyrykon 1986 (nagroda redakcji „Szpilek”)

Satyrykon 1986

Chavdar Kristev Satyrykon 1986

Satyrykon 2000

Tchavdar Nikolov Satyrykon 2000

Satyrykon 1986

Ivailo Ninov Satyrykon 1986

Satyrykon 1993

Tsocho Peev Satyrykon 1993

Satyrykon 2012

Trayko Popov Satyrykon 2012

Satyrykon 2009 (wyróżnienie)

Ivailo Tsvetkov Satyrykon 2009 (wyróżnienie)

Tomasz Broda „Od Rubęsa do Pikasa…”

Tomasz_ Broda_1

Tomasz_Broda_2

W ciężkich czasach rozmaite poradniki dla zaradnych zawsze prześcigały się w podawaniu recept, jak zrobić coś z niczego. W tej szerokości geograficznej  pewnie wszyscy – bez względu na pokolenie – czasem z dumą myślimy o sobie jako o mistrzach zaradności. Ale gdzież nam do Tomasza Brody. Żadne okoliczności historyczne, klimat, wpływ środowiska czy lektury nie są w stanie wytłumaczyć tej skali szczególnego, jakże przydatnego talentu i  umiejętności.

Jak wiadomo Tomasz Broda potrafi „zrobić sobie” każdego i wszystko. Imprezę (np. Satyrykon), dowolny zabytek czy całe miasto, dzieło sztuki. Doświadczeniem i umiejętnościami dzieli się zaś nie na specjalistycznych, słono płatnych szkoleniach, ale powszechnie i altruistycznie. Fałszerze pójdą z torbami.

Jeśli zaś dodać do tego wsparty szerokim oczytaniem niewątpliwy talent poetycki, temu zaproszeniu na wystawę po prostu oprzeć się nie sposób:

Zaszpanuj Rubęsem i będzie pięknie
Dodaj Fridę Kalo i zrób Wielkie Halo!
Dorzuć dwa Wangogi i cztery Direry
Zobacz sobie w gogle jak wyglądał Brojgel
Zapodaj Wandajka a dostaniesz lajka
Na poprawę ego weź rzeźbę Dalego
Ukryj w bucie słomę najlepiej Bejkonem
Skombinuj Pikasa, a znajdzie się kasa
Świat arcydzieł żąda – kto widział ten trąba!

Zapraszam serdecznie na moją wystawę „Od Rubęsa do Pikasa” w Muzeum Współczesnym Wrocław,
12 grudnia w piątek o godz. 18.00

Tomasz Broda

http://goo.gl/cCdOXR

www.tomaszbroda.pl