Roczne archiwum: 2017

Uwaga! Jubileusz!

Nie tylko „niebieski ptak” Filip słucha ich codziennie. Pewnie wielu z Państwa np. jadąc samochodem na ósmą do pracy nie wyobraża sobie początku dnia bez felietonu Tomasza Olbratowskiego. To On niezmiennie pozwala złapać dystans, poprawia nastrój, odpręża i wywołuje uśmiech u tysięcy znerwicowanych Polaków. Misja społeczna, jaką w ten sposób wykonuje, jest po prostu nie do przecenienia. Absolutnie porównywalna do odkrycia Ameryki. A zatem może to nie przypadek, że – jak wieść gminna niesie – to dziś właśnie mija dwadzieścia lat, od kiedy Tomasz Olbratowski niezłomnie trwa na posterunku. Jak to możliwe, że z taką lekkością wykonuje prawdziwie tytaniczną pracę?
Jesteśmy bardzo dumni, że zgodził się na udział w pracach Kapituły Szpil Satyrykonu i dziękujemy za jakże owocne tegoroczne obrady.

olbratowski_pasek_2_zm

Z okazji wspaniałego zawodowego jubileuszu życzymy wszystkiego najlepszego! Sobie życzymy, aby ten codzienny felietonowy rytuał trwał jak najdłużej. A „oficjalny” zawodowy życiorys Pana Tomasza czyta się z równą przyjemnością, jak słucha jego felietonów.

http://www.rmf.fm/ludzie/tomasz-olbratowski

Jola Richter-Magnuszewska w Galerii Satyrykon

W Galerii Satyrykon nowa wystawa. Tym razem ilustracje Joli Richter-Magnuszewskiej. Nic dziwnego, że zaprojektowana przez nią poświęcona Januszowi Korczakowi ławka przybrała formę otwartej książki. Artystka to autorka celnej maksymy „Kto czyta więcej, marudzi mniej”, znaków ostrzegawczych które powinny wejść do powszechnego użycia (np.„Uwaga, śpiące koty”) oraz wielu innych, które o każdej porze roku osładzają życie nie tylko dzieciom, ale i dorosłym. Sympatyczną (i jakże zgodną z duchem ekologii) formę, w jakiej wędrują w świat, można podejrzeć na blogu ilustratorki. (http://pracowniazinnejbajki.blogspot.com).

Jola Richter_pasek_okno

A choć zapraszający na wystawę nastrojowy plakat na oknie Galerii Satyrykon, pierwotnie ilustracja do wigilijnego wiersza w Świerszczyku,  przenosi nas w odległe zimowe klimaty, dzięki Joli Richter-Magnuszewskiej równie poetycko oswoimy się z jesienią. Obraz, tak – właśnie obraz do wiersza Danuty Wawiłow (Znicze) to bodaj modelowy przykład tego, jak artystka traktuje ilustrację, dążąc do stworzenia organicznej więzi z tekstem, ale też budując  na jego postawie własną opowieść. Np. taką quasi-mitologiczną, o Feniksie lub innym Żar-Ptaku, posłańcu między Ziemią a Niebem. Wspaniała kolorystyka – kolejna mocna strona – z pewnością wiele zawdzięcza Matce Naturze, choć  sprowadzać rzecz wyłącznie do tego rodzaju inspiracji byłoby pewnie banałem i uproszczeniem.

magnu_pasek_zm

Podobno Jola i Maciej Magnuszewscy przeprowadzili w się w Beskidy w poszukiwaniu mitycznego Południa – słońca, ludzkiej otwartości, radości życia i wszystko to tam znaleźli. Recenzenci podkreślają zwykle poczucie humoru, pogodny charakter i zaraźliwy wręcz optymizm ilustracji Joli Richter-Magnuszewskiej, ale łatwo też dostrzec sporą szczyptę „północnej” zadumy i nostalgi. Różnorodną, pełna niespodzianek i paradoksów wystawę można oglądać w Galerii Satyrykon już od wczoraj. Na osobiste spotkanie z artystką przyjdzie nam poczekać do października.

znicze_zm

Jola Richter-Magnuszewska „Ilustracje”
5.09-28.10.2017
Galeria Satyrykon, Legnica, Rynek 36

magnusz_okł_m_zm  Jola Richter-Magnuszewska. Ilustracje. Folder PDF

(25 lat) na sekundę

Jak zwykle o tej porze Galeria Satyrykon gości LAF (Legnicką Akademię Filmową), tej zaś w tym roku „stuknęło” 25 lat!

Laf_pasek 2017_zm

Film animowany jest nie tylko bardzo specyficzny w realizacji i odbiorze, ale jako jedyny gatunek filmowy ma jeszcze tę właściwość, że albo nie pozostaje po nim materialnie nic, albo bardzo wiele. Zależy to od formy realizacji, użytego materiału i zapisu obrazu.

Obraz mogą tworzyć halogenki srebra, niewidzialne impulsy, sól lub piasek, albo ręcznie rysowane po kolei klatki filmowe. Sterty folii i papieru z których układając strona po stronie, kartka za kartką można ułożyć cały powstały z nich film, albo pozostaje tylko pył, który rozwieje byle podmuch. Zostają lalki i dekoracje, konturówki i sylwetki, wycięte postacie, wyplecione z włóczki, sznurka lub drutu, ulepione z gliny lub plasteliny. Jeśli trafią do muzeum lub na wystawę można je oglądać poza salą kinową, poza ekranem. Jednak najczęściej jedynymi kuratorami takich zbiorów stają się sami autorzy filmów, ich najbliżsi lub pasjonaci filmu animowanego.

laf_pasek1_zm

Zbiory LAF w znacznej mierze są rozproszone. Niewiele zachowało się z pierwszej dekady.

Rekompensuje to dokumentacja fotograficzna i filmowa, ale są też pojedyncze eksponaty z kluczowych okresów istnienia akademii.               

Letnia Akademia Filmowa powstać mogła tylko w Legnicy. Legnicką była od początku. Europejską stawała się od czasu gdy zaczęli tu zjeżdżać się uczestnicy z najdalszych zakątków starego kontynentu, landów, a nawet lądów, zaś filmy powstające tutaj trafiały na antypody do Tokio, Los Angeles, Korei, Ekwadoru…

laf_pasek2_zm

Światowo można było się tu poczuć, kiedy przez tydzień filmy z Legnicy wyświetlane były na Światowej Wystawie Expo 2000 w Hanowerze.

Idea powołania akademii przerodziła się w projekt autorski łączący w sobie formy twórcze i edukacyjne, tajemnicę tworzenia i radość jej poznawania, swoiste sakrum i profanum. Zapoczątkował on długa drogę w poszukiwaniu możliwości zapisywania czasu, ruchu i dźwięku, myśli, gestu i słowa.

