Roczne archiwum: 2014

Dwaj Panowie A.

Aleksander Wołos

Aleksander Wołos Satyrykon 1986, 1978 (wyróżnienie),1998, 1997

Aleksander Wołos (ur. 1934) był jednym z pierwszych uczestników Satyrykonu i jednym z pierwszych nagrodzonych. Natychmiast, gdy konkurs stał się ogólnopolski (1978), zwrócił na siebie uwagę charakterystycznym linorytem – satyrycznym Pegazem. Gdy organizatorom dopiero marzył się zasięg międzynarodowy (1979), Aleksander Wołos na trzecim Satyrykonie właśnie już dostał pierwszą, specjalną nagrodę międzynarodową – redakcji „Osten” w Skopje.  Poruszone wówczas tematy (czyż nie związane nieco z wykonywanym zawodem?) powracały nie tylko w kolejnych rysunkach, ale i fotografiach. Dochodziła do tego zaś prowadzona trochę na przekór satyrykonowym aspiracjom do uniwersalności kronika aktualnych wypadków (politycznych) i twarzy.

Aleksander Wołos

Aleksander Wołos Satyrykon 1979 (nagroda redakcji „Osten”), 1997, 1986, 1994

Aleksander Wołos

Aleksander Wołos Satyrykon 1994, 1986

 W połowie lat 80. małe zamieszanie wywołało kilka rysunków, może nieco podobnych, ale zarazem jakby bardziej frywolnych. Tak, z małym „Az” dodanym do jakże podobnie kreślonego nazwiska do grona satyrykonowych laureatów dołączył Arkadiusz Wołos, idący wówczas w ślady ojca nie tylko w tej zresztą dziedzinie.

Arkadiusz Wołos

Arkadiusz Wołos Satyrykon 1986

Arkadiusz Wołos

Arkadiusz Wołos Satyrykon 1986 (wyróżnienie)

Szkoda, że dopiero tak smutna okoliczność – odejście Aleksandra Wołosa, sprowokowała nas, by przypomnieć sobie tę historię. Aspekt bardziej optymistyczny, oprócz świadectwa czasów i radości, jaką do dziś niezmiennie sprawiają te rysunki i fotografie, to fakt, że takich przypadków pokoleniowej sztafety mamy w Satyrykonie znacznie więcej. Jugoslav i Jaksa Vlahovic, Eugeniusz i  Max Skorwiderowie, Stanisław i Adam (choć tu to akurat syn „wprowadził” ojca) Koguciukowie, to tylko niektóre z wielu przykładów… Jakże też często po pozostających bez odzewu latach wiernego słania zaproszeń nagle przychodzi podpisana znajomym nazwiskiem odpowiedź…

Crihana na bis

4 R

Wszystkie wystawy są ważne, ale co jakiś czas zdarza się taka, która cieszy się szczególnym powodzeniem. Bliski sercu temat jest nie bez znaczenia. Okazało się, że dla legniczan „satyryczne impresje” Floriana Doru Crihany były pokazywane za krótko i w nie dla wszystkich dogodnym terminie (wakacje). Trzeba też przyznać, że od czasu jak Legnickie Centrum Kultury stało się właścicielem liczącego 40 obrazów cyklu poświęconych naszemu miastu, szkoda ten skarb trzymać zamknięty w szufladach. Ideałem byłaby stała ekspozycja, ale na razie możemy jedynie zaproponować powtórzenie wystawy w Galerii Satyrykon. Trochę to narusza nasze plany i nie zamierzamy z podobnych precedensów robić reguły, ale prośba widzów jest najważniejsza.
Możliwość ponownego obejrzenia obrazów w oryginale zbiegnie się z innym tradycyjnym „satyrykonowym” wydarzeniem. Ci, którzy śledzą nasze wydawnictwa, już pewnie się domyślają, o co chodzi. Szczegóły niebawem…

Florian Doru Crihana Legnica. Satyryczne impresje
Legnickie Centrum Kultury, Galeria Satyrykon,
Legnica, Rynek 36
4.11.2014- 3.01.2015, godz.11.00 – 18.00

więcej o wystawie
Legnica. Satyryczne impresje.1
 Legnica. Satyryczne impresje.2
Legnica. Satyryczne impresje.3
wywiad z Florianem Doru Crihaną

Odeszli w 2014

Janusz Stanny (1932-2014)

