Tam gdzie czai się piękna katastrofa. Świat oczami Adama Wójcieckiego

W 2022 rok wkracza w progi Galerii Satyrykon nowa wystawa. Tym razem proponujemy „Lęk kandyzowany” w wykonaniu Adama Wójcickiego.

Adam Wójcicki jest absolwentem Katowickiej Akademii Sztuk Pięknych. Dyplom z wyróżnieniem za współczesną wizualną interpretację wybranych baśni Jacoba i Wilhelma Grimm – „Grimm Fairy tales” zrealizował w pracowni Książki autorskiej Bogny Otto Węgrzyn w 2014 r.

Główne dziedziny jego twórczości to ilustracja książkowa i prasowa, okazjonalnie malarstwo i mural lub animacja. Od lat tworzy ilustracje dla magazynu „Newsweek”. Ma na swoim koncie pracę z wydawnictwami: „Tibum”,”Ha Art!”, ” Dwie siostry”, „Znak” czy „Format”.

Zwycięzca konkursu „Książka dobrze zaprojektowana”.

Wraz z Markiem Bieńczykiem i wydawnictwem Format nagrodzony wyróżnieniem Pióra Fredry w 2012 roku za książkę „Nussi i coś Więcej”.

_____________________________________________

ADAM WÓJCICKI „Lęk kandyzowany”

4.01 – 26.02.2022 r.

Galeria Satyrykon, Rynek 36

Wernisaż odbędzie się 21 stycznia o godz.18.00 – serdecznie zapraszamy!

Bez tytułu2

JAKA PIĘKNA KATASTROFA W ILUSTRACJACH ADAMA WÓJCICKIEGO

Zając w melancholijnym skupieniu wpatruje się w pełnię jaja. Nie, to nie jest przejęzyczenie. Na niebie majaczy bowiem gigantyczne jajo w roli księżyca. Górniczy stan świętuje – bąbelki znad szampana układają się w chmurę, choć mniejszą, podobną do kłębów dymu ulatujących pewnie znad hałd. Koronawirus jak gigantyczna kometa unosi się nad karnie ustawioną kolejką tych, którzy jeszcze wierzą w naukę, w medycynę i w to, że co człowiek zepsuł, człowiek też może naprawić. Ryby zaraz zginą z powodu prozaicznego braku wody spowodowanego bezrefleksyjnym uporem urzędników. Chirurg dryfuje na jednej z wielu kolorowych pigułek unoszących się jak boje ratunkowe na tafli wody w ponurym grafitowym pejzażu. Za tymi migawkami z raczej zupełnie niewesołego świata stoi Adam Wójcicki – rysownik, malarz, grafik, ilustrator, autor komiksów i murali (w Zabrzu, Łodzi, Katowicach), a także specyficznej fuzji jednego z drugim, czyli „metrowego komiksu” (cykl w galerii A19 na stacji metra Marymont), projektuje dla Gryfnie.

Na przestrzeni niespełna dekady ten absolwent katowickiej Akademii Sztuk Pięknych dał się poznać jako utalentowany i oryginalny twórca. Zauważono go po raz pierwszy w 2012 roku, podczas trzeciej edycji konkursu Książka Dobrze Zaprojektowana – zacznijmy od dzieci, kiedy ówczesny student grafiki zdobył nagrodę główną wydawnictwa Format za projekt ilustracji do I coś więcej Marka Bieńczyka. Format pozostał konsekwentny w swoim upodobaniu, jako że wkrótce wydał historię dziwnego białego królika o imieniu Nussi, która spodobała się jury wrocławskiego konkursu Pióro Fredry, co skończyło się wyróżnieniem w tym samym szczęśliwym roku 2012. Współpraca z Formatem zaowocowała pięcioma tomikami przewrotnych, zdecydowanie wytrącających z marazmu Historyjek na raz, w których nieoczekiwane zwroty akcji znalazły idealną ilustrację w rysunkach Wójcickiego.

Artysta znakomicie operuje skalą. Zbliżenia rozsadzają zaprojektowane przez niego rozkładówki – widok jak spod mikroskopu ukazuje gigantyczne pojedyncze źdźbła trawy, sierść futra zmienia się w niepokojącego kolczastego stwora, a górniczy kask wygląda jak planetarium. Grafik stosuje wszelkie możliwe perspektywy: żabią, ptasią, kulisową, skręconą, ukośną, odwróconą, czasem sięga też po tę najbardziej klasyczną – zbieżną, z nią także radzi sobie doskonale. Z powodu tego upodobania do nietypowych ujęć w jego pracach dominuje kompozycja otwarta. Zastosowane kadrowanie podbija dynamizm scen. Pierwszy plan często, naturalnie w sposób zamierzony, nie mieści się w polu obrazu – widać tylko jakiś skrawek blatu stołu, fragment szyi żyrafy, same łapy zwierząt podrzucających Nussiego do nieba, kawałek nogi, narożnik ekranu monitora czy czubek głowy.