Skupił on osoby w różnym wieku w myśl formuły b.o. (bez ograniczeń) jak określane były w kinach filmy dostępne dla wszystkich. Osoby o zróżnicowanej mentalności, różniące się upodobaniami, a jednak jednoczące się, chcące przebywać razem, wspólnie tworzyć. Była to na tyle atrakcyjna oferta, że zaproszenia rozsyłane były tylko na pierwszą edycję. Na kolejne uczestnicy zgłaszali się sami, a ilość ich rosła osiągając 121 osób na V jubileuszowej LAF.

Potem wprowadzona została akredytacja, ale frekwencja nadal była wysoka. Zainteresowani akademią byli nie tylko uczestnicy, ale zyskała ona sobie uznanie mediów. To one głosiły w kraju, że Legnica jest ostatnim miejscem, gdzie jeszcze kręci się filmy na taśmie 16 mm. Był to podstawowy format powstających tu filmów, ale realizowano je też na taśmie 8 mm i 35 mm. Na wystawie jedynie film „Pozwól mi spać” reprezentuje tę formę zapisu obrazu, ale na tyle reprezentatywnie, że w pełni ukazuje estetykę i możliwości narracji filmowej przy jej użyciu. Z biegiem czasu równolegle wchodził zapis na VHS, MDV, a obecnie na DVD. Niezmienne było jedno – przed kamerą efekt tworzony był ręcznie, co umożliwiło zachowanie jakichkolwiek śladów.

Laf 2017 pasek _3_zm

Jak w kinie światowym LAF miała swoje okresy filmu niemego i czarno-białego, po barwny ekran i poliwizję. Klasykę filmową i eksperymenty. LAF też była eksperymentem. Nikt wcześniej na taką skalę nie prowadził takich zajęć sukcesywnie i dla każdego zainteresowanego. Choć są tacy, co to pierwszeństwo sobie przypisują. LAF jest pierwszą w Polsce, najdłużej odbywającą się, w ustalonym cyklu imprezą poświęconą filmowi animowanemu. Ma formę dualistyczną będąc jednocześnie zwielokrotnionym planem filmowym i festiwalem filmu animowanego.

Uczestnicy realizują tu filmy i sięgają po festiwalowe laury. Do programu LAF Festiwal Autorskich Form Animowanych wprowadzony został w 2001 roku, by kolejne lata wyznaczały jego aktualną edycję. Jedyny taki festiwal, na który filmy powstają programowo w kilka dni i na kilka dni przed ich premierą.

Julian Zawisza

(25 lat) na sekundę
Galeria Satyrykon, Rynek 36
wystawa czynna: 1.08-2.09.2017

Młodzi pieprzą

Zgodnie z zapowiedziami nieco przekształcony przez Joannę Kogut  quasi-mitologiczny stworek z przepięknego komiksu Judith Kohler  już od kilku dni wychyla się z fałd banera (zawsze się trochę marszczy) na Teatrze Modrzejewskiej. Sugeruje, że do Legnicy pod wodzą profesora Darka Vasiny przybyła jakaś dziwaczna, ale przesympatyczna banda i może niejedno nam zmalować.

pasek skłonności

Świeżutki katalog, z ręcznie wykonaną sitodrukową okładką też już jest na miejscu i jeszcze trochę inaczej niż sama wystawa pokazuje Pracownię Rysunku Narracyjnego krakowskiej ASP. Słowem, jest co oglądać.

Skłonności_Kraków zm

Skłonności Kraków 1-zm

Skłonności do ostrości Kraków 3_zm

SKŁONNOŚCI DO OSTROŚCI
wystawa prac studentów Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie
Teatr Modrzejewskiej w Legnicy, Rynek 39
otwarcie wystawy godz.17.00

To już siódma edycja Skłonności do ostrości. Wszystkie zostały opisane w naszym tegorocznym   jubileuszowym wydawnictwie. Oddajemy głos Anicie Wincencjusz-Patynie:

Młodzi pieprzą: „Skłonności do ostrości” także poza Legnicą

Wszystkie odmiany pieprzu, z kajeńskim na czele, choć to… papryka, a zatem i papryczka chili, kurkuma, czosnek albo imbir. Cała ta paleta (ach, te kolory przypraw!) smakowitych, ale niektórych ostrych jak diabli doznań na języku jakoś zawsze kojarzy mi się z prawdziwie pikantną ucztą serwowaną naszym zmulonym nierzadko kiczowatą ikonosferą rzeczywistości oczom, kiedy słyszę hasło „Skłonności do ostrości”. Jedno jest pewne, że wielbiciele Satyrykonu, zarówno twórcy, jak i jego odbiorcy, odznaczają się takimi właśnie skłonnościami, niektórzy nawet bardzo dużymi, nawet, gdy z uwagi na wiek, dopiero uczą się je wizualizować. Skłonności te w postaci skondensowanej występują w czerwcu w Legnicy, ale ich trwała obecność u wielu młodych wróży Satyrykonowi świetlaną przyszłość.

„Skłonności do ostrości” to prawdziwy fenomen artystyczny idealnie wpisujący się od 2011 r. w ramy legnickiego festiwalu rysunku satyrycznego. Jest to cykl prezentacji dokonań studentów polskich uczelni artystycznych z pracowni zajmujących się ilustracją, książką czy, szerzej rzecz ujmując, grafiką projektową, a miejscem wystaw prac zdolnej młodzieży jest od początku niezmiennie Foyer Teatru im. Heleny Modrzejewskiej. Fantastyczną dokumentacją „Skłonności” są bez wątpienia publikacje towarzyszące kolejnym ekspozycjom. Mają one charakter katalogów wystaw, a stanowią w istocie atrakcyjne zbiorowe portfolia poszczególnych pracowni. Na satyrykonowy jubileuszowy rok 2017 przypadła siódma odsłona zamykająca pewien etap tych akademickich prezentacji.

Jedne z lepszych pomysłów rodzą się na schodach, jesteśmy wtedy pomiędzy – ani na dole, ani na górze. Na pewnych schodach na legnickim Rynku, w rozmowie, jakich na Satyrykonie wiele, a tej akurat prowadzonej w 2010 r. przez Elę Pietraszko i Zygmunta Januszewskiego, zakiełkował pomysł „Skłonności do ostrości”, które w ten sposób pozyskały bardzo zacnych Rodziców chrzestnych. Ona chciała pokazywać młodych, On pytał, czemu nie pokazuje, Ona poprosiła, by wymyślił nazwę, On przygotował pierwszy pokaz. Naturalną koleją rzeczy na pierwszy ogień poszła Pracownia Ilustracji warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych, a w następnych latach, już jak po sznurku, choć zabrakło Profesora Januszewskiego, przedstawiały się inne pracownie z uczelni artystycznych. Jakoś podświadomie, a może czasem nawet i celowo podnosiły poprzeczkę przyszłym prezentacjom.