Nawet gdyby nigdy nie przyjechał do Legnicy, jego wpływ na Satyrykon byłby ogromny. Od początku dla wielu biorących udział w konkursie twórców był inspiracją, wzorem i autorytetem. Dla wielu – najważniejszym nauczycielem. Myśl, aby w ramach imprezy zorganizować tę indywidualną wystawę, nasuwała się sama (1995). Dwukrotnie przewodniczył jury (1996, 1998), sam też wziął udział w konkursie. I tak, nieznacznie ustępując pola innym (Grand Prix zdobył wówczas przedstawiciel najmłodszego pokolenia, Przemysław Dunaj, a złoty medal Florian Doru Crihana), w 2000 roku został też naszym laureatem srebrnego medalu.

Stanny_pasek

Sławomir Burzyński (1954-2014)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

więcej

Ivan Haramija – Hans (1946-2014)

Patrząc z satyrykonowej perspektywy nie wierzył przede wszystkim lekarzom. Nie wierzył też gazetom i władzy. Wątpił w Opatrzność i dobre intencje bliźnich. Może ten wszechogarniający sceptycyzm natychmiast  – gdy tylko pojawił się na Satyrykonie  – zyskał mu uznanie i nagrodę (1986). A może raczej to, że dzięki jego rysunkom robiło się nie ponuro, ale jakoś jaśniej i weselej. I o to chodzi…

haramija_pasek

 http://hajnos.miroslaw.w.interia.pl/ (16.09.2014)
http://www.bestcartoons.net/Cartoonists/Ivan-HARAMIJA-Hans-Croatia/i-f2xkWq5

Małgorzata Tabaka (zm. 13 września 2014 r.)

W czasach, gdy często mówiło się o skrajnie zmaskulinizowanym środowisku satyry, wystawy  prac Małgorzaty Młodnickiej, Jadwigi Okrassy  i Małgorzaty Tabaki (Satyrykon 1996) przeczyły tej tezie. Rysunki Małgorzaty Tabaki towarzyszyły wówczas Satyrykonowi już od kilku lat i miło było obserwować kolejne etapy gry obrazowo-intelektualnej, w którą nas wciągała. Wielu zresztą nie mogło się oprzeć, choćby  – jak się kilka lat później okazało – w kochającej rysunek Brazylii. Każdy kolejny rok skłaniał raczej, by czekać na następną porcję niż oglądać się za siebie. Dziś jeszcze bardziej można doceniać tę jakże charakterystyczną i finezyjną opowieść, często z motywem muzycznym w tle.

Tabaka_pasek

http://www.spak.art.pl/?p=3048
http://muzeumkarykatury.pl/joomla/index.php?option=com_content&view=article&id=893:odesza-magorzata-tabaka&catid=373:wydarzenia-aktualne

Szymon Bojko (1917-2014)

W swoim długim, barwnym życiu trafił również na Satyrykon (2006). Był niezwykle czarującym i ważnym gościem. Oglądając wystawę pokonkursową zachwycił się „Humorem zeszytów szkolnych” Małgorzaty Lazarek i mimo wciąż bogatych planów zawodowych i fizycznych niedomagań zgodził się napisać wstęp do wydawnictwa towarzyszącego w następnym roku jej wystawie indywidualnej. Jednak przede wszystkim stał się często wspominanym przyjacielem, dającym przy każdym (z racji przestrzennego oddalenia, niestety, przede wszystkim telefonicznym i mailowym) kontakcie dowody niespożytej energii i dowcipu.

boyko_pasek

 http://stgu.pl/news-ludzie/news-odszedl-prof-szymon-bojko.htmlhttp://www.charakteryzacja.pl/2014/10/odszedl-szymon-bojko/

Satyrykon w Warszawie

Jak co roku o tej porze wystawę pokonkursową Satyrykon 2014 będzie można obejrzeć w Warszawie.
Otwarcie w już w piątek 17 października o godz. 18.00. Zapraszamy.

Satyrykon_Lowicka

Norbert Sarnecki w Galerii Satyrykon

Czy ktoś zauważył, że satyrykonowe medale z 2005 i 2014 roku to ten sam szczerzący zęby błazen? W 2005 w karkołomnej pozie łaskocząc się w pięty, sam wprowadzał się w błogi nastrój. W 2014 podsuwa konkursowi, satyrze albo i całej rzeczywistości lustro lub wizerunek ukazujący odbicie „na opak”. Wnioskować jednak z tak wątłej przesłanki, czy lub jak ewoluowało poczucie humoru Norberta Sarneckiego w ostatnim dziesięcioleciu byłoby sporym nadużyciem.

