Niebywała kumulacja energii twórczej – „Szkic Ma Moc!” po raz szósty

W piątek, 13 lutego, Sala Konferencyjna Centrum Witelona w Legnicy kolejny raz stała się przestrzenią totalnie nieskrępowanej artystycznej wolności. I niech nikogo nie nabierze (teoretycznie) pechowa data! Podczas szóstej już edycji konkursu „Szkic Ma Moc!” jury, tradycyjnie tworzonemu przez pomysłodawcę wydarzenia, Tomasza Brodę oraz Anitę Wincencjusz-Patynę z Akademii Sztuk Pięknych im. Eugeniusza Gepperta we Wrocławiu i uzupełnionemu ubiegłoroczną laureatką – Gosią Kulik, uśmiech nie schodził z twarzy. Tuż po zakończeniu obrad mieliśmy okazję uczestniczyć w dyskusji szacownej komisji, wciąż żywo komentującej bogactwo pomysłów i mnogość talentów wszystkich 347 uczestników szkicownikowych zmagań. Do rozmowy dołączyły dyrektor Legnickiego Centrum Kultury – Marta Bilejczyk-Suchecka oraz Paulina Maciejewska, organizatorka Satyrykonu. Wysłuchał Michał Przechera.

Tomasz Broda: Nie powiem, żeby obrady charakteryzowały się wyjątkową burzliwością. Wśród uczestników do 25 roku życia niemal jednomyślnie wybraliśmy laureatki i laureatów. W drugiej kategorii musieliśmy dłużej dyskutować, ale się udało – byliśmy zgodni w kwestii pierwszego miejsca. Jestem zadowolony, bo wygrały mocne osobowości z wizją, różniące się między sobą, ale bardzo interesujące. To też nazwiska, które po raz pierwszy pojawiły się w konkursie. Nie jest tak, że regularnie wygrywają ci sami ludzie, choć rzeczywiście zaobserwowaliśmy stałą grupę corocznie wysyłającą zgłoszenia. Najbardziej żal mi takich, którzy podczas każdej edycji się nam podobają i zawsze odpadają w ostatnim momencie. Na pewno pokonkursowa wystawa będzie warta uwagi – zobaczymy dużo fantastycznych szkicowników ze świeżą energią i oddechem wolności. Mam wrażenie, że nasz konkurs wyróżnia się nie tylko tym, że jako jedyny w Polsce dotyczy tej artystycznej formy, ale i faktem, że jego założeniem jest wolność. Nie narzucamy tu żadnego tematu, więc nie możemy mówić o żadnym „odrabianiu lekcji”.

Anita Wincencjusz-Patyna: Co więcej – nie podyktowaliśmy nawet definicji szkicownika! To bardzo ważne, bo dzięki temu dopuszczamy też rozmaite strategie traktowania tego, czym dla konkretnej osoby jest ten sposób wypowiedzi. Są szkicowniki, które umownie nazywamy akademickimi czy szkolnymi, gdzie zauważamy ewidentne próbki; inne natomiast wędrują wokół jakiegoś motywu, zbioru czy scen tworzących mapę skojarzeń, co obserwowaliśmy już podczas poprzednich edycji. Sporo prac przedstawiało zwierzęta: ryby, ptaki – gawrony, jaskółki, koguty i stale wracające do nas kury, ponownie pojawiły się również wątki muzyczne. Wreszcie warto wspomnieć o szkicownikach nazywanych makietami, które traktujemy jako gotowy materiał o pewnym zamyśle narracyjnym – mieliśmy dzienniki, opowieści podróżnicze czy albumy architektury; są też próby tworzenia bohatera i propozycje jego przygód. Czasem dochodzą one do etapu makiety, a innym razem widać tylko potencjał na historie. Oglądaliśmy też minikoncepcje, które przy każdej rozkładówce obiecują jakąś niezłą przygodę.