„Ostre” publikacje stały się fascynującą i nieodparcie atrakcyjną wizualnie areną potyczek projektanckich. Pierwsza, jaskrawo żółta okładka autorstwa Moniki Hanulak z chlustającym krwią misiem w stylu jak z kreskówek i żyletką przyciętą w kształt litery „D” nie pozostawiały złudzeń, że będzie mocno w formie i w treści, ale też dowcipnie i metaforycznie, i… młodzieńczo-anarchistycznie. Później była wielka małżowina uszna w tygrysich barwach wojennych Agnieszki Frydrych, karykatury studentów wykonane przez ich nauczyciela, mistrza Tomka Brodę, trupia czaszka tonąca w czerni Martyny Wawrowskiej i rok później, dla kontrastu, apla wściekłego różu zaserwowana przez Szymona Szymankiewicza, wreszcie dwie okładki jednego katalogu zaprojektowane przez Mariusza Andryszczyka.

Krzywe zwierciadło to wróg łatwego piękna. Zaglądamy tam bez lęku… (Zygmunt Januszewski)

Warszawa miała najtrudniej i najłatwiej zarazem. W 2011 r. studenci Pracowni Ilustracji prof. Zygmunta Januszewskiego przecierali szlak dla tych odważnych prezentacji. Bo jest to ich cecha wspólna. Może jeszcze nie zawsze te dokonania są doskonałe technicznie, może czasem przegadane, zdarza się, że za bardzo „zapatrzone” na kogoś innego, ale szczere i odważne, co jest zasługą młodego wieku, początkowego etapu artystycznej drogi i przypisanej im właśnie bezkompromisowości i krytyczności spojrzenia na bliższe i dalsze otoczenie. Warszawska Pracownia o 60-letnim rodowodzie ma w tym gronie najbogatszą tradycję związaną przede wszystkim z ilustracją. Przez ponad 20 lat prowadził ją Jan Marcin Szancer, a przez następne ćwierć wieku – prof. Janusz Stanny. Z niej wywodzą się Monika Hanulak, Agata Dudek, Małgorzata Nowak i Jacek Ambrożewski, by wymienić tych, którzy wzięli udział w pierwszych „Skłonnościach”, a którzy na dobre zadomowili się w polskiej ilustracji, odnosząc znaczące sukcesy w konkursach ogólnopolskich, a także w zagranicznych konfrontacjach. Monika Hanulak brawurowo zaprojektowała pierwszy katalog „Skłonności do ostrości”, dyktując wysokie standardy i prowokując serię kolejnych oryginalnych wydawnictw, a Agata Dudek sama była jurorką Satyrykonu jako zdobywczyni Grand Prix Festiwalu w 2009 roku.

format: 230 x 280 [mm] stron: 208 isbn: 978-83-927795-5-1

wydawca: LCK i ASP w Warszawie rok wydania: 2011

Obserwujemy życie grane na fujarce lub tańczone na linie (Eugeniusz Koniarek)

W 2012 r. zaprezentowała się w „Skłonnościach do ostrości” Pracownia Ilustracji z gdańskiej Akademii Sztuk Pięknych prowadzona przez prof. Jadwigę Okrassa. Ze wszystkich dotychczasowych wystaw, w ślad za twórczą aktywnością studentów grafiki projektowej, najwięcej pola oddała ona fotografii. Spectrum mediów, obok „oczywistych” dla współczesnej ilustracji – rysunku i technik komputerowych, poszerzyła także o malarstwo i fotomontaż. Ten zestaw prac wyróżnia także prawie zupełny brak tekstu jako integralnej części prac. Wyraźne jest w nich natomiast zamiłowanie do groteski oraz dominacja figury ludzkiej i zwierzęcej. Katalog tej prezentacji zaprojektował Zygmunt Okrassa.

format: 230 x 280 [mm] stron: 106 isbn: 978-83-927795-8-2 978-83-62759-18-7

wydawca: LCK i ASP w Gdańsku rok wydania 2012

Tęsknię za studentem z szajbą (Tomek Broda)

2013 rok należał do dwóch pracowni prowadzonych osobno przez wrocławskie filary Satyrykonu – Magdę Wosik (Grand Prix 2017) i Tomka Brodę (Grand Prix 1997 i wiele innych festiwalowych nagród). Silna reprezentacja Katedry Projektowania Graficznego z wrocławskiej Akademii Sztuk Pięknych im. Eugeniusza Gepperta dorwała się do życia we wszelkich jego przejawach. Wrocławska prezentacja to sporo komiksów, notatek, szkiców, zapisków, kadrów, i dominujący w nich drapieżny rysunek. Podsłuchiwanie i podglądanie bardzo sprawnie zostało podane w opowiastkach obrazkowych. Katalog w nieco mniejszym niż inne publikacje formacie, za to jakże elegancki, jedyny w twardej oprawie. A w nim oprócz żywiołowych wizualnych wypowiedzi studentów kapitalna rozmowa Tomka z Magdą o przeszłości, czyli o ich przygodach w czasach studenckich, i o teraźniejszości, czyli o perypetiach nauczyciela akademickiego wśród studentów. Krótkie notki o studentach zamieszczone w edycji warszawskiej zostały tym razem rozbudowane do dowcipnych portretów bohaterów „Skłonności”, stając się wzorem dla katowickiej odsłony katalogu.

format:182 x 255 [mm] stron: 144 isbn: 978-83-937328-1-4 978-83-60520-97-0

i Sztuki Mediów ASP we Wrocławiu LCK i ASP we Wrocławiu, rok wydania: 2013

Staramy się pielęgnować mroczne wizje studentów (Bogna Otto-Węgrzyn)