Przy okazji wspólnej z Pawłem Kuczyńskim wystawy w Galerii Miejskiej w Mosinie artysta napisał tylko kilka zdań, jednak każde zasługuje na wyrycie złotymi zgłoskami:

Rzeźby prezentowane na wystawie „Czy to żart?” to kilka wybranych prac z ostatnich lat, które powstały z głębokiej potrzeby poprawiania humoru – sobie i innym. Zaręczam wszystkim, że nie ma przyjemniejszej pracy niż ta, która bawi…
Używając tradycyjnych technik rzeźbiarskich i figuracji staram się pokazywać, że sztuka nie musi straszyć widza potworem o imieniu „Kondycja Człowieka w Postmodernistycznym Świecie”.

norbert_sarnecki_wystawa

Indagowany w sprawie obszerniejszych (głębszych??!) wyjaśnień okazał się przewrotny jak Mefisto (vide folder). Ale czegóż można się było spodziewać po człowieku, który każe anachronicznym, zmęczonym urzędnikom dmuchać balony z brązu lub przysyła na konkurs miniaturę najsłynniejszego pomnika Chopina niemalże identyczną z oryginałem. Czyniące różnicę niuanse z pewnością zachwyciłyby Boya-Żeleńskiego, ale i prezydent Legnicy nie pozostał obojętny.

Norbert Sarnecki to artysta dla Satyrykonu równie ważny, jak dla Poznania, gdzie mieszka. Tam zaś był bohaterem ożywionych prasowych dyskusji, które przekroczyły granice miasta. Kilkakrotnie trafił do encyklopedii: raz np. jako współautor wspaniałej Ławeczki Lindleya w Warszawie, kolejny raz – jako autor „Nie-pomnika w montażu”. Wzbudza sympatię miłośników psów, ale nie tylko. Pewna pani na blogu dotyczącym urządzania domów i przyległości twierdzi, że takie rzeźby pragnęłoby się mieć w swoim ogrodzie. Bo pomniki miejskie Norberta Sarneckiego, ci, którzy mają okazję z nimi mieszkać, po prostu kochają. Nieco staroświecki, nostalgiczny wdzięk, „ludzki” charakter i ścisły związek z otoczeniem są tu z pewnością kluczem. Artysta jest w końcu specjalistą, tym właśnie sprawom poświęcił swoją pracę doktorską, a z nabytej wiedzy i doświadczeń czyni dla swego miasta wspaniały użytek.

Przy tym wszystkie duże i małe rzeźby Sarneckiego nie tylko cieszą oko i serce. Ale też właśnie – bez awangardowego zacietrzewienia, niejako mimochodem w magiczny sposób zachęcają do refleksji. Właśnie – nie zmuszają, ale dowcipnie, przyjacielsko zachęcają. Właściwie całe są refleksją i autorefleksją. Nad rzeźbą, naturą i znaczeniem tworzywa, lekkością i ciężarem, kwestią proporcji, harmonią, możliwością wzlotów i naturą wszelkich zadęć. Nad światem, w którym sporo jest iluzją. A w każdym razie nie ma nic tak pewnego, oczywistego, raz na zawsze ustalonego, jak to się nam czasem wydaje…

 

Norbert Sarnecki „Skąd pan czerpie inspiracje?” folder_wystawy

Legnickie Centrum Kultury, Galeria Satyrykon,
Legnica, Rynek 36
9.09.- 30.10.2014, godz.11.00 – 18.00
 Wernisaż wystawy 12.08.2014, godz.17.00

http://sculpture.com.pl/files_NS/index.htm

Sławomir Burzyński (1954-2014)

Sławomir Burzyński Satyrykon

Satyrykon 1990, bez tytułu (nagroda specjalna) / Satyrykon 1991 „Polowanie na muchy”

Dla nas zaczęło się od strażaka z różdżką, ze stoickim spokojem, w skupieniu poszukującego w szczerym polu wody. Jego niewinną, czystą absurdalność i jego bijącą na głowę wszelkie seriale razem wzięte „życiowość” docenili wszyscy. Najbardziej – chwała jej za to – Legnicka Straż Pożarna. Wraz z tym strażakiem na Satyrykon na początku lat 90. wkroczyła grupa charakterystycznych bohaterów. Czarno-białych jak jeszcze niedawno telewizja, większość gazet i wydawnictw. Masywnych, z gruba ciosanych niczym socrealistyczne posągi. O prymitywnych twarzach wyrażających najprostsze emocje lub złowrogo niewyklarowanych, anonimowych rysach jak głowy z Wyspy Wielkanocnej. „Ludzie z marmuru” czy raczej z betonu. Wyjęci niby z innej (niedawnej?) bajki. Dosłownie wycięci i naklejeni na obce tło, a najważnieszą częścią tego prostego kolażu było wspaniałe malarstwo.