Tomasz Broda: Brak definicji szkicownika jest dobry, bo jakakolwiek próba ograniczania tej wolności byłaby krzywdą. Natychmiast musielibyśmy odrzucić sporo osób, a to wielka strata. Nie należy wykluczać żadnego sposobu pracy. Można mieć określony cel i cały proces szkicowania podporządkować temu zamierzeniu. Na myśli przychodzi mi tu przede wszystkim Waldemar Świerzy, który do każdego plakatu tworzył właściwie inny szkicownik. Tym samym pokazywał, jak powstaje ta forma i od samej koncepcji zmierza do finału. Tutaj przykładem takiej strategii projektowej są książki – nazwijmy to umownie – artystyczne. Niektórzy działają zaś bardziej chaotycznie. Co kilka dni, a czasami nawet codziennie, mają potrzebę zanotowania czegoś – i to też jest ciekawe. Nagrodziliśmy serię interpretacji wybitnych dzieł historii sztuki autorstwa Łukasza Zbroi, ale podaną nie w formie klasycznego studiowania mistrzów, tylko z ogromnym ładunkiem ekspresji oraz energii. Widać było, jak mocno twórca przeżywa kontakt z oryginałem. To bardzo autorska interpretacja, gdzie każda kreska jest wyrazem emocji towarzyszących odbiorowi dzieła. Zawsze znajdujemy trochę eksperymentów formalnych, ale uważam, że wielką wartością konkursu jest udostępnienie przestrzeni do osobistej wypowiedzi, będącej dla mnie czymś absolutnie wyjątkowym w czasach, gdy niemal wszystkie nasze decyzje są sformatowane, zaprogramowane i zdominowane przez media oraz algorytmy. W tej zniewolonej rzeczywistości nagle okazuje się, że twórcy znajdują przestrzeń dla osobistej wypowiedzi w szkicownikach. Świadomość, że tylu ludzi rysuje jest fantastyczna!

Gosia Kulik: Stres w trakcie mojego debiutu w jury wiązał się z odpowiedzialnością i mimo wszystko był większy niż w przypadku ubiegłorocznego oczekiwania na wyniki konkursu. Ale niesamowicie zaangażowałam się w podziwianie prac i zupełnie o tym nie myślałam. To ogromna przyjemność i przywilej mieć kontakt z wrażliwością twórców. Tym bardziej, że niejednokrotnie w szkicownikach artyści odsłaniają się i pokazują nam mały wycinek ze swojego prywatnego życia. W ogóle nie czuję się osobą, która powinna kogoś oceniać – jestem bardzo krytyczna w stosunku do siebie, a niezbyt to potrafię w przypadku innych ludzi. Szanuję kreatywność i wszystkim dałabym pierwszą nagrodę, ale musimy działać, podjąć rękawicę i przestrzegać reguł gry. To mój pierwszy raz w takiej sytuacji, która jest niezmiernie miła, choć niezwykle trudna. Myślę, że większość artystów zapytana o reakcję na kontakt z taką mnogością dzieł powie o ogromnej, wzbierającej ochocie tworzenia. Widząc pewne detale po prostu ma się ochotę rysować, to wręcz reakcja fizjologiczna. Może to w pewnym sensie chęć naśladownictwa, ale nie konkretnie jakiegoś stylu czy sposobu pracy, tylko samej czynności.

Tomasz Broda: Tym razem konkursowych prac przyszło nieco mniej niż w ubiegłej edycji, jednak to wciąż imponująca liczba. Trudno rokrocznie liczyć na rekordy, bo stworzenie szkicownika to zwykle wiele miesięcy pracy, a z efektem tak długotrwałej roboty trudno się rozstać. Zgłoszenie wiąże się również z pewnym ryzykiem, odwagą odsłonięcia się. Zainteresowanych wzięciem udziału w naszym wydarzenia jest w sumie kilkaset osób w skali Polski – wszyscy, którzy mieli się dowiedzieć o „Szkic Ma Moc!”, już wiedzą. Życzyłbym sobie natomiast, żeby w naszym kraju odbiór tak niezwykle wartościowego wydarzenia był znacznie większy. Zainteresowanie ogólnopolskich mediów jest zdecydowanie niezadowalające jak na taką imprezę. Marzy mi się też wystawa w dużym muzeum czy galerii. Mamy sporą dokumentację z poprzednich lat i warto byłoby pokazać ją na dużej samodzielnej ekspozycji, najlepiej połączonej z tematyczną konferencją, a może nawet indywidualną prezentacją laureatów. Taka oryginalna formuła wypełniająca lukę w przestrzeni wystawienniczej jest ciągle niszowa. A nie należy zapominać, że już nominacje są pracami, które naszym zdaniem zasługują na nagrody. Liczba laureatów jest ograniczona, miewamy duże dylematy i niedosyty. Z wyróżnienia niektórych musieliśmy zrezygnować, jednak to nasz bardzo subiektywny wybór, powodowany emocjami, błyskiem chwili oraz szczerością. Ale właśnie taka jest rola sztuki – ma budzić emocje i zachwycać. Sporo dyskutuje się o konkursach artystycznych i zawsze trzeba pamiętać, że tu nie decyduje liczba strzelonych bramek, tylko nasze gusta. Inne jury z pewnością wydałoby odmienny werdykt. Pokonkursowa wystawa będzie jednak wielką artystyczną synergią, która – mam nadzieję – udzieli się wszystkim oglądającym. 