W 2014 r. przyszedł czas na Akademię Sztuk Pięknych w Katowicach reprezentowaną przez Pracownię Grafiki Książki prowadzoną przez Bognę Otto-Węgrzyn oraz Pracownię Ilustracji prowadzoną przez Annę Machwic-Adamkiewicz. Co ciekawe, ta pierwsza jest w strukturze Katedry Grafiki Warsztatowej, a ta druga Grafiki Projektowej. W pierwszej zastępy zdolnych studentów wykorzystują wszystkie dostępne współcześnie formy i strumienie wypowiedzi w bardzo pojemnym obszarze pod nazwą „książka”: artbooki, artziny, self-publishing (zwany niegdyś samizdatem), wirtualny hipertekst czy liberatura. Mamy więc do wyboru: ulotki reklamowe, modlitewnik, archaiczny podręcznik, akcydens, leporello, ale też odwołania do gry komputerowej, konceptualizmu Fluxusu, slajdów z bajkami i wielu innych. Propozycje z drugiej pracowni są żywiołowe, dynamiczne, silnie zaangażowane społecznie i emocjonalnie. Jednocześnie odzwierciedlają naturalną różnorodność poszukiwań i zdają się potwierdzać postawę zalecaną przez prof. Tomasza Jurę – twórcę pracowni i orędownika Satyrykonu – „Ani dnia bez kreski!”. No i perełka edytorska towarzysząca wystawie – katalog zaprojektowany przez Martynę Wawrowską (według koncepcji Otto-Węgrzyn, Romana Kaczmarczyka i Katarzyny Wolny).

format: 190 x 250 [mm] stron: 200 isbn: 978-83-937328-5-2

wydawca: LCK i ASP w Katowicach, rok wydania: 2014

Znowu udało się coś zobaczyć inaczej (Roman Kubicki)

Z kolei w 2015 r. pokaz „Skłonności do ostrości” objął trzy pracownie z Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu: Plakatu I pod wodzą prof. Grzegorza Marszałka, Plakatu II prowadzoną przez prof. Eugeniusza Skorwidera oraz Ilustracji Wydawniczej prof. Mirosława Adamczyka. Siłą rzeczy dominującą formą wypowiedzi w tej odsłonie był plakat, a zatem niepodzielnie królowała metafora, skrót, celność, humor, siła skojarzeń, przewrotność, wyczulenie na absurd. W warstwie wizualnej otrzymaliśmy mieszaninę tradycji Polskiej Szkoły Plakatu z ponowoczesną ikonosferą. Frapująca była także możliwość prześledzenia różnych odpowiedzi studentów na zadane hasła, np. „Coś nie halo”, lub rozmaitych wersji plakatów kulturalnych do konkretnego filmu czy festiwalu (Satyrykon też się pojawił) albo kampanii społecznych (otyłość, gender). Zestaw atrakcyjnych ćwiczeń z kojarzenia.

format: 230 x 280 [mm] stron 136 isbn:978-83-937328-7-6, 978-83-63533-64-9

wydawca: LCK i Uniwersytet Artystyczny w Poznaniu, rok wydania: 2015

Wszystkie działania twórcze naszych studentów okryte są tajemnicą (Gabriel Kołat)

W 2016 r. doświadczyliśmy dwugłosu z Katedry Projektowania Graficznego Akademii Sztuk Pięknych im. Władysława Strzemińskiego w Łodzi zaznaczonego nawet w projekcie katalogu (Mariusz Andryszczyk, Katarzyna Dąbek i Alicja Nowicka) mającym dwa początki, prezentującego z jednej strony najszerzej pojęte projektowanie graficzne (plakat, karty pocztowe, okładki, serie wydawnicze, gry komputerowe, identyfikacja wizualna), a z drugiej obraz/ilustrację. Otrzymaliśmy w związku z tym polifonię stylistyk, technik i konwencji. Ale także wspólną prezentację studentów i pedagogów, co dawało z kolei szansę prześledzenia podobieństw i różnic w podejściu do realizacji określonego zadania. Ilustracja odznaczała się przede wszystkim bardzo rzetelnym, czasem drapieżnym rysunkiem wywodzącym się ze stylistyki komiksowej, w projektowaniu graficznym dominowały rozwiązania czarno-białe lub monochromatyczne o mocnym rysunku, wyrazistej typografii i zdecydowanej formie.

format: 240 x 290 [mm] stron 120 isbn:978-83-937328-9-0, 978-83-65403-14-8

wydawca: LCK, ASP im. W. Srzemińskiego w Łodzi, rok wydania: 2016

Efektowne „rewolucje” ustąpiły miejsca prywatnym „rewelacjom” (Jakub Woynarowski)

Ostatnia – jak dotąd – odsłona „Skłonności do ostrości” to prezentacja najstarszej polskiej Akademii Sztuk Pięknych im. Jana Matejki w Krakowie za pośrednictwem Pracowni Rysunku Narracyjnego – rówieśniczki „Skłonności” – prowadzonej przez Prof. Dariusza Vasinę. Największy nacisk kładziony jest w niej na opowiadanie obrazem, narrację wizualną, snucie historii bogatych w szczegóły, stąd dominujące formy wypowiedzi: komiks, ilustracja, story board czy concept art; stąd też zestawy ilustracji, fragmenty historii, śmiałe operowanie różnymi ujęciami: od detalu i zbliżenia, przez średni kadr, do planów ogólnych i panoram. W tych sekwencjach ilustracji odnajdziemy różne dynamiki, nastroje, stylistyki – od klasycznego realistycznego rysunku po abstrakcyjne kompozycje. Mamy też próbki, wprawki, szkice, multiplikacje motywów, które staja się gotowymi wyklejkami.

Są młodzi, uczą się, poszukują, próbują z mniejszym lub większym uporem. Są zdolni. Część z nich już zaistniała w różnych okolicznościach artystycznych, o kolejnych nazwiskach na pewno jeszcze usłyszymy. A zatem… OSTRZYMY SOBIE ZĘBY!

[śródtytuły zaczerpnięte z tekstów zawartych w katalogach Skłonności do ostrości]

 

Najlepsze debiuty Satyrykonu 2017. Anna Pałosz

Wyobraźmy sobie niezwykłą istotę, która w trzaskającym mrozie, czekając na spóźniający się autobus „dla rozgrzewki” rzeźbi w śniegu mapę Polski… Chyba tylko ten autobus nam podpowie, że nie zdarzyło się to w patriotycznej gorączce któregoś z powstań, ale raczej ostatniej, no, może poprzedniej zimy. Wrażenie pewnie pogłębi jeszcze fakt, że cykl plakatów poświęconych filmom islandzkim – licencjat artystki, to wyraz jej szczerej ku rzeczonemu miejscu miłości. Doprawdy, mocno powinni sobie pluć w brodę organizatorzy, np. w katowickim kinie Kosmos. Bo czyż nie wstyd do znudzenia posługiwać się banalnymi fotografiami, np. owiec, gdy można mieć takie plakaty i taki layout? To jednak, wiadomo, ogólniejszy problem, wróćmy więc lepiej do własnych baranów…