Sławomir Burzyński Satyrykon

Satyrykon 1992 „Fryzjer” / Satyrykon 1991, bez tytułu (złoty medal w kategorii satyry)

Sławomir Burzyński Satyrykon

Satyrykon 1994 „Kapitański honor” / Satyrykon 2000 „Bije jak w bęben”

Ci bohaterowie – wówczas wyraz niezwykle silnej i aktualnej satyry politycznej – w nowym otoczeniu adaptowali się znakomicie. Odegrawszy parodię honoru, przystrzygłszy nieco (często sobie nawzajem) laurowe wieńce, dalej rozdawali karty. W istocie – i na tym dziś dalej polega wielka siła tych prac – są ponadczasowi.

Sławomir Burzyński Satyrykon

Satyrykon „Sie ma” / Satyrykon 2009 „Za mundurem panny sznurem” / Satyrykon 1997

Jednak, jak wszystko, co nas wówczas otaczało, tak i ten świat zaczął nabierać – mniej lub bardziej – kolorów. Niby bardziej „ludzkich”, często personalnie konkretnych – jak to w karykaturze, chwilami nawet sympatycznych oblicz: jak nawiązujący do naszych najlepszych narodowych tradycji bohaterski kucharz, czy śliczny jak panna żołnierz z „niewinnym” pąsem na buzi. Niby miłych niuansów: jak owo rzucone przyjaźnie „Sie ma”? Nie tracąc jednak nigdy nic ze wspaniałej dosadności, dosłowności i bezpośredniości dowcipu. Tak absurdalnie osłupiająco prostej jak życie. Jak emocje jednostki. Jak mechanizmy społeczne. Jak zasady, których nieźle byłoby się trzymać?
Po prostu i aż: Nie kuś losu?

Sławomir Burzyński Satyrykon

Satyrykon 1994 „Nie kuś losu” (brązowy medal w kategorii humoru) / Satyrykon 1998 „Kucharz” / Satyrykon 2013, bez tytułu

Kajko i Kokosz czyli komiks w Galerii Satyrykon

„Kajko i Kokosz – najdzielniejsi woje Mirmiła”

Kajko_i_K

Któż ich nie zna? Od ponad 40 już lat bawią nas i zadziwiają swoimi przygodami. Choć nie powstanie już żaden nowy album, a autor Janusz Christa nie narysuje nigdy więcej jowialnego Kokosza, ani bystrego Kajka, a Hegemon nie obmyśli kolejnego planu zdobycia grodu Mirmiła… Christa odszedł na zawsze w 2008 roku. Ale historie, które nam pozostawił – w jakże wartościowym spadku – będą znów ożywały, za każdym razem, gdy ktoś otworzy książeczkę z przygodami naszych bohaterów. Słowa „naszych” nie używam przypadkowo. Przecież to nasi słowiańscy przodkowie. Woje, broniący swojego rodzinnego grodu. A autor (będący rysownikiem i scenarzystą jednocześnie) oddaje klimat tamtych, starożytnych czasów. Ale też, z lubością wrysowuje w kadry aluzje do naszej współczesności. Odnajdziemy odnośniki do wielu polskich cech narodowych, nie zawsze tych pozytywnych… Bo Christa to nie tylko bystry obserwator, to także satyryk, który chłoszcze nasze przywary i niedoskonałości. Śmieje się z wiary w gusła, zabobony, ale jednocześnie chwali naszą słynną w świecie gościnność i spryt. Tacy też są jego bohaterowie. Nie odczuwamy, by byli tylko papierowi, choć osadzeni na stronicach komiksu. Zdają się być postaciami z krwi i kości. Scharakteryzowani perfekcyjnie i konsekwentnie. Wiemy, że zawsze można liczyć na pomoc ze strony Kajka, choćby nie wiem jak beznadziejna była sprawa. Kokosz nigdy nie odmówi poczęstunku, Kapral zawsze będzie podlizywał się Hegemonowi, a Hegemon do końca swoich dni snuć będzie kolejne spiski…