Anita Wincencjusz-Patyna: Żeby szkicownik został nagrodzony, musi wyróżniać się kunsztem i bardzo wysokim poziomem artystycznym, co na dobrą sprawę bezwzględnie dotyczy wszystkich nominowanych. Ale choć nasze gusta i preferencje generalnie zgodziły się co do wyborów, to jednak niektóre propozycje zjednoczyły nas bardziej. Co tu dużo mówić – bardzo lubimy ten konkurs!

Tomasz Broda: Mimo, że spora część uczestników urodziła się po roku 2000 i wychowała w świecie nowych technologii, to cały czas okazuje się, że dziecięca potrzeba rysowania jest niezmienna. Nic nie zastąpi tej ekspresji. Jak powiedziała Gosia, w takim miejscu czujemy energię kilkuset osób, które wypełniły szkicowniki sobą; zupełnie, jakbyśmy obcowali z żywymi ludzi. To niebywała kumulacja energii twórczej, refleksji i prawdziwego życia. Aż ma się ochotę zabrać te szkicowniki ze sobą. Jaką wartość mają tysiące nigdy nieoglądanych zdjęć w naszym telefonie? W tym przypadku zawsze pozostanie jeden wyjątkowy egzemplarz. Oczywiście można takie dzieło sfilmować czy zeskanować, ale to nie będzie to samo. Fizyczny kontakt z niepowtarzalnym przedmiotem jest zapisem minionego czasu. Prawda o człowieku naszkicowana w wielu zeszytach to coś niezwykłego, a za kilkadziesiąt lat oglądanie takich świadectw będzie wprost niewiarygodne.

Marta Bilejczyk-Suchecka: „Szkic Ma Moc!” to projekt w pełni integralny z mapą polskiej kultury współczesnej, a możliwość jego organizacji stanowi dla nas ogromny zaszczyt i zobowiązanie. Szczególnie cieszy fakt, że właśnie tutaj szeroka publiczność ma okazję odkrywać utalentowanych młodych twórców, którzy już na początku swojej artystycznej drogi potrafią intrygować świeżością spojrzenia i zaskakiwać dojrzałością wypowiedzi. Prace powstające w sposób intymny, niezależny od rozwiązań proponowanych przez sztuczną inteligencję, angażują odbiorców autentycznością i różnorodnością form wyrazu, nierzadko zatrzymując ich na długie godziny refleksji. Za tym artystycznym efektem stoi jednak ogromny, wielomiesięczny wysiłek organizacyjny. Promocja konkursu, kontakt z uczestnikami, skomplikowana logistyka przyjmowania oraz katalogowania setek szkicowników, a także wymagające, kuratorskie przygotowanie wystawy – każdy z tych etapów opiera się na precyzji, doświadczeniu i konsekwencji. Niezwykle istotny jest wkład jurorów – nie tylko wnikliwie oceniających zgłoszenia, lecz także aktywnie współtworzących kształt wydarzenia poprzez merytoryczne wsparcie, konsultacje i czujne towarzyszenie całemu przedsięwzięciu od pierwszych przygotowań aż po finałową ekspozycję. Na szczególne podkreślenie zasługuje także rola zespołu Legnickiego Centrum Kultury, który z pełnym profesjonalizmem i zaangażowaniem koordynuje wszystkie działania, dbając zarówno o najwyższy poziom artystyczny, jak i sprawny przebieg procesu organizacyjnego.

Paulina Maciejewska: Z perspektywy organizatora muszę dodać, że pomimo sześciu edycji i sześciu lat pracy przy tym konkursie, „Szkic Ma Moc!” wciąż czymś mnie zaskakuje. Pierwsza edycja była eksperymentem zrodzonym w pandemii, a pomimo tego ponad dwieście osób nam zaufało, dzieląc się swoimi pracami, a tym samym wycinkiem życia. Zachwycił mnie wówczas rozkładany zeszyt, który wyróżniał się oryginalną formą. Rok później moją uwagę przykuł szkicownik wykonany z włóczki, a podczas kolejnej edycji – umieszczony w metalowym segregatorze. Przy tym formacie kreatywność nie zna granic. A kiedy mogłoby się wydawać, że nic już nas nie zdziwi, przychodzi szkicownik wykonany na rolce z papieru do drukarek fiskalnych, sprytnie zamontowany w kołowrotku. Wierzę, że tegoroczna wystawa również zachwyci, zupełnie jak poprzednie. Otworzymy ją dopiero w czerwcu, ale już teraz uprzedzę, że na zwiedzanie trzeba będzie zarezerwować sobie znacznie więcej czasu niż w przypadku klasycznej ekspozycji. Zaprezentujemy około setki szkicowników, gdzie każdy z nich to kilkanaście bądź kilkadziesiąt nowych rozkładówek, pomysłów, skrytych marzeń, prób, błędów i historii – często takich, które dopowiedzieć musicie sobie sami.

Skip to content