Palosz Pasek 4_zm

W tematyce patriotycznej Anna jest równie dobra, jak np. taki Grzegorz Myćka. Jej wersja polskiego godła jest co najmniej równie przekonująca. Świetna jest też w budowaniu optymistycznego nastroju. „Dzień bez papierosa” natchnie nadzieją każdego nałogowca. I jak skutecznie potrafi pocieszyć czekającą na telefon kobietę. Nagle przypomniała mi się anegdotka. Z puentą: Sztuka powinna być jak stary telefon. Mocna  w formie i głośna. Wyrazista. I teraz już się tylko zastanawiam, czy to może ten telefon z biurka Moniki Starowicz. Chyba jednak troszkę inny…
W każdym razie bardzo lubię sposób, w jaki Anna stawia swoje kulfony. I literki. Jak za pomocą nieco rozdętego, cięższego „O” potrafi – nie zakłócając informacji – nie tylko przykuć uwagę i skłonić do lektury, ale i wzmacniać wrażenie wysepek na oceanie. I jakoś wierzyć mi się nie chce, że tylko o te absurdalnie wyłączone z reszty świata Wyspy Szczęśliwe tu chodzi. Jakże znajome chwilami wydaje się to bagno. Niemal w każdym przypadku uderza to, jak głęboko artystka weszła w materię filmów, ale i jak inteligentnie, zamiast epatować innością, gra na naszych odwiecznych tęsknotach i podsuwa różne pomosty identyfikacji. Anna Pałosz to zdaje się jedna z tych, których nigdy nie pociąga łatwiejsza droga. Nie ujdzie chyba też niczyjej uwadze charakterystyczna, zgrzebna, humorystyczno-czarna aura jej twórczości. Upodobanie do paradoksów i ironia raczej niż sztubacki żart. Nie trzeba nawet specjalnego plakatu na dowód.
Ten debiut to w całej historii Satyrykonu jeden z najbardziej zasługujących na to miano. Warte podkreślenia, bo budzi szacunek, a patrząc na wystawę łatwo to przeoczyć. Tym niemniej możemy trochę poobserwować „narodziny języka”. Podstawowe elementy, testowane w rozmaitych konfiguracjach, może kiedyś w przyszłości trafią na plakat. Raczej dążenie do zasad niż efekciarskie ich łamanie. Do własnych zasad albo z własną modyfikacją.
I, wbrew pozorom, największy komplement. Nawet, jeśli nieco irytują mnie (może tak właśnie ma być) jej wizja chińskiego smoka czy Matki Polki, chylę czoła przed celnością ich przekazu. Bo choć np. wiele było obrazów takiego wielorękiego wschodniego bóstwa, żadne tak bardzo nie przypominało zarazem pająka w sieci.

Godło; Drzewa; Chorzów miasto muzyki

Godło; Drzewa; Chorzów miasto muzyki

„Techniczne” inspiracje też nie dziwią. Na liście priorytetów artystki precyzja wydaje się być na pierwszym miejscu. Spójność całości może nas nawet nieco znieczulić na wielość podjętych tu prób i zastosowanych rozwiązań. Szybko zaczynamy jednak rozumieć, że żadna plama, żaden szum nie są tu pozostawione przypadkowi. Anna potwierdza – dopracowywanie detali to rodzaj manii. Wbrew jej autokrytycznej ocenie – miłej dla widza i jakże zdrowej. I jak obiecującej na przyszłość!

bz

Najlepsze debiuty Satyrykonu 2017. Reinaldo Pagan Avila

W nagrodzonej na tegorocznym Satyrykonie pracy spotkały się dziób w dziób kruk i tukan. Motyw odbicia kreującego lub demistyfikującego złudzenia na własny temat – jak dobrze to znamy. Jednak w tej selfie, skrajnie ułatwionym akcie autokreacji, który stał się symbolem naszych czasów, przegląda się coś znacznie więcej niż jednostka. Kontynenty, strony świata, kultury, może też nacechowane społecznie klasy. Wizualnie niepozorny, ale też jakże dwuznaczny, w tym demoniczny symbol i dorównujący mu inteligencją, ale piękniejszy i milszy(?) egzotyczny odpowiednik. Konfrontacja ma w sobie coś niezaprzeczalnie komicznego, ale to tylko jeden z aspektów. Wieloznaczną trafność zestawienia, którego jednym biegunem jest autentyczna i uzasadniona duma z własnej tradycji, a drugim kpina z powierzchownych zachwytów nad „egzotyką” lepiej pozostawić do indywidualnych rozmyślań. Jednak nie sposób nie pomyśleć tu również o zjadliwej autoironii artysty. W tym o będącej ukrytym elementem wielu jego dzieł autotematycznej refleksji nad własną twórczością.

pagan_1

Reinaldo Pagán Ávila jest na świecie dobrze znany. W świat europejskich twórców satyrycznych też wszedł szturmem. Choć przebywa w Hiszpanii zaledwie od kilku lat, trudno go nazwać „nową twarzą”. Podobną nazwę (Cara-Jo [venes]) nosiła artystyczna grupa, jaką niegdyś na Kubie założył wraz z kolegami ze studiów. W określającym jej tożsamość manifeście deklarowali, że choć najważniejsze są dla nich wyrażane przez ich malarstwo idee, nie bez znaczenia jest też komercyjny wymiar twórczości. I wydaje się, że artysta potrafi skutecznie oba te aspekty łączyć.

Nazywany czasem w tekstach promujących wystawy „jednym z najwybitniejszych dziś malarzy kubańskich”, nie należy już do tego pokolenia, które w nieposkromionym głodzie tworzenia musiało malować po ścianach lub na torebkach po cukrze i mące. Studiował, a potem pracował w Akademii Rafaela Tejady, ale studia go niejednokrotnie rozczarowywały. Najwięcej nauczył się samodzielnie. Rysował i malował od wczesnego dzieciństwa, oglądał książki i kopiował, wierząc, że właśnie w ten sposób najlepiej jest zgłębiać tajniki rozmaitych technik. I to po prostu widać.