Tą wystawą chcemy przybliżyć owych bohaterów. Poznać ich takich, jakimi stworzył autor komiksu. Skupić się na dominujących cechach, dzięki którym są tak rozpoznawalni, a jednocześnie lubiani. Nawet Kapral, Hegemon i jego banda „zbójcerzy”, którzy pomimo złośliwej natury, są w gruncie rzeczy sympatyczni. Choć pewnie lepiej pasuje tu określenie – śmieszni. I właśnie dzięki dominacji komediowego nastroju komiks ten zjednuje sobie czytelników. Czyta się go płynnie, z zapartym tchem, akcja jest szybka, nie ma nudnych przestojów. A po odłożeniu książki na półkę, w pamięci długo jeszcze zostanie sympatyczny gród Mirmiłowo z jego, nie mniej sympatycznymi mieszkańcami, ceniącymi sobie wielce – jak nazwa wskazuje – pokój (i spokój…). Lecz tego drugiego nie mają za wiele…

Kajko i Kokosz_folder wystawy

Kajko i Kokosz powstali w wyobraźni artysty ponad 40 lat temu, lecz nie był to jego pierwszy komiks. Zadebiutował w roku 1957 „Opowieściami o Armstrongu” dla magazynu „Jazz”. Od następnego zaś roku związał się na wiele lat z trójmiejską gazetą „Wieczór Wybrzeża”. Opublikował tam, między innymi, najdłuższą polską serię, liczącą 1270 odcinków! Jej bohaterami byli, podróżujący po kosmosie, Kajtek i Koko, od roku 1972 zmienieni w słowiańskich wojów: Kajka i Kokosza. Jest to do dziś, obok „Tytusa, Romka i A′Tomka” Papcia Chmiela, najpopularniejszy polski komiks. Ta, najczęściej drukowana w harcerskiej gazecie „Świat Młodych” historia doczekała się ogromnej ilości wydań albumowych. Ich łączny nakład osiągnął prawie 8 milionów egzemplarzy!

Od lat 90-tych XX w. autor tworzył coraz mniej, aby w końcu przestać. Zmusiły go do tego względy zdrowotne. Między innymi problemy ze wzrokiem. Chociaż, jak mi powiedział podczas naszej ostatniej rozmowy, potrafiłby rysować Kajka i Kokosza choćby z zamkniętymi oczami… 31 maja 2007 roku Janusz Christa odznaczony został medalem Gloria Artis. Zmarł kilkanaście miesięcy później.

Na ekspozycji obejrzymy także oryginalne prace artysty. Ich wybór podyktowany został tematem, więc ogrom przykładów opowiadać będzie o dwóch głównych bohaterach. Zrobimy to w taki sposób, aby pokazać ich charaktery – z zaletami i wadami, rzecz jasna. Być może to właśnie wady sprawiają, iż wydają się tacy realni, tacy ludzcy… Ale świat komiksu Christy to nie tylko Kajko i Kokosz. Przyjrzymy się i innym personom, proszę wierzyć, nie mniej ciekawym!

Zapraszamy zatem do zabawy, bo dużo tu będzie do śmiechu. Christa ma wielki dar rozśmieszania, to gawędziarz, niemalże bard i bajarz. Dla miłośników jego twórczości super niespodzianka: do obejrzenia w całości epizod „Koncert Kaprala”, oczywiście w oryginale! Wielką atrakcją będą oryginalne przybory kreślarskie, którymi rysował komiksy o dzielnych wojach.

Zaprezentowane materiały pochodzą ze zbiorów prywatnych (m.in. dr Tomasza Marciniaka) i archiwum rodzinnego autora. Oryginalne plansze udostępniła wnuczka, Paulina Christa, która tak wspominała go w katalogu jednej z innych wystaw w 2011 roku:

„Chciałabym zaprezentować […] twórczość Janusza Christy. Dla wielu znanego i cenionego rysownika oraz scenarzystę, dla mnie – po prostu (a może aż) – Dziadka. Przyjaciela wszystkich, w którego życiu nie brakowało przygód, Westmana o dość miękkim sercu oraz Żeglarza pełnego poczucia humoru, dystansu do życia codziennego i pozytywnej energii. […] Tak więc zapraszam do zapoznania się z człowiekiem, który mimo braku plastycznego wykształcenia został Jednym z Mistrzów polskiego komiksu”.