Na swój dyplom w Pracowni Projektowania Książki prof. Bogny Otto-Węgrzyn Wójcicki przygotował niepokojące, przesycone grozą ilustracje do baśni Braci Grimm (2014 – niewydane). Można na nich znaleźć piramidę oka opatrzności otoczoną przez watahę wilków, tajemniczego Żyda w gęstwinie cierniowych gałęzi, które oplatają go jak kłębowisko węży; siedzącego na wyściełanym taborecie chłopca… ze świeżo uciętą głową, szalony taniec tłumu postaci jakby żywcem wyjętych z malowideł Pietera Bruegla, złowieszczy wir zwierząt, m.in. z kurą, lisem i dzikiem. Rysunki, precyzyjne jak ryciny w starych atlasach, o silnym walorze graficznym, podszyte są niewidzialnym, ale wyczuwalnym zagrożeniem, szaleństwem tkwiącym pod powierzchnią najzwyklejszych zdarzeń. Gama kolorystyczna tych ilustracji zawężona została do czerwieni, tonów brunatnych i bladych różów, jako jedyne akcenty kolorystyczne przede wszystkim czarno-białych scen. Przywołują nieodparte skojarzenia z krwią symbolizującą pierwiastek jeszcze obecnego albo właśnie odchodzącego życia. Jakże trafna interpretacja mrocznej materii starych podań i innych przekazów ludowych.

Podobnie precyzyjny rysunek, chętnie podążający za geometrią typową dla francuskich ogrodów, pojawił się w książce O.G.R.Ó.D. czyli Olśniewające Grządki i Rabatki Ówczesne i Dzisiejsze Ewy Kołaczyńskiej (2016). Publikacja ta ukazała się w ramach świetnej serii poświęconej współczesnej sztuce (w tym zwłaszcza sztukom projektowym) i muzyce, firmowanej przez wydawnictwo Dwie Siostry. W tomie O.G.R.Ó.D. mamy z kolei bogactwo kolorystyki, choć, co oczywiste, zdominowanej przez rozmaite odcienie zieleni. Wójcicki, niczym wytrawny ogrodnik, aranżuje rozkładówki to dekoracyjnie, rytmicznie multiplikując roślinne moduły, to buduje z nich ornamentalne labirynty i partery, a to wydobywa konturem zadziwiające formy mniej lub bardziej egzotycznej flory.

W ilustracjach Wójcickiego często zauważymy horror vacui, czyli znaną już ze sztuki dawnej postawę lęku przed pustą przestrzenią. Szczelnie wypełnione rozkładówki pojawiają się nie tylko w książce-wyszukiwajce, czyli wimmelbuchu, o przygodach Binka i Pulpeta w świecie Majów czy w królestwie chińskiego smoka. Zasada budowy książek tego typu dyktuje ich twórcom użycie mnogości szczegółów i maksymalne zapełnianie rozkładówek, ale ta strategia występuje też w wielu ilustracjach do realizacji książkowych i prasowych oraz innych projektach Wójcickiego.

Artysta bardzo często umieszcza na ciasnym pierwszym planie postać/sylwetkę odwróconą od widza plecami, tak jak w ilustracjach Romans w sanatorium, Smacznego jajka, Patostreamerzy z „Newsweeka”, w rysunku Bareja wiecznie żywy pojawia się nawet cały tłum ukazany od tyłu. Tyłem do nas zwrócony jest też kruk patrzący w ślad za oddalającym się w stronę wielkiego miasta Nussim. Zabieg ten pozwala wciągać oglądającego w sam środek akcji przedstawionej w ilustracjach. Dzięki niemu stajemy się jej uczestnikami, doświadczając całej skali emocji, tym bardziej „wchodząc” w świat przedstawiony.

Precyzyjny kontur i użycie dymków zawierających wypowiedzi bohaterów odsyłają nas do formuły komiksu. Ale w przypadku prac Wójcickiego sprawdza się ona także w poetyckiej opowieści (Nussi i coś więcej), przewodniku po ogrodach świata czy książkach-wyszukiwajkach (Binek i Pulpet). Operowanie dość realistyczna stylistyką w przedstawianiu postaci, rekwizytów i miejsca akcji poszczególnych scen podbija efekt surrealizmu, zwłaszcza gdy zdamy sobie sprawę, co tak naprawdę widzimy – jezioro okazuje się gigantycznym workiem foliowym rozrywanym przez spierających się mężczyzn; wiernie, choć syntetycznie ujęty pejzaż wiejski został odwrócony do góry nogami, lewitują zwierzęta, a krowa ma na bokach chmury zamiast łat, z bloku leci grad sprzętu elektronicznego, a chłopiec zaraz w miejsce straconej głowy być może otrzyma czerwone jabłko (już Magritte zasłaniał twarze swoich mężczyzn w melonikach tym symbolicznym owocem).

No, i wreszcie królik albo zając. Pojawia się w różnych, mniej lub bardziej oczekiwanych miejscach. Czasem jego obecność usprawiedliwia tekst (w Nussim jest nawet głównym bohaterem), czasem wydaje się wtrętem odautorskim, np. kiedy rzeźba ogrodowa przyjmuje kształt akurat tego zwierzątka. My też możemy być przez chwilę królikami/zającami, wpatrując się w księżyc, który z pewnością zacznie przybierać kształt jaja. A może to tylko inaczej spłaszczona Ziemia, a my jesteśmy już na zupełnie innej planecie?

Anita Wincencjusz-Patyna             

                                   Bez tytułu1 Bez tytułu