Zapuszczający się na Kubę, wbrew trudnościom, amerykańscy mecenasi i kolekcjonerzy sztuki, choć utyskiwali, że na skutek zamknięcia Reinaldo i jego koledzy, zapatrzeni w surrealizm, kubizm, ekspresjonizm itd., malują trochę tak, jakby ostatnie kilkadziesiąt lat w sztuce w ogóle się nie wydarzyło, dostrzegali jednak nieprzebrane bogactwo talentów. Tu zaś specjalnie wyróżniali m.in. Reynalda Pagána Ávilę.

pagan3

Bez wątpienia jest artystą niezwykle pracowitym. W Internecie, obok pokaźnego i bardzo różnorodnego dorobku oraz recenzji, znajdziemy filmy z kubańskich czasów. Przedstawiają Reynalda we własnym otoczeniu, przy pracy, a także zawierają wiele jego wypowiedzi. Niektóre potwierdzają stereotyp. O muzyce jako jednym z najważniejszych źródeł inspiracji, o znaczeniu rodzimej tradycji, o poczuciu humoru i skłonności do żartów jako najważniejszym fundamencie charakteru narodowego Kubańczyków, będącym ich obroną przed trudami codzienności…

Zależy mu na tym, aby każda jego wystawa była zupełnie inna. Eksperymentuje i dość szybko się nudzi. „Tematy są jak życie – rodzą się i umierają.” Ale też jak miłość. Gdy przystępuje do kolejnej realizacji, dokumentuje, czyta, szuka inspiracji w obrazach, słowach, dźwiękach, smakach i zapachach, aż do poczucia zupełnej identyfikacji. Efekty trudno zawrzeć w pojedynczym obrazie, cykl staje się formą naturalną. Choć z drugiej strony nie sposób oprzeć się wrażeniu, że wiele z nich to jednak szkice zmierzające ku jednemu czy dwóm najważniejszym obrazom. Tytuły są ważne. Na ogół to one właśnie – jako eksplikacja idei – są podstawą, a znalezienie dla nich obrazowego odpowiednika jest największa trudnością. W tego rodzaju „przekładach” artysta ma jednak sporą wprawę. Np. divertimenta. To eksperyment, w którym Reynaldo wraz z kolegą podjęli się ilustracji myśli przedstawionych im przez kubańskiego poetę. Nad rozszyfrowywaniem niuansów tych pełnych humoru obrazów, stawiających pytanie o zależności między osobowością, epoką i środowiskiem, można spędzić naprawdę miłe chwile.

Jeśli się zatrzymamy przy miłosnej metaforze, Reinaldo Pagán Ávila to ktoś między Casanovą i Don Juanem. Romansów z tematami i technikami miał wiele. Właściwie ze specyficznej, kubańskiej perspektywy przerobił już większą część historii malarstwa i świata. Poboczne flirty ze sztuką Wschodu czy „skolonizowane profile” malowane kawą to tylko niektóre z jego wynalazków. Największą wartością obrazów jest może to, że daleko i wieloznacznie wykraczają poza tę chętnie przez artystę zresztą tłumaczoną, „ideową”, publicystyczną zawartość.

pagan _2_zm

Na zamieszczonym niedawno na YouTube filmie wiele z pokazanych na tej wystawie dzieł przesuwa się nam przed oczami w formie niby to zapisanych na taśmie filmowej pojedynczych kadrów. To „dokument” z tego, co się ostatnio zdarzyło. Z udanych udziałów w konkursach – od razu rozpoznajemy te oliwki…, tworzonych ostatnio cykli Black and white i Tauromachia. Można się zastanawiać, czy Picasso w bretońskiej tielniaszce to humorystyczny łącznik, część wspólna zbiorów czy kolejny temat. Świadectwa nieustannych poszukiwań, które chyba zbyt prosto byłoby postrzegać na kształt ewolucji. Bo może ostatnio nieco mniej „pstrokata” paleta to kwestia poruszanych tematów… Fakt, od czasu przeprowadzki artystyczny język Pagána stał się jakby bardziej lapidarny i precyzyjny, ale może to po prostu wynik skupienia się na polu satyry? Tak czy inaczej, po tysiącu zestawień gołąbka z granatem trudno nie zachwycić się złowrogo-figlarnym pancerzem z oliwki, pytaniem o naturę głodu dręczącego saksofonistę i wyrazem oczu Picassa w jednej z karykatur. I warto znieść wszystkie te rozważania o samochodach, paskach i więziennych wybiegach, skoro prowadzą do takiego rozbłysku wyobraźni, jak zebra wpatrzona w hipnotyczne kręgi. W głębi duszy Pagán pozostaje chyba podobny do artystów z dalekiej przeszłości. Z tą formalną maestrią, pokorą i głodem „studiowania” oraz obojętnością wobec kwestii oryginalności. Umiejętnością gry na każdym polu, upodobaniem do iluzji, organiczno-mechanicznych form, paradoksów, stylistycznej żonglerki,  wytrącania osób, przedmiotów, cytatów z naturalnych kontekstów, by zestawiać je dziób w dziób w ramach nieoczekiwanych konceptów. Często, by z pierwotnym żarem przywracać nam stępiałą społeczną wrażliwość. Lecz przede wszystkim, by z uporem dążyć do sedna i pytać o zmienną i niezmienną naturę człowieka i rzeczy. La mona aunque se vista de seda?

bz

Inspiruje mnie zapach pracowni

rozmowa z Reinaldem Pagánem Ávilą

 Satyrykon: Czy europejskie i  kubańskie poczucie humoru mocno się różnią? Oglądałam film, w którym opowiadasz, że Kubańczycy mają humor we krwi i po prostu nie potrafią żyć bez żartów. Czy od czasu przyjazdu do Europy zaczęło się coś u Ciebie pod tym względem zmieniać?

Reinaldo Pagán Ávila: Niemożliwa jest zmiana czegoś, co jest tak głęboko zakorzenione w kulturze kubańskiej i jest naszym sposobem na życie. Na Kubie mówi się: „na zły czas, pogodna twarz”. Kiedy potrafisz śmiać się z własnych problemów, lepiej znosisz trudy życia. Właśnie dzięki temu Kubańczyk potrafi stawić czoło wszelkim brakom i niedostatkowi w kraju, o – jakby nie było -  niewielkich zasobach.  Mimo wszystko nie przestaje się śmiać i myśleć. Ponieważ właśnie dzięki satyrze potrafimy myśleć krytycznie o wszelkich problemach.

Jesteś znanym malarzem, jednym z najwybitniejszych obecnie malarzy kubańskich, od początku również zajmujesz się twórczością satyryczną. Czy to dla Ciebie dwie różne dziedziny twórczości, wymagające nieco innych środków, czy te dwie dziedziny mocno się łączą? Może po prostu sztuka jest jedna?

Moim zdaniem sztuka jest jedna.  Mniej istotne są narzędzia, gatunek czy technika. Satyra, ironia, humor zawsze są obecne w tym, co robię. Przede wszystkim interesuje mnie nawiązywanie dialogu z odbiorcą. Sztuka zawsze powinna być prowokacją – zaproszeniem do polemiki, dyskusji i rozmyślań , a jeśli przy okazji może wywołać śmiech czy uśmiech, tym lepiej.

pagan_wywiad_1

W pracach, które przysłałeś nam na wystawę uderza ilość odwołań do Picassa. Czy to po prostu część cyklu Tauromachia, który tworzysz od czasu przyjazdu do Hiszpanii czy już osobny temat. I skąd właśnie takie tematy. Czy to ukłon w kierunku Hiszpanii, w której od 2012 roku mieszkasz, chęć głębszego zrozumienia tego miejsca czy też coś jeszcze innego?