Przenieśmy się zatem w czasie w dość odległą przeszłość, kiedy to słowiańską krainę pokrywała nieprzenikniona puszcza pełna dzikiego zwierza, a na jej obrzeżach żyli mieszkańcy grodu Mirmiłowo, rządzonego przez kasztelana Mirmiła, a strzeżonego przez dwóch dzielnych wojów, Kajka i Kokosza…

Wojciech Łowicki
autor cyklu, kurator wystawy

Legnickie Centrum Kultury, Galeria Satyrykon,
Legnica, Rynek 36
8.08.- 6.09.2014, godz.11.00 – 18.00
Wernisaż wystawy 14.08.2014, godz.18.00

http://www.lck.art.pl/index.php?glowna=pisza_o_nas_szczegoly&numer_artykulu=1254

http://www.lck.art.pl/index.php?glowna=szczegoly_kalendarium&nr_kalendarium=800

http://www.lck.art.pl/index.php?glowna=szczegoly_kalendarium&nr_kalendarium=801

http://www.lck.art.pl/index.php?glowna=szczegoly_kalendarium&nr_kalendarium=795

Crihana – „Legnica. Satyryczne impresje ”

Jeszcze tylko do końca lipca można oglądać w oryginale „Legnicę. Satyryczne impresje”. Zwłaszcza tutaj  –  gdzie w ramach „Satyrykonu” prace artysty znamy i gromadzimy od lat z uwagą śledząc jego rozwój – pozwala ona zauważyć, jak wiele się nie zmieniło i zmieniło zarazem.

Florian Doru Crihana

Pozostając wierny wszystkiemu temu, co go od lat wyróżnia w świecie satyry – tradycyjnym malarskim narzędziom, pastelowości barw, filigranowej precyzji, unikaniu ostentacyjnych środków, kontrastowi idyllicznej kompozycji i satyrycznej treści – jakże bardzo wszystkie te narzędzia udoskonalił. Można powiedzieć, że precyzja stała się jeszcze bardziej precyzyjna, a pozorna idylla jeszcze bardziej idylliczna itd. Zarazem jednak zakrój cykli poświęconych poszczególnym tematom, nie tylko miejscom, ale i np. kulturowym zjawiskom – ostatnio np. wino i rower, staje się coraz szerszy. Niekiedy – była i wystawa poświęcona 21 wiekom historii świata – wręcz monumentalny. Ostrość satyrycznego konceptu, czasem w innej, skromniejszej wersji znanego z wcześniejszych prac, odnosi się już nie do konkretnej sytuacji czy indywidualnej egzystencji, ale do wielowiekowego trwania narodów czy społeczeństw.

 Florian Doru Crihana Legnica. Satyryczne impresje wystawa

Legnickie impresje to obraz każdego właściwie miejsca w Europie Środkowej, historia świata w ogóle i historia historii. Uderza wyobraźnia i niespożyta pomysłowość w odnajdywaniu obrazowych analogii, łączenia wszystkiego i przekształcania metafor w niezwykle pojemne, zdolne do wchłaniania coraz to nowych współczesnych znaczeń symbole. To po części historia przemijania opowiedziana jednak – rzecz charakterystyczna – bez ruin. To raczej opowieść o tym, że „wszystko płynie”. Woda i rzeka, jak przyznał sam artysta w wywiadzie radiowym, to zawsze jeden z najbardziej inspirujących go motywów. A także o świecie, który nieustannie rozsadza stare formy.

My zaś, póki jeszcze możemy, korzystajmy i oglądajmy w formie tradycyjnej ekspozycji artystę, który sam wierny jest tradycyjnym metodom tworzenia i jako zwolennik postępu z niecierpliwością czeka na moment, kiedy nauka pozwoli się nam… obyć bez komputerów.

Wystawa – jest jak podkreślał Crihana prezentem dla Legnicy i legniczan. Dlatego katalog dostępny jest w polskiej, angielskiej, ale i – to ukłon wobec niegdysiejszych mieszkańców miasta – niemieckiej wersji językowej.

http://www.thebeautifulpeopleproject.com/2013/01/florian-doru-crihana-fine-artist-galatz.html
http://caricaturi-dum-dum.blogspot.com/2013/04/florian-doru-crihana-calator-prin-21-de.html

Florian Doru Crihana „Legnica. Satyryczne impresje”