Wpływ sztuki Picassa na moje dzieła jest konceptualny, ponieważ Picasso był artystą, który nigdy nie zaprzestał eksperymentowania ze stylami i technikami. Nigdy nie pozwolił, aby dziecko, które nosimy w sobie, umarło. Wydaje mi się, że aby być dobrym satyrykiem należy myśleć trochę tak  jak dzieci. Dla mnie Picasso to najbardziej  wpływowy artysta XX wieku. O jego  autoportretach i portretach myślę jako o karykaturach. A już najlepszą karykaturą, obrazem głęboko  satyrycznym jest Guernica. Właśnie dlatego wybrałem go jako temat do serii własnych karykatur.

Jakie cechy więc powinna mieć dobra karykatura? Pytam, bo mam wrażenie, że dostrzegłeś w oczach Picassa coś, czego nie zauważyli inni…

Moim zdaniem dobra karykatura to nie tylko taka, która wydobywa podobieństwo fizyczne, ale również potrafi uchwycić duszę osoby portretowanej. Karykatura  powinna być w stanie opowiedzieć Ci coś o tej osobie, po trosze kim ten człowiek był, o czym myślał i co w życiu robił. Obecnie, za pomocą techniki komputerowej bardzo łatwo jest sporządzić karykaturę  wyolbrzymiającą jedynie zewnętrzne  rysy, fizjonomię  postaci, ale dla mnie karykatura to znacznie więcej.

W twojej wcześniejszej twórczości uderza ilość cytatów i odwołań malarzy z przeszłości i historii kultury. W pracach na wystawie również je znajdziemy, ale chyba jest ich nieco mniej niż wcześniej. Czy dalej uważasz (tak przeczytałam w jednym z wywiadów), że oryginalność to umiejętność  zestawienia znanego elementu, cytatu w nieoczekiwanym kontekście?

W latach 90. z dwojgiem innych kolegów utworzyliśmy grupę artystyczną. Wystawialiśmy wspólnie nasze prace i wątkiem łączącym ten projekt były cytaty z historii sztuki. Tak rozpoczął się mój eksperyment z cytatem. Tworzyliśmy sztukę krytyczną, zawierającą elementy  satyry społecznej. Był to sposób na tworzenie świata anachronicznego, gdzie postaci z przeszłości współistniały ze współczesnymi. Mimo że obecnie znacznie w mniejszym stopniu  wykorzystuję tego typu cytaty, nadal uważam, że jest to istotny i nośny środek wyrazu. Zwłaszcza kiedy występuje w połączeniu z interesującą ideą i jest w stanie wnieść  coś nowego do tego wspólnego dzieła, które jest częścią światowego dziedzictwa.

Twoja twórczość przez lata była bardzo różnorodna, są i cykle monochromatyczne i takie, w których bogactwo barw odgrywa zasadniczą rolę. Skąd pomysł, aby w jednym z cykli tematem uczynić „białe i czarne”?

Cały czas eksperymentuję z różnymi rzeczami, również z kolorem. Właśnie na początku swej twórczości pracowałem z czernią i bielą. Tak było podczas mojej pierwszej indywidualnej wystawy zatytułowanej Moja druga twarz. To była seria rysunków ołówkiem  na papierze, a jej tematem była druga twarz, druga strona,  jaką posiadają choćby monety czy osoby. Właściwie wszystko.

Chętnie tłumaczysz „przesłanie” i treść swoich obrazów, przyznajesz, że są one sposobem wyrażania powstałych w twojej głowie, bardzo precyzyjnie przemyślanych idei. Czy zatem obraz powinien być jedno czy wieloznaczny?

Nie mam nic przeciwko omawianiu moich dzieł z kimś, kto jest tym zainteresowany, ale myślę, że artyście bardzo trudno jest kontrolować różne poziomy treści, które emanują z dzieła sztuki. Właśnie  dlatego tak  interesuje mnie opinia odbiorcy na temat mojego dzieła i zestawienie jej z moją własną opinią. To zawsze je wzbogaca i zawsze wnosi coś pozytywnego.

pagan_wywiad _2_zm

Czy prawdziwa satyra powinna być zawsze „społecznie zaangażowana” i ujmować się za tymi, którzy potrzebują obrony, czy wystarczy jeśli jest śmieszna?

Uważam, że prawdziwa satyra powinna być zaangażowana w sprawy społeczne. Pomimo że wywołuje w nas śmiech, zawsze zmusza nas do myślenia na dany temat , powinna też zawierać na końcu morał.

Kawa, akryl, akwarele, płótno, papier… Znany jesteś z tego, że eksperymentowałeś i eksperymentujesz z wieloma malarskimi technikami. A tak powszechny dziś w pracy rysowników komputer, czy i jego też używasz w swojej pracy?

Prawdę mówiąc, w ciągu całej mojej kariery eksperymentowałem z wieloma technikami, ponieważ wydaje mi się, że każda z nich wnosi coś nowego. Używałem również komputera, ale bardziej jako środka do wykonania szkiców, które następnie i tak wykonuję i uzupełniam metodą tradycyjną. Uwielbiam wchodzić w interakcję z pigmentami, pędzlami, ołówkami, zapach pracowni mnie inspiruje. Komputer jest jednak czymś zimnym, chociaż przyznaję, że dzięki niemu w krótkim czasie można zrealizować rzeczy odpowiedniej jakości. Ale jeżeli chodzi o twórczość artystyczną, to staram się nigdy nie spieszyć. I zawsze będę stawiać na rzemiosło malarza i jego pracownię, ponieważ właśnie to sprawia mi najwięcej  przyjemności.

Czy lubisz piwo i czy miałeś okazję spróbować polskiego? (Domyślasz się, czemu pytam. [Reinaldo Pagán Ávila to autor uwspółcześnionej wersji  etykiety najbardziej znanego kubańskiego piwa "Hatuey", zaś podczas tego Satyrykonu będzie miała miejsce premiera legnickiego piwa Staromiejski Piwowar – przyp. BZ]) A mówiąc już poważnie, przyjeżdżasz w tym roku na Satyrykon po raz pierwszy. Czego się po nas, Polakach i Polsce spodziewasz?

 Piwo to mój ulubiony trunek, wcale nie żartuję!  Do tej pory nie miałem możliwości degustowania żadnego polskiego piwa i bardzo chciałbym go spróbować. Chętnie je „przetestuję” i podzielę się osobistą „odpowiedzialną” opinią. To moja pierwsza podróż do Polski i  mam nadzieje, że jej kultura i mieszkańcy spodobają mi się tak bardzo, że będę chciał do niej wielokrotnie powracać…

tłumaczyła z hiszpańskiego Karolina Rojek

 Reinaldo Pagan Avila znany kubański malarz i rysownik satyryczny, mieszkający od 2012 roku w Hiszpanii jest tegorocznym laureatem wyróżnienia w dziale: Żart i satyra. Otrzymał je za pracę „Selfie”. Ponieważ zaś  w Satyrykonie wziął w tym roku udział po raz pierwszy przysługuje mu dodatkowo tradycyjna nagroda za debiut w postaci indywidualnej  wystawy. 

ANNA PAŁOSZ & REINALDO PAGÁN ÁVILA
najlepsze debiuty Satyrykonu 2017
Galeria Satyrykon w Legnicy, Rynek 36
13.06-31.07.2017
uroczyste otwarcie wystawy 17 czerwca godz. 16.00

Medal i inne

Na jego widok usta od rozciągają się w uśmiechu. Wszyscy od razu wiemy, o co chodzi? O te kartki, które wylądowały w koszu, zanim narodził się ten najlepszy pomysł? I co – teraz złośliwie czy triumfalnie wracają do twórcy jak bumerang?
Przypomina mi się rozmowa, jaką Tomek Broda i Magda Wosik wiedli podczas przygotowań do wrocławskich „Skłonności do ostrości”. O penetrowaniu kątów szuflad,  porzuconych szkicowników, może i koszy nie śmiecie swych studentów, bo właśnie tam często się kryje to, najprawdziwsze, najciekawsze i najlepsze. Walnijmy z grubej rury: czy ta prawda dotyczy tylko nie do końca jeszcze świadomych i artystyczne uformowanych studenckich duszyczek? A może cała satyra to właśnie rodzaj sztuki, która żywi się takim koszem.

Tomek Broda mięciu kartek już dawno nadał zupełnie nowy wymiar. Do Magdy Wosik właśnie w tym roku papierowa kula powraca z najszlachetniejszym, złotym połyskiem Grand Prix. Ciekawe, co z tego dalej wyniknie.

Medal Satyrykonu 2017

Medal Satyrykonu 2017

Projekty Antoniego Grabowskiego dla Satyrykonu zawsze wyróżniała ascetyczność, nowoczesność i znakomity w swej prostocie pomysł. Niezwykle eleganckie, na granicy abstracji obiekty, kierowały również myśli w stronę zabawnej anegdoty. Ich idealnie wymodelowane kształty i wypolerowane powierzchnie  nie tylko odbijały, skupiały jak w soczewkach lub deformowały otaczający świat, ale też nieodmiennie sugerowały perfekcję. Znając niezwykłą skromność artysty  – raczej przypisywaną tym, do których trafią te trofea. A tu nagle taki symbol niedoskonałości czy może  gest domniemanej niemocy. Artyście znów się udało nas zaskoczyć!

A oto pozostałe niespodzianki:

Dyplom Satyrykonu 2017 autorstwa Janusza Kapusty

Dyplom Satyrykonu 2017 autorstwa Janusza Kapusty

Nagroda dziennikarzy legnickich

Nagroda dziennikarzy legnickich

dyplom Tomasza Wiatera

dyplom Tomasza Wiatera

Projekty tablic Tomasza Brody

Projekty tablic Tomasza Brody

Odlewy tablic Tomasza Rossa

Odlewy tablic Tomasza Rossa

JASIEK ZBORUCKI & Przyjaciele

Jasiek Zborucki to na co dzień osobnik potrafiący docenić piękno polskiej mowy, z prawdziwym upodobaniem studiujący jej rozmaite tajniki oraz tegoż piękna i poprawności językowej niestrudzony obrońca. Znany też chyba wszystkim, którzy z nim pracowali, nieznośny purysta, no, może nie z lubością wytykający, ale życzliwie wskazujący prawdziwe i domniemane błędy. Jednak tenże miły doktor Jekyll, ma również drastycznie mniej miłe językowe oblicze. Ujawnia się ono, gdy zaczyna rymować. Tam, w zasadzie, w przestrzegającej metrum formie popełnia wszelkie możliwe przeciwko naszemu uchu zbrodnie. Z prawdziwym upodobaniem babrze się w niemożliwych do zniesienia dysonansach. Z wyraźną lubieżnością, premedytacją markiza de Sade i radością równą chyba tej, z jaką wg Freuda dziecko bawi się kupą, brnie w najgorsze słowotwórcze grzechy. Fakt, że przy pomocy tak koszmarnej językowej materii opisuje stworzenia skądinąd sympatyczne, nie jest oczywiście zasługą opętanego taksonoma, ale wyłącznie tych stworzeń…

Klucz pasekk _3_zm

Związek obrazu ze słowem bywa tajemnicą nie do rozgryzienia. I takąż pozostaje, nie pozwalając nam się domyślić, jak te koszmarne wersy mogły się stać inspiracją do tak wspaniałych obrazków. Być może właśnie stopień podrażnienia ucha ilustratorów wpłynął na ich niewysłowioną urodę.

Klucz pasek 7_zm
Analogicznie do stosunku do języka wygląda stosunek Jaśka Zboruckiego do natury. Prawdziwy święty Franciszek. Zachwyca się stokrotką, współczuje z każdym wróbelkiem, mniej może z dżdżowniczką, ale już na pewno z motylkiem i muszką. Daje temu wyraz w niebrzydkich nawet zdjęciach, a także sadząc wonne osty i budując w ogrodzie domki dla owadów. Lecz gdy spłynie mrok wieczorny, być może sądząc po sobie, nawet przeczystą lilię skłonny jest podejrzewać o najdziksze ekscesy. Może słusznie. W końcu nawet Linneusz się tego nie ustrzegł.

Beata Zborucka

Klucz_pasek _1 zm

JASIEK ZBORUCKI & Przyjaciele
Klucz do odróżniania niektórych gatunków
(niezwykle przydatny)
Restauracja VIS à VIS w Legnicy, ul. Młynarska 7

otwarcie wystawy 16 czerwca (piątek) godz. 20.00

ilustracje: Katarzyna Bogucka, Jacek Frąckiewicz, Stanisław Gajewski, Jerzy Głuszek, Ryszard Kaja, Wojciech Kołyszko, Sebastian Kubica, Paweł Kuczyński, Mirosław Kuźma, Małgorzata Lazarek, Leszek Ołdak, Grzegorz Szumowski, Magdalena Wosik oraz Tomasz „Biedrona” Broda

Klucz pasek _2 _zm

 

Jak widać na załączonych obrazkach klucz to abecedariusz. Czyta się od A do Ż, a prezentacja w Vis a vis  ma tę zaletę, że raz przeczytawszy, można zacząć od nowa i chodzić w kółko, dopóki nie powstanie następny